7 godzin instalowałem macOS High Sierra

11/06/2018, 16:57 · · · 5

Hackintosha nie polecam nikomu, kto nie chce i nie umie grzebać w fundamentach macOS, bo czasami zdarza się sytuacja, w której cały dzień spędzamy na instalacji nowszej wersji macOS.

Mój komputer pierwszy raz stanął na nogi pod kontrolą OS X Mavericks, który debiutował w 2013 roku. Stworzenie tej pierwszej konfiguracji nie było proste, ponieważ trzeba było tak poskładać wszystkie klocki, żeby prawidłowo działał nie tylko Ethernet, Wi-Fi i Bluetooth, ale również Handoff i całe Continuity, wraz z iMessages i FaceTime. Dzisiaj już wiadomo co zrobić, aby to funkcjonowało, ale wtedy konieczne było przecieranie szlaków. Na szczęście po mojej stronie ringu znajdował się iStig, który to wszystko ogarnął ze mną – ma prawie identycznie wyspecyfikowany komputer co ja. Nie bez powodu – zmiennych jest wiele, a on tygodniami je wszystkie poznawał, więc robienie tego od zera było bez sensu i skorzystałem z jego wiedzy. Niestety, nasze komputery różnią się przede wszystkim GPU, które przez te kilka lat sukcesywnie i niezależnie od siebie wymienialiśmy. On poszedł w kierunku GTX-ów do grania, a ja ATI/AMD do OpenCL-a i Final Cuta Pro. To spowodowało, że nasze konfiguracje są podobne, ale jednak różnią między sobą.

Przez te wszystkie lata uaktualniałem system do nowszej wersji klikając Update w Mac App Store, po uprzednim telefonie do iStiga z pytaniem czy coś się zmieniło. Raz lub dwa musiałem uaktualnić Clovera w tym czasie i była to operacja na jakieś dodatkowe 10 minut. Tym razem jednak było inaczej…

iStig mi wczoraj przekazał informacje o tym, którą wersję Clovera mam zainstalować (z tego co zrozumiałem jest ona już gotowa pod macOS 10.14 Mojave) i ostrzegł, że muszę skorzystać z narzędzia clover-genconfig do przekonwertowania istniejącego config.plist na nowszy standard. Okazało się w międzyczasie, że High Sierra ciut inaczej interpretuje ustawienia kart graficznych w BIOS-ie. Pomimo, że mój dGPU od AMD traktuję jako jedyne GPU, to w rzeczywistości mam drugie GPU na procesorze – tzw. iGPU. Dotychczas ten drugi procesor graficzny miałem wyłączony w BIOS-ie, ale High Sierra go wymaga, aby prawidłowo działał FCPX, więc zamiast doczytać co i jak, to eksperymentowałem metodą prób i błędów, co zajęło mi ponad 3 godziny. Ponadto, update do High Sierra wymagał dodania APFS.efi do konfiguracji, aby komputer był w stanie dostać się do zawartości dysków, które zostały przekonwertowane z HFS+ podczas instalacji. Oczywiście zapomniałem o tym, więc po zakończeniu instalacji przeraziłem się, że utraciłem dostęp do swoich danych.

Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, gdybym miał to robić drugi raz, to zajęłoby mi to maksymalnie kwadrans (pomijając dodatkowy klon dysku, aby móc szybko wrócić do Sierra w razie katastrofy). Upgrade ze Sierra do High Sierra zajął dodatkowo około 40 minut i przebiegł bezproblemowo, a pierwsze uruchomienie, po dodaniu wsparcia dla APFS, nie wyrzuciło niczego niepokojącego. Pozostało mi zatem przełączenie iCloud Photo Library na HEIC i HEIF oraz włączenie synchronizacji Messages in iCloud.

Jestem (chyba) gotowy jednocześnie na macOS Mojave, bo tym razem liczę na to, że nie będę zwlekał z uaktualnieniem – High Sierra miała parę problemów po drodze, więc nie chciałem jej instalować – i realnie poczekam od 10.14.1 lub 10.14.2, aby Apple wyprostowało największe bugi. Mam też nadzieję na to, że kolejnych kilka lat spędzę tylko na klikaniu w Update, a nie na konwertowaniu configów.

Pozostaje mi już tylko polecić, abyście RTFM, bo życie wtedy jest prostsze.

5

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.