iMagazine

Cała muzyka 7/2018

14/09/2018, 11:51 · · · 0

Moje propozycje muzyczne z lipcowego wydania iMagazine.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 7/2018


ALBO INACZEJ 2

 

Nagle i niespodziewanie dowiedziałem się, że właśnie ukazała się druga część niezwykłego projektu, który dobrze zapadł mi w pamięci. Świetny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie to sprawdzona recepta na sukces i tak też było w przypadku „Albo Inaczej”. Pierwsza, nowatorska odsłona została wydana w 2015 roku i była czymś nowym i niespotykanym, mimo że na trackliście widniały takie nazwiska, jak Ewa Bem, Zbigniew Wodecki czy Krystyna Prońko. Jak to możliwe? Już tłumaczę. Wszystko za sprawą pomysłu, aby te tuzy polskiej muzyki skonfrontowały się i przedstawiły swoją interpretację klasycznych polskich hip-hopowych tekstów. W ten sposób na nowo powstały utwory napisane przez Pezeta, Tedego czy Eldoki. Tym razem twórca tego projektu, Mariusz Obijalski, postanowił zmienić wartę i takie samo zadanie, jak w przypadku pierwszej części, przypadło nowym gwiazdom na naszej scenie. Sprytne zagranie, panie Obijalski. Druga część należy do młodych artystów, którzy już błyszczą na naszym rynku albo dopiero do tego aspirują. Kolejny raz na album trafiły perełki z polskich rapowych klasyków, które aż prosiły się o nową interpretację. Słuchając nowej części „Albo Inaczej 2”, mam wrażenie, że większość numerów poddanych temu ciekawemu eksperymentowi sam bym wybrał. Niesamowicie słucha się utworu Miuosha „Nie mamy skrzydeł”, w cudownie wykonanej przez Mroza wersji. Trudne zadanie miała Natalia Nykiel, która zmierzyła się z rapowym hitem WWO „Mogę wszystko”. Jej interpretacja zaskakuje i jest całkowicie w innym klimacie niż ten, do którego nas przyzwyczaiła. Najbardziej ciekawiło mnie podejście do trudnego tematu „Czerwonej sukienki”. Tym skomplikowanym numerem Fisza zajęła się Justyna Święs, znana z The Dumplings. Nagle z szorstkiego opowiadania faceta zrobiła się romantyczna ballada widziana oczami delikatnej kobiety. „Albo Inaczej 2” pełne jest takich zaskoczeń i ciekawych aranżacji. Polecam słuchanie bez wcześniejszego sprawdzania oryginalnych tytułów, wtedy z uśmiechem na ustach odkrywamy, z którym klasykiem mamy właśnie do czynienia.

 


CZERWIEC Z KANYE WESTEM

 

Tego w historii działu „Cała Muzyka” jeszcze nie było. Zamiast jednej płyty mamy cztery w jednym, niczym najlepszy niemiecki proszek do prania. Szalony pomysł, ale to wszystko za sprawą równie szalonego Kanye Westa. Kiedy Mr. West co chwilę wrzucał na Twittera daty premier albumów, w których maczał swoje zdolne palce, każdy myślał, że to po prostu efekt zbyt dużej liczby łykanych tabletek. Finalnie jednak, ku zaszkodzeniu wszystkich, te gromkie zapowiedzi zaczęły się potwierdzać i w czerwcu wszystko, co zapowiedział, ujrzało światło dzienne. Okazało się, że czas spędzony na odludziu w górach Wyoming z całą masą ziomeczków i ziomalek po fachu był niezwykle produktywny. Na pierwszy ogień poszedł 1 czerwca solowy album pod zmyślną nazwą „Ye”. Muzycznie, o dziwo, nie zaskakuje absolutnie niczym, a to nie w stylu Yeezy. Na szczęście nadrabia w warstwie lirycznej i tam dzieje się już sporo. Kanye otwarcie mówi o swoich problemach psychicznych, co, mam wrażenie, słychać prawie w każdym wersie. Wystarczy cytat: „Myślałem dziś o zabiciu siebie. A kocham siebie bardziej niż ciebie. Wiedz więc, że myślałem dziś o zabiciu ciebie”. Rozumiecie? Kolejnym wydawnictwem jest kolaboracja z Kid Cudim, którą chłopaki fajnie nazwali „Kids See Ghosts”. Duchy z przeszłości zdecydowanie lepiej odzwierciedlają producencki geniusz jednego z najbardziej rozpoznawalnych ludzi w showbiznesie. Wyraźnie czuć między nimi chemię, która wylewa się w każdym wersie, a mocniejsze bity tylko to podkreślają. Kanye nie dał nam dobrze nacieszyć się z tymi projektami i już tydzień później rzucił kolejną bombę. Producencka płyta ikony hip-hopu, wielkiego Nasa. „Nasir” jest jedenastym krążkiem w dorobku Nasa, który teraz w pełni zaufał Westowi w kwestii produkcji. Wyszło najbardziej klasycznie i dobrze, bo muzycznie to ten album jest najbliższy mojemu DNA. Na koniec został ciekawy eksperyment. Również producencki album zrobiony dla Teyany Taylor. Możecie ją kojarzyć z widowiska, jakie stworzyła w klipie do numeru Kanye Westa „Fade”. Jeśli nie widzieliście, to musicie to zrobić TERAZ. Trzeba przyznać, że Kanye poszalał i mimo sporej konkurencji w tym miesiącu, zasłużył na uwagę, sprawdźcie więc każdą z wymienionych płyt.

 

0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o