iMagazine

Asphalt 9: Legends – dostosuj się, by przetrwać

04/12/2018, 14:00 · · · 1

Serię Asphalt znam od pierwszej odsłony wydanej na Nokię N-Gage. Od tego czasu minęło kilkanaście lat, telefony przeznaczone do gier się nie przyjęły, a rozgrywka na smartfonach stała się dużo prostsza.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 9/2018


Gameloft od lat nieprzerwanie dominuje na rynku mobilnych gier. Pozycję zdobył co prawda nie tylko dzięki oryginalnym produkcjom pokroju Asphalta, ale też kopiując bezwstydnie GTA, Maxa Payne’a, Diablo, Halo czy Resident Evil. W latach, w których się tego dopuszczał, było to jednak świetnym posunięciem, bo na porty klasyków na iOS i Androida było zdecydowanie za wcześnie (przede wszystkim z powodu wydajności ówczesnych tabletów i smartfonów). Produkcje Gameloftu ewoluowały wraz z rynkiem, stąd też teraz w każdy nowy tytuł zagramy bezpłatnie, w każdym też upchnięto niesamowite ilości mikropłatności. Nie inaczej jest w przypadku nowego Asphalta, o dziwo jednak nie czynią go one złą grą.

Pomimo słabszych odsłon i stopniowego oddalania się od jakiegokolwiek realizmu na rzecz zręcznościowych i bardzo szybkich wyścigów, Asphalt zawsze prezentował się co najmniej dobrze. Seria mogła poszczycić się licencjonowanymi samochodami, pięknymi trasami i doskonałą grafiką (jak na możliwości ówczesnych urządzeń). W Legends również tego nie brakuje. Mamy BMW, Nissana, Dodge’a, Forda, Porsche, Ferrari, Lamborghini czy Lotusa (łącznie 52 samochody) i, w przeciwieństwie do gier na duże konsole, tu możemy je zniszczyć. Podobnie jest z muzyką: oprócz tej nagranej na potrzeby gry, pojawiają się też utwory Death From Above, Kaleo czy Vitalic – Gameloft nie oszczędzał również na tym. Ponadto, Legends to zdecydowanie najładniejsze wyścigi na iOS i Androida, a także jedna z najlepiej wyglądających gier na te platformy. Miejsca, które odwiedzamy (a jest pośród nich Japonia, Stany Zjednoczone oraz kilka europejskich miast), są zaprojektowane doskonale – trasy są dostosowane do ogromnych prędkości i wszechobecnego ślizgania się bokiem, rampy wyrzucają samochód na tyle wysoko, by podziwiać widoki, a wszystko okraszono świetnymi efektami pogodowymi (deszcz rozbijający się na ekranie wygląda znakomicie). Udźwiękowienie wypada trochę słabiej, ale wciąż trzyma bardzo wysoki poziom – dźwięk silników, odgłosy uderzających o siebie samochodów czy włączanego dopalacza pasują do ogromnego tempa rozgrywki. Od strony oprawy Asphalt 9 jest produktem pięknym i bezkompromisowym.

Z tym, że za gry na smarfonach płaci się coraz rzadziej, trzeba się niestety pogodzić. Jestem zwolennikiem jednorazowego wydania pieniędzy na tytuł, który zapewni mi kilka godzin zabawy, ale przyznaję, że sięgam też po free-to-play, bo często innej opcji nie ma. Model ten jest obecny niemal wszędzie, wprowadza się go też do portów gier, które na innych platformach są płatne. Mikropłatności były już obecne w poprzednich odsłonach Asphalta, teraz są jednak jeszcze bardziej nachalne. Na początku da się je ignorować, o ile tylko nie chcemy spędzać przed ekranem więcej niż pół godziny – paliwo w samochodach bowiem się kończy, a uzupełnia się w czasie rzeczywistym (bądź, oczywiście, odpłatnie). Wyskakujące gdzieniegdzie propozycje zakupu pakietu z gotówką czy kart odblokowania samochodu (akurat kopiowanie tego z NFS: Payback Gameloft mógł sobie darować) da się przeklikać – pojawiają się stosunkowo rzadko. Problem zaczyna się mniej więcej po godzinie grania, gdy w wyścigach stopniowo zaczynamy tracić przewagę i jedynym sposobem, by ją odzyskać, jest ulepszenie samochodu lub odblokowanie nowego. Do tego można dojść, powtarzając te łatwiejsze wyścigi, ale wymaga to czasu i paliwa (a więc znów: czasu bądź gotówki). Chcemy ulepszyć samochód powyżej pewnego poziomu? Tak, potrzebujemy kart, które zdobywamy w losowych pakietach. Te można dostać za wygrane wyścigi. Lub szybciej, za gotówkę. Żeby było zabawniej, bez stałego połączenia z internetem nie da się zagrać nie tylko w tryb online, ale i w ten dla jednego gracza.

Gdy w 2016 roku Shigeru Miyamoto zaprezentował Super Mario Run na iOS, nikt nie wierzył specjalnie w sukces tej odsłony serii. Uproszczenie gry o dość złożonej i rozwijanej przez lata mechanice do autorunnera z bardzo ograniczoną możliwością sterowania postacią wydawało się pomysłem szalonym i zabijającym przyjemność z gry. Gdyby była to gra innej firmy, pewnie mogłoby tak się stać, Nintendo jednak przemyślało rozgrywkę na tyle dobrze, że wyszła im całkiem przyjemna gra, oferująca zupełnie inne doświadczenie niż konsolowe wersje, ale wciąż wymagająca zręczności i planowania swoich ruchów. Jeśli myślicie, że Gameloft zrobił to samo, to niestety jesteście w błędzie. W Asphalcie 9 wprowadzono system Touchdrive, który znacznie upraszcza sterowanie. Nie musimy już przechylać telefonu, by skręcać – gra robi to za nas, nam pozostaje jedynie wybieranie gestem w lewo lub w prawo toru jazdy, gdy pojawi się jakieś rozwidlenie dróg. Do tego mamy hamulec do wprowadzania samochodu w poślizg oraz dopalacz, zwielokrotniający na chwilę liczbę koni. Touchdrive to system zupełnie niezrozumiały, odbierający przyjemność wciskania się pomiędzy rywali, mieszczenia się w zakrętach, ocierając lusterkiem o słupy i balansowania podczas sunięcia bokiem. Podczas wyścigu i tak trzeba trzymać smartfon poziomo, obie ręce są zajęte. Owszem, Touchdrive da się wyłączyć, ale wtedy o zwycięstwo jest zdecydowanie trudniej, bo zarówno sztuczna inteligencja, jak i trasy skrojone są pod ten uproszczony wariant sterowania, znacznie ograniczający decyzyjność gracza. Nie jest tu zwyczajnie trudno (wyzwania są fajne, po to w końcu gramy), różnica pomiędzy klasycznym a prostym sterowaniem jest zbyt wielka, by próbując kierować samodzielnie, czerpać przyjemność z grania.

Asphalt 9 stanowi jaskrawy przykład tego, jak dzisiaj wyglądają gry mobilne. Piękne opakowanie skrywa ułomną mechanikę rozgrywki, zaprojektowaną nie po to, by dostarczyć emocji, ale wyłącznie w celu zmuszenia do stopniowego inwestowania w tytuł kolejnych, drobnych sum, by poczynić w nim znaczące postępy. To jednak prędko się nie zmieni, bo nad jakość użytkownicy smartfonów przekładają ilość i łatwą dostępność. Nie traktujcie tego tekstu jak recenzji – miał nim początkowo być, bo zawsze ceniłem serię Asphalt, w trakcie gry zmieniłem jednak zdanie. A jeśli chcecie pograć poza domem, kupcie Switcha, Vitę czy nawet 3DS-a – w przeciwieństwie do współczesnych smartfonów, pozwala uruchomić te dobre odsłony Asphalta.

Asphalt 9: Legends jest dostępny w App Store bezpłatnie.

1

Paweł Hać

Ten od Maków i światła. Na Twitterze @pawelhac


1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
zanskarix Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
zanskarix
Gość
zanskarix

Lubię sobie czasami odpalić tę odsłonę Asphalta, więc kilka słów komentarza ode mnie:
– granie bez Touchdrive daje więcej możliwości niż ten uproszczony system sterowania, tak samo przyjemność z takiego kierowania jest większa (przynajmniej dla mnie); sam Touchdrive można potraktować jako takie QTE co samo w sobie nie jest takie złe i dla początkujących chcących sobie czasem zagrać w „wyścigi” jest na pewno fajnym ułatwieniem – opinia, że bez tego „ułatwiacza” nie da się rywalizować jest wyciągnięta albo pochopnie po kilku przejazdach, albo przez osobę o hmmm… niezbyt wysokich umiejętnościach ;)
– mikropłatności – temat rzeka, rak toczący branżę gier… Nie zgodzę się jednak z tym, że nie da się tu w ogóle grać bez wydawania kasy, jak to czasem bywa w grach free-to-play. Paliwo można uzupełniać szybciej dzięki oglądaniu reklam, lub wydając jedną z walut zarabianych w grze. Karty pojawiają się nie tylko w losowych paczkach, które są chyba najmniej opłacalnym sposobem ich zdobywania, ale też można kupować za zdobyte „coiny” konkretne karty, lub zdobywać je poprzez różne wyzwania, których teraz jest naprawdę sporo (nagrody za wyścigi w trybie kariery, multiplayer, eventy). W Asphalt 8 również były mikropłatności, ale zanim doszedłem do momentu odbicia się od ściany czyli konieczności wydawania realnych pieniędzy lub mozolnego grindu upłynęło naprawdę spooooro czasu, mam nadzieję że tu będzie podobnie. Reasumując – da się bez problemu grać nie wydając ani złotówki czy też bez poświęcania wielu godzin na zarabianie wirtualnej waluty, czego nie można powiedzieć o wielu innych grach z zawartymi mikropłatnościami. Oczywiście jak ktoś chce iść szybko i na skróty, czy też mieć pełną kolekcję wirtualnych samochodzików to można wydać małą fortunę :)
– oprawa graficzna i dźwiękowa jest doskonała i na ten moment trudno znaleźć lepiej wyglądającą grę na iOS/Android; porównywałem nawet niedawno z Asphalt 8, który w swoim czasie również robił bardzo dobre wrażenie i jest przepaść jakościowa – tu całkiem przyjemna, dynamiczna playlista i efekty dźwiękowe, tam 3 utwory grające w trakcie wyścigów, o grafice nie wspomnę (można porównać z wieloma grami z PS3 bez problemu, a nie wiem czy nie jest lepiej momentami)
– na koniec wady – w porównaniu z niektórymi wcześniejszymi wydaniami jest trochę za mało tras i nie są aż tak charakterystyczne jak to bywało, samochodów również jest mniej niż dawniej i brak wielu „klasyków” (choć to mniejszy problem, bo grając casualowo prędzej wyjdzie następna gra z serii niż zdobędziemy te najlepsze i najdroższe auta :)), poza tym czasami nieco frustrujący model jazdy, gdzie w wyścigu multiplayer po przypadkowym „skasowaniu” nas przez przeciwnika nie sposób odrobić stratę do reszty stawki

Ogólnie nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać po przeczytaniu tego tekstu, poziom gry jest naprawdę niezły i da się pograć przez dłuższy czas z przyjemnością, o ile tylko jest się w stanie zaakceptować kilka wad. Oczywiście też wolałbym kupić pełną grę z wszystkimi opcjami, nawet gdyby miały istnieć jakieś opcjonalne paczki z możliwością ich dokupienia, ale niestety jest jak jest i w takich warunkach też można pograć :)