(Prawie) Wszystko o zamieszaniu wokół Google Duplex

23/05/2018, 17:46 · · · 8

Demo Google Duplex, o którym pisał przed dwoma tygodniami, prawdopodobnie już się zakończyło. Poruszano w nim kwestie etyczne, łamano te kwestie, zarzucano Google jego sfałszowanie i finalnie… no właśnie… na czym to stanęło?

Wszystko zaczęło się od raportu Dana Primacka, opublikowanego na łamach Axios, w którym dostrzegł on kilka niedociągnięć lub niedopatrzeń w demo Google’a. Zauważył, że jak dzwoni się do jakiejkolwiek firmy czy restauracji, to osoba odbierająca zazwyczaj informuje dokąd się osoba po drugiej stronie linii dodzwoniła. Zwracał też uwagę na fakt, że w tle nie było słychać typowych dla zakładu fryzjerskiego lub restauracji hałasów. Dan skontaktował się z Googlem i zadał im kilka pytań. Google odmówiło odpowiedzi na pytanie o to, z jakimi firmami zostały nagrany rozmowy i nie odpowiedziało na pytanie czy nagrania były edytowane w kwestii treści.

Oczywiście w międzyczasie pojawiło się sporo spekulacji i wątpliwości na temat tego, czemu Google tylko zaprezentowało gotowe nagrania, a nie zrobili pełnego demo. Spore zamieszanie i lawinę komentarzy pojawiło się m.in. na Twitterze pod tym wpisem Johna Grubera. Niedługo potem, zapytał się swoich followersów na Twitterze o to, czy ktoś rozpoznaje restaurację, w której dwóch pracowników Google’a je obiad, po zrobieniu (innej) rezerwacji przez Google Duplex – Google opublikowało ich zdjęcie we wpisie na swoim blogu. Bardzo szybko odpowiedział mu Jay P, który znalazł na Yelpie restaurację Hongs Gourmet – inni na podstawie wystroju wnętrza i widoku przez okno potwierdzili znalezisko.

Niedługo później Jack Morse, na łamach Mashable, opublikował artykuł, z którego wynika, że to on znalazł lokal po własnym śledztwie. Dopiero w osiemnastym akapicie swojego artykułu zaznaczył, że poszukiwania rozpoczął Gruber (bez linka), ale poniżej wkleił odpowiedź Jaya P, jednocześnie odnosząc się do niego bezosobowo. Pomimo, moim zdaniem, chamskiego zachowania pod względem etycznego zachowania się w internecie, Jack Morse zrobił coś pożytecznego – zadzwonił do Hongs Gourmet. Odebrała kobieta, która przekazała słuchawkę do Viktora, jak dowiedziała się, że jest on reporterem. Viktor potwierdził, że to Google Duplex zadzwoniło do ich restauracji i złożyło rezerwację. Potwierdził też, że nie wiedzieli o tym telefonie zawczasu, ale jak Jack Morse jeszcze raz poprosił go o potwierdzenie, że to Google Duplex dzwoniło, to zestresował się, powiedział że musi kończyć i odłożył słuchawkę. Istotny jest też fakt, że Jack Morse w ogóle mocno się pomylił w swoim artykule – Google Duplex w opublikowanym nagraniu (to powyżej) nie dokonało rezerwacji w restauracji. Zdjęcie przedstawia rezerwację wykonaną przez Google Duplex, której nagranie nie zostało opublikowane i widocznie było częścią testów, które prowadzili.

W międzyczasie pojawiły się też trzy inne istotne tematy wokół Google Duplex. Czy ludzie powinni być informowani, że dzwoni do nich komputer, czy powinien udawać człowieka i czy Google popełniło przestępstwo nagrywając te rozmowy (jest to nielegalne w stanie Kalifornii)? To wszystko jest szczególnie kontrowersyjne dla wielu po skandalu z Facebookiem i Cambridge Analytica.


Mam szczerze mieszane uczucia na temat całego Google Duplex. Z jednej strony może znacznie ułatwiać życie osobom np. szukających godzin otwarcia danego lokalu w Google Maps, ale z drugiej strony jest to trochę stresujące, że rozmawiamy ze „sztuczną inteligencją”, której możemy nawet nie rozpoznać po głosie. Ale może właśnie o to w tym wszystkim chodzi, bo gdybym usłyszał w słuchawce „Cześć, tutaj Google Assistant, dzwoniący w umieniu Kasi…”, to pewnie odłożyłbym słuchawkę. W przypadku umawiania spotkań dochodzi jeszcze cały element oddania naszych prywatnych informacji Google’owi, których by potrzebował, aby nas umówić telefonicznie. Może nie byłoby to problemem w przypadku fryzjera, ale lekarza już tak. No i czy ufalibyśmy mu, że umówił nas prawidłowo? Nie da się ukryć, że to złożony temat.

A co Wy o tym wszystkim myślicie?

8

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.