Wizja Volvo 2020 – przyszłe samochody tej marki będą miały ograniczenie prędkości do 180 km/h

05/03/2019, 12:18 · · · 18

Samochody Volvo od rocznika modelowego 2021 mają mieć fabryczny ogranicznik prędkości ustawiony na 180 km/h, to o 70 km/h mniej niż obecnie w przypadku większości, szybkich samochodów. Wszystko pod wizję 2020 – kiedy to w nowym samochodzie Volvo ma nie zginąć żaden człowiek. Oczywiście po tej decyzji rozpętała się burza.

Czy decyzja Volvo jest zła? Przede wszystkim jest uzasadniona, chociażby przepisami. Jedynie na wybranych odcinkach autostrad w Niemczech nie ma ograniczeń prędkości oraz w nielicznych innych miejscach na świecie. Za to nie brakuje chętnych do łamania przepisów i osiągania prędkości ponad 200 km/h na drogach publicznych. Niestety w zdecydowanej większości przypadków nie ma to nic wspólnego z rozsądkiem, to raczej zwykła brawura i głupota. Ten próg też zdarzyło mi się przekroczyć, na pewno nie było to mądre, bezpieczne. To jasne, że w takim przypadku nawet na pustej drodze sekundy dzielą nas od śmierci, niezależnie jak dobry mielibyśmy samochód.

Oczywiście można dyskutować z decyzją Volvo. Wszak większość wypadków zdarza się przy znacznie mniejszych prędkościach. Ale zwłaszcza w Polsce nadmierna prędkość, a raczej prędkość nie dostosowana do warunków zabija. Wystarczy też przejechać się autostradą A2 na odcinku między Warszawą, a Strykowem, by szybko utwierdzić się o słuszności decyzji Volvo (a także o słuszności szybkiej rozbudowy tego odcinka). Na tej trasie często nie da się jechać w granicach 130-140 km/h – trzeba zap**** lub wlec się między TIRami. Jazda przepisowo lewym pasem, szybko przeradza się w nękanie psychiczne ze strony handlowca w służbowej Skodzie lub kogoś starającego się popisać swoim supersamochodem. Walenie długimi, czy wyprzedzanie poboczem to zjawiska, które zdarzają się nad wyraz często.

Kocham jazdę samochodem, nie jeżdżę wolno, niestety nie zawsze też przepisowo co pokutuje czasami mandatami i nie ma co się chwalić. To raczej ból, że łamanie przepisów drogowych jest społecznie akceptowalne, a jednocześnie znaki drogowe są stworzone po to, by nabijać budżet skarbu państwa, a nie utrzymywać porządek na drodze i dbać o bezpieczeństwo. Wspominam z dużą nostalgią Volvo S60 T6 z pakietem Polestar, które miałem okazję niegdyś testować. Jednocześnie niestety też wiem co oznacza śmierć na drodze. Gdy mówisz do najbliższych do zobaczenia, a po paru godzinach dowiadujesz się, że już nigdy ich nie zobaczysz. Mogą mijać lata, ale to wspomnienie będzie zawsze i ból, bo ktoś rozmawiał przez telefon, czy się zagapił i w sekundę zakończył życie innej osoby.

Problem bezpieczeństwa na drodze jest bardzo złożony. Prędkość to jedno, są też pijani kierowcy, stan techniczny pojazdów, jakość dróg, ogólna kultura jazdy, doświadczenie kierowców, brawura. Dlatego jednak w dużym stopniu kibicuje autonomicznym samochodom. Nie każdy powinien jeździć, nie zawsze my sami jesteśmy w stanie jeździć tak dobrze jakbyśmy chcieli (zmęczenie, kac, przeziębienie, utrata koncentracji). Podziwiam obecne systemy bezpieczeństwa. Ich skuteczność już jest potwierdzona, między innymi podczas naszej iMagowej konferencji mieliśmy okazję usłyszeć, że w Volvo po wprowadzeniu City Safety zauważono znaczy spadek prac blacharskich w serwisie. Aktywny tempomat, czujniki martwego pola i wszelkie inne dodatki to błogosławieństwo naszych czasów. To, że samochody są lepiej skonstruowane i wyposażone w tą elektronikę zupełnie nie daje nam prawa do tego by jeździć szybciej.

Volvo dziś naraża się na krytykę, ale w przyszłości data 2020 będzie historycznym momentem w motoryzacji. A co z szybkimi samochodami? Historia lubi się powtarzać i spójrzmy więc w stronę stadnin koni.

18

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko