42 dni z 11-calowym iPadem Pro

13/03/2019, 15:16 · · · 58

Apple w tym roku zaprezentowało tylko (lub „aż”, zależnie od punktu widzenia) trzy nowości, które wywarły na mnie większe wrażenie. Jednym z nich był iPad Pro i zanim zakończył się keynote, wiedziałem, że będę wymieniał swój 10,5-calowy, którego design tak szybko się zestarzał.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2019


Nowy iPad Pro w zasadzie nie wprowadza absolutnie nic nowego (czyt. rewolucyjnego) w stosunku do modelu 10,5”, który zastępuje. Poza ceną, która osiągnęła nowe wyżyny absurdu. W temacie specyfikacji technicznej też niewiele się zmieniło. Ekran nadal wykonano w technologii LCD, ale po raz pierwszy iPad nie ma proporcji 4:3 – 11-tka ma rozdzielczość 2388 × 1668 px, co powoduje, że ekran jest o 164 px wyższy lub szerszy, zależnie czy ustawimy go pionowo, czy poziomo. Te 164 px mają znaczenie w zasadzie w jednej sytuacji – oglądając wideo w poziomie, widzimy więcej, a czarne pasy są mniejsze. Nowy ekran Liquid Retina, poza zaokrąglonymi rogami wypełniającymi ramkę, nadal ma te same parametry. Gęstość nadal wynosi 264 ppi, nadal ma 120 Hz (ProMotion) i nadal wspiera True Tone (uwielbiam tę funkcję) oraz wyświetla przestrzeń kolorów P3. Jest, jednym słowem, genialny. Prawdopodobnie jeden z najlepszych ekranów LCD na świecie. W kwestii serca iPada nie da się ukryć, że jest szybciej. A10X zastąpiono o dwie generacje nowszym potworem – A12X, wykonanym w technologii 7 nm, wyposażonym w 8 rdzeni oraz w 7-rdzeniowe GPU – szybszym od wielu procesorów Intela, w tym nawet Core i7. Ta dodatkowa prędkość nie będzie miała dla większości użytkowników żadnego znaczenia, ponieważ iOS nie ułatwia jej wykorzystania, ale jeśli ktoś montuje wideo, to z pewnością doceni znacznie szybsze czasy eksportu.

Ale są zmiany, które zdecydowanie usprawniają korzystanie z nowego iPada Pro. Jest cieńszy o 0,2 mm, co wydaje się tak niewielką poprawą, że trudną do zauważenia, ale jeśli to połączymy z nowym, bardziej kwadratowym designem aluminiowego pancerza iPada, to wprawny user od razu poczuje różnicę w ręce. W końcu też doczekaliśmy się Face ID w iPadzie, który zmienia UX nie do poznania, podobnie jak w przypadku iPhone’a. Mam wrażenie powrotu do czasów, kiedy nie blokowaliśmy iPhone’ów kodami PIN, ponieważ jeśli nasza twarz jest w zasięgu urządzenia, to oznacza, że jest on odblokowany i tym samym dane na nim są odszyfrowane. Dla precyzji dodam jeszcze, że model LTE jest teraz o 9 g lżejszy od poprzednika i jest to pozytywna zmiana, ale nawet ja jej nie dostrzegam.

Nowy design, wraz z płaskimi brzegami, którego rogi i kanty są na tyle delikatnie zaokrąglone, że nie zrobimy sobie nimi krzywdy, całkowicie mnie urzekł. Przypomina mi design pierwszej generacji iPada, który do dzisiaj uważam za najładniejszy (pomimo wypukłych pleców). Jak to połączymy z wizualnym zachwytem, który sprawia mi ekran wypełniający obudowę urządzenia i Face ID, które przyspiesza interakcje i ułatwia jego odblokowywanie, to mamy receptę na sukces. Mój początkowy zachwyt nad nowym iPadem Pro nie zmalał – nadal podnosząc go, czuję, że trzymam w dłoniach coś wyjątkowego, przy okazji sam czując radość z powodu. Paweł Jońca podpowiedział mi, że to kwestia endorfin i uczucie minie, ale tego pasożyta chyba wyjątkowo dobrze pielęgnuję, bo jego wpływ nie słabnie.

Nowy fenomenalny hardware już mamy, pozostaje więc czekać na to, co iOS 13 wprowadzi nowego. Czas do czerwca 2019 już mi się strasznie dłuży i liczę na to, że wkrótce doczekamy się rozczepienia nowych funkcji w iOS-ie. iPad ma już przeszło osiem lat i najwyższy czas, aby nad jego systemem operacyjnym pracował specjalny zespół.

Mam tylko nadzieję, że nowy iOS 13 wynagrodzi mi wysoką cenę, jaką przyszło mi zapłacić za iPada. Apple od paru lat zaczyna coraz więcej wyciskać ze swoich największych fanów i już zaczyna się to im odbijać czkawką. W tym roku już wymusili na mnie powrót z modelu 256 GB na 64-kę, ale jeśli ceny podniosą jeszcze bardziej, to jedyną korzyścią będzie fakt, że pozwolę sobie na więcej narzekania na praktyki Tima Cooka.

58

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.