iMagazine

Samsung Gear Sport i IconX 2018 – duet fit

05/05/2018, 10:23 · · · 1
fot. Michał Kołodziej

Samsung kojarzy się ze sportem od niedawna – seria akcesoriów Gear skutecznie pozwoliła zaistnieć firmie w segmencie sprzętu treningowego dla amatorów. Ostatnie nowości z tej rodziny to tylko potwierdzają.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2018


Nowe Geary nie są tak właściwie… nowe. Gear Sport to Gear S3 z kilkoma zmianami, a IconX różni się od poprzedników przede wszystkim śledzeniem aktywności, ale podstawowe założenia są dokładnie takie same. Samsung pokazał jednak, że nieustannie się uczy i z już świetnych urządzeń zrobił jeszcze lepsze. Zacznijmy od zegarka, który jest jednym z najzgrabniejszych smartwatchów. Na zdjęciach wygląda podobnie do wersji Frontier, ma jednak znacznie mniejszą kopertę (oraz odrobinę mniejszy wyświetlacz, choć nie na tyle, by był przez to mniej czytelny). Dzięki temu zdecydowanie lepiej wygląda na szczuplejszym nadgarstku, co więcej, mieści się dość komfortowo pod mankietem koszuli (aczkolwiek do żadnej nie pasuje). Recenzując Gear S3, wspominałem, że nie trafi raczej na kobiece nadgarstki, w przypadku wersji Sport jest to dużo bardziej prawdopodobne (co potwierdziła też moja żona). Sporo zmienia też odrobinę węższy pasek o szerokości 20 mm, w standardzie mamy do wyboru jedynie gumowy, ale można go zmienić na dowolny, o ile tylko zmieści się w mocowanie. Koperta jest metalowa i mocno się błyszczy, podobnie jak bezel otaczający ekran. Po prawej stronie mamy dwa przyciski pokryte gumą (akurat ten zabieg wydaje się mi zbędny), dekielek jest natomiast plastikowy. To właśnie tam znalazł się optyczny czujnik tętna. Jakość wykonania nie budzi żadnych zastrzeżeń – wszystko idealnie do siebie pasuje. Z IconX jest podobnie – tu również zastosowano plastik i gumę i podobnie jak w przypadku Gear Sport nie sposób do czegokolwiek się przyczepić. Odrobinę gorzej jest z pudełkiem na słuchawki, którego zewnętrzna część bardzo łatwo zbiera odciski palców. Słuchawki są bardzo lekkie (każda waży po 8 gramów) i wygodne. Dopasować można zarówno gumową końcówkę, jak i „ucho”, stabilizujące ją w małżowinie. Sama słuchawka jest niewielka, dlatego też powinna pasować większości osób, również tym z mniejszymi uszami. Pudełko zostało poprawione względem poprzedniej wersji – tym razem jest mniejsze i pozwala naładować słuchawki od zera do pełna raz. Ładowanie jest zresztą szybkie, bo 10 minut wystarczy na godzinę odtwarzania. Etui ma przycisk do parowania przez Bluetooth (znajduje się zaraz obok USB-C), ale w przypadku smartfonów Samsunga dzieje się to od razu po otwarciu etui (z moim A3 2016 to niestety nie zadziałało).

Tizen nie zmienił się szczególnie od premiery Gear S3. Sport działa dokładnie na tym samym systemie, aczkolwiek doczekał się kilku nowych tarcz. Te są świetne – od prostych, wyświetlających tylko czas, po szczegółowe, z informacjami o kaloriach, zrobionych krokach, pogodzie i ciśnieniu. Mają minimalne możliwości personalizacji, a wszystkie koncentrują się na aktywności, nie ma niestety możliwości umieszczenia bezpośrednio na nich jakichkolwiek informacji z aplikacji firm trzecich. Mam wrażenie, że kilka widżetów zostało poprawionych graficznie, ale może być to jedynie kwestia aktualizacji, którą otrzymały też inne zegarki na Tizenie. Koncepcja systemu, bazująca na widżetach po prawej stronie ekranu głównego i powiadomieniach po lewej, nie zmieniła się wcale. Wciąż przełączanie się pomiędzy nimi za pomocą bezela sprawia masę frajdy, system działa błyskawicznie, a każdy z ekranów się przydaje. Z poziomu iOS można już nawet instalować aplikacje, które następnie trafiają do głównego menu. Da się też dodawać tarcze zegarka, te w większości wyglądają niestety słabo. W połączeniu z iPhone’em Gear traci kilka funkcji, takich jak obsługa wiadomości i maili, przeglądanie kontaktów, nie ma też interakcji z powiadomieniami. To właśnie z tego powodu trudno byłoby mi zamienić Apple Watcha na Geara – smartwatch służy mi głównie do obsługi powiadomień. Gdy Samsung wydał aplikację Gear S na iOS, była pełna błędów – nie pozwalała nawet podejrzeć treningu bez zawieszania się, nie dało się też instalować aplikacji z Galaxy Apps. Obecnie wciąż daleko jej do ideału, kuleje zwłaszcza prędkość działania przy łączeniu się z jakimikolwiek usługami sieciowymi, jest jednak znacznie stabilniej i wszystkie funkcje, które w niej zaimplementowano, faktycznie działają. Wyodrębnienie Health jako oddzielnego programu również wyszło jej na dobre, Gear S służy teraz głównie do konfiguracji zegarka, natomiast Health zawiera wyłącznie informacje o aktywności.

Głównym zadaniem Gear Sport jest mierzenie aktywności sportowych i to wychodzi mu naprawdę dobrze, choć wciąż daleko mu nawet do podstawowych zegarków Garmina. Oczywiście mamy w nim wbudowany GPS, ale ilość zbieranych danych jest dość ograniczona. Gear Sport mierzy mnóstwo różnego rodzaju aktywności, od biegu i marszu, przez jazdę na rowerze, po jogę, pilates czy pajacyki. Nowością jest pływanie, wodoszczelność do 5 ATM pozwala spokojnie trenować z nim na basenie. Interfejs treningu jest konfigurowalny, jednocześnie widzimy 3 pola danych, ponadto możemy używać maksymalnie czterech ekranów, przy czym jeden służy wyłącznie do sterowania muzyką. Zegarek wykrywa aktywność automatycznie, po 10 minutach treningu zaczyna wyświetlać informacje o pomiarze, a na koniec je podsumowuje. Działa to nieźle, ale nawet kilkunastosekundowa przerwa kończy trening – przydałaby się możliwość regulacji tego czasu, bo tyle może trwać choćby postój na światłach. Automatyczne wykrywanie działa niemal idealnie, czasem bowiem reaguje na czynności, które nijak aktywnością sportową nie są (sprzątanie mieszkania zakwalifikowane zostało jako „trening dynamiczny”). Zupełnie inaczej działają IconX, które również potrafią mierzyć aktywność. W słuchawkach mamy asystenta wywoływanego przytrzymaniem palca na powierzchni dotykowej. Trening rozpoczyna się od rozgrzewki, następnie przedstawiany jest cel i sugerowane tempo, podczas biegu otrzymujemy też wskazówki co do zwiększenia bądź zmniejszenia dynamiki ćwiczenia. To bardzo fajny dodatek dla osób, które nie przykładają dużej wagi do statystyk, pomiar odległości i spalanych kalorii bazuje bowiem jedynie na odczytach akcelerometru. Dane treningu synchronizowane są z Samsung Health, jednak w przypadku IconX sparowanych z iPhone’em tak się nie stanie. Na smartfonie Apple nie można niestety korzystać z funkcji pomiaru aktywności przez słuchawki. Samsung jest też bardzo zamknięty na wymianę danych z innymi serwisami, do Health nie można zaimportować informacji z żadnego innego serwisu (brakuje nawet MyFitnessPal), nie da się też niczego wyeksportować (a przydałaby się choćby opcja wyciągnięcia pliku GPX). Aplikacja nadrabia za to czytelnością i wygodą – przywodzi na myśl apkę Fitbita, jest niemal równie ładna, choć nie tak bardzo rozbudowana. Nie obyło się też bez dziwnych zwrotów pokroju „szukaj pokarmu” (podczas dodawania posiłków) czy dziwnych skrótów, nie ma tego na szczęście dużo.

Duet Gear Sport z IconX towarzyszył mi przez miesiąc, miałem więc sporo czasu, by przyzwyczaić się do tego, co mi oferuje. A potrafi całkiem sporo. IconX to najbardziej bezobsługowe słuchawki bezprzewodowe, z których korzystałem. Nie tylko łączą się błyskawicznie ze smartfonem, ale również spokojnie wystarczają na cały dzień używania. Jeśli słuchamy zapisanej na nich muzyki (mają niecałe 3,5 GB pamięci do wykorzystania), bez połączenia z telefonem wytrzymują ponoć nawet 7 godzin, przy streamingu ze smartfona czas skraca się do maksymalnie 5 godzin. Mnie udało się osiągnąć około 4 godzin, ale korzystałem z nich też do rozmów i słuchałem muzyki wyłącznie z telefonu. W praktyce mogłem więc używać ich cały dzień, bo doładowywałem je w etui. Dokanałowa konstrukcja sprawiała, że prowadzenie rozmów nie było szczególnie komfortowe, ale to, że każda ze słuchawek ma własny mikrofon, stanowi ogromne udogodnienie. Dotykowa powierzchnia do sterowania budziła moje obawy, zwłaszcza że jest ona naprawdę mała. Podczas aktywności faktycznie się nie sprawdzała, nieprecyzyjne stuknięcie przechodziło w gest, a wielokrotne uderzenia nie były czasem prawidłowo liczone. Gdy szedłem, problem znikał – gestami w górę i w dół regulowałem bez trudu głośność, a stukaniem w słuchawkę zmieniałem bądź pauzowałem utwory. Podobnie jak w przypadku mikrofonu powierzchnia dotykowa znajduje się na obu słuchawkach. Należy też wspomnieć o jakości brzmienia. Ta, choć nie odgrywa tu kluczowej roli (wszak bezprzewodowość i wygoda sterowania jest w przypadku IconX priorytetem), jest niezła. Brzmią równie głośno w każdym paśmie, z całkiem dużą ilością detali, bas mógłby być odrobinę mocniejszy (szczególnie, że to sportowe słuchawki). Jeśli odpowiednio dopasujemy końcówki, to tłumią również dobrze dźwięki otoczenia.

Gear Sport nie opuszczał mojego nadgarstka praktycznie wcale. Jeśli tylko nie korzystałem z zawsze włączonego ekranu (w smartwatchu wydaje się mi to zbędne), wytrzymywał nawet 5 dni. Zegarek mierzy nie tylko dzienną aktywność, ale też sen, dlatego nie zdejmowałem go również w nocy. Ładowarka, będąca jednocześnie podstawką, ładuje baterię w nieco ponad dwie godziny, więc nawet doładowanie w ciągu dnia nie było kłopotliwe. Komunikacja ze smartfonem, niezależnie od tego, czy był to iPhone, czy Samsung, działała bez najmniejszego problemu. Jeśli telefon był za daleko, zegarek korzystał z Wi-Fi (nie przesyłał przez nie jednak powiadomień, a jedynie aktualizował dane widżetów). Tym, co niezmiernie przypadło mi do gustu, okazały się rozmiary urządzenia. Dzięki kopercie mniejszej z każdej strony o kilka milimetrów względem obu wersji S3, Gear Sport nie tylko nie zwraca na siebie uwagi na co dzień, ale też nie ciąży na nadgarstku podczas treningu. Miałem okazję przetestować wytrzymałość obudowy, mocne otarcie o ścianę pozostawiło jedynie niewielką rysę na bezelu. Podczas treningów zegarek działał jak należy, dane pomiarowe były porównywalne z Garminem FR35, a trasa rysowana była bez dziwnych odchyleń. GPS potrzebuje jednak dłuższej chwili na złapanie sygnału, jeśli tego nie zrobi, możemy co prawda rozpocząć trening, ale jest on i tak rejestrowany dopiero po nawiązaniu połączenia. Zauważyłem to już po pierwszym biegu, w którym trasa rozpoczynała się około 400 metrów od punktu, w którym wcisnąłem start. Przeszkadza mi też sposób aktualizacji pól danych – nie dzieje się to płynnie, a dopiero sekundę po podświetleniu tarczy. Oznacza to, że muszę przebiec przynajmniej kilka kroków więcej, patrząc na zegarek, by odczytać jego wskazania. Nijak nie jest to wygodne.

Nowości w linii Gear to w obu przypadkach poprawione wersje sprawdzonych produktów. Ani Gear Sport, ani też IconX rewolucją nie są – wszystko to już widzieliśmy w nieco innej, ale też gorszej formie. Moim zdaniem zmniejszenie smartwatcha wyszło mu na dobre, nie stało się to bowiem kosztem czasu pracy na baterii czy też wygody. Nowe IconX to natomiast dłuższa praca na baterii (co zawsze się przydaje) oraz funkcja trenera (mniej atrakcyjna, a dla użytkowników iOS wręcz niedostępna). Od mojej recenzji Gear S3 Classic nie zmieniłem zdania co do smartwatchów Samsunga – wciąż chciałbym, żeby Apple Watch tak wyglądał. Co do dokanałowych AirPodsów, nie byłbym już tak mocno przekonany.


Ocena iMagazine - Gear Sport: 5.5/6
Ocena iMagazine - Gear IconX: 4.5/6 5/6


Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac


Dodaj komentarz

yerzyk napisał(a):

a co to za torba? właśnie szukam czegoś fajnego torby lub torby w podobnej stylizacji….