iMagazine

HK Center

Leonardo da Vinci

15/05/2019, 09:00 · · · 4

Pochodził z nieprawego łoża, lubił młodych chłopców i krótkie różowe tuniki. Nigdy nie opanował matematyki i za nic miał szkolną, podręcznikową wiedzę. Postać Leonarda da Vinci, skreślona piórem Waltera Isaacsona, zdecydowanie odbiega od tradycyjnego wizerunku mistrza.

Można śmiało powiedzieć, że Leonarda da Vinci zna każdy – z lekcji historii, opowieści, albumów i filmów. Otacza go aura mistycyzmu, od wieku rozpalająca umysły tych, którzy doszukują się tajemnicy, wpływu mocy magicznych, czy nawet interwencji kosmitów. Na podstawie historii życia Leonarda powstała niezliczona ilość powieści i filmów. Niektórzy twierdzą, że da Vinci to doskonały przykład autystycznego savanta, co wyjaśniałoby jego niezwykłą zdolność do koncentrowania się na drobnych, niewidocznych dla innych szczegółach. Walter Isaacson ostrożnie sugeruje, że gdyby Leonardo żył w dzisiejszych czasach, z pewnością przypięto by mu jakąś diagnozę i przepisano zestaw stosownych leków.

Czym zasłużył sobie na taką opinię jeden z najsłynniejszych twórców renesansu? Na przykład tym, że znany był z zaczynania projektów i nie doprowadzania ich do końca. Zafascynowany rozpoczynał pracę, po czym porzucał ją bez namysłu, gdy pojawił się nowy, interesujący go temat. Skutkiem tego, w wieku lat 30, nie mógł pochwalić się prawie żadnymi udokumentowanymi osiągnięciami. Dziś zdiagnozowano by u niego ADHD i potraktowano porządną dawką Ritalinu, zapewne ze znaczną szkodą dla talentu i dorobku artystycznego Leonarda. Do tego nie potrafił skupić się na zadanym temacie, więc nie szanował szkolnej wiedzy, której nie potrafił przyswoić. Twierdził dumnie, że jedynym narzędziem naukowym jest doświadczenie i to założenie z zapałem wprowadzał w życie. Gdy jednak zrozumiał, że dopiero połączenie teorii i doświadczenia daje oczekiwane rezultaty, okazało się, że nie jest w stanie nauczyć się ani matematyki, ani łaciny. Świetnie za to konfabulował – gdy zainteresowało go zlecenie na wykonanie posągu konnego w brązie dla upamiętnienia ojca Ludwika Sforzy, bez wahania przedstawił się jako eksperta od inżynierii wojskowej i przypisał sobie zbudowanie kilku rodzajów wysublimowanej broni. Ponadto lubił młodych chłopców i krótkie, różowe tuniki.

Nie o takim Leonardo słyszeliśmy na lekcjach historii.

Mniej więcej teraz powinno przyjść Wam do głowy pytanie: skąd znamy tak dokładne szczegóły z życia człowieka, który urodził się ponad 500 lat temu? Czym różnią się opowieści Dana Browna, od spisanej przez Isaacsona biografii? Wiadomo oczywiście, że Leonardo da Vinci pozostawił po sobie powyżej 7000 stron zapisków, czy zatem część z nich poświęcona jest sprawom osobistym, intymnym i prywatnym?

Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie.

Informacje o jego upodobaniach i skłonnościach wynikają z suchych, racjonalnych informacji, które skrupulatnie spisywał.

Sposób, w jaki Leonardo prowadził swoje notatki, bez trudu przyprawiłby o zawał serca każdego fana organizacji i GTD. Na pojedynczych stronach znajdują się zarówno szkice i rysunki, jak i łacińskie słówka oraz chaotyczne listy rzeczy do załatwienia. Za kurtyną pisma lustrzanego ukrywają się mniej lub bardziej prozaiczne wydatki, pytania, które zamierzał zadać matematykom, architektom i rzemieślnikom, a nawet spis posiadanego majątku.

Kiedy więc Isaacson pisze:

„To musiał być kapitalny widok – da Vinci spacerujący ulicami Florencji odziany w arabską szatę albo w atłasy i aksamity w kolorze różu i purpury. Jego barwny styl doskonale pasował do klimatu ówczesnej Florencji, która (…) ponownie spojrzała przychylnym okiem na ekstrawaganckich i wolnych duchem artystów.”,

opiera się nie na opisach samego Leonarda, lecz na mozolnej pracy ekspertów, którzy odcyfrowali zaskakujące zapiski Mistrza.

W jego notatniku znajduje się spis ubrań przechowywanych w kufrze.

„Jedna toga z tafty, jedna aksamitna podszewka, którą można nosić jak togę. Jeden arabski burnus. Jedna toga w kolorze przydymionego różu. Jedna różowa toga z Katalonii. Jedna fioletowa peleryna z szerokim kołnierzem i aksamitnym kapturem. Jeden atłasowy płaszcz w kolorze purpurowym. Jeden atłasowy płaszcz w kolorze szkarłatnym. Jedna para rajtuzów w kolorze przydymionego różu. Jedna różowa czapka.”

Znajdziemy tam również listę kosztownych podarków, które sprawiał swojemu młodemu przyjacielowi – Salaiowi. W ten sposób, krok po kroku, z drobnych szczegółów i notatek na marginesach, wyłania się obraz żywego, czującego i myślącego człowieka, który nie zawsze przystaje do stereotypów, którymi przywykliśmy go określać.

Gdy obiektywnie spojrzymy na 800 stron książki, zrozumiemy, jak karkołomnego zadania podjął się Walter Isaacson, decydując się na spisanie biografii Leonarda da Vinci. Przede wszystkim, trzeba wziąć pod uwagę fakt, że opisywany bohater żył ponad 500 lat temu. W tej sytuacji, nie ma prostej, bezpośredniej metody weryfikacji faktów i wydarzeń. Wiedzę czerpać można wyłącznie z opracowań ekspertów, a eksperci dość często przedstawiają odmienne punkty widzenia. Wyobraźcie więc sobie ogrom materiału, z którym musiał zmierzyć się autor. Z suchych zapisków, wywodów historyków i faktografii historycznej, przy użyciu najlepszych technik Leonarda – rzutu, perspektywy, cieniowania i zacierania krawędzi – udało mu się stworzyć żywy i trójwymiarowy obraz człowieka.

Każda kreska, każdy znaczący szkic, każde nowo odnalezione dzieło – wszystkie znalazły się na stronach tej niezwykłej książki w towarzystwie skrupulatnych, analitycznych opisów. Jaki kwiat znajduje się nad ręką Maryi w obrazie „Madonna wśród skał” i jaka jest jego symbolika? Czy jaskinia zbudowana jest z piaskowca, czy z diabazy? Czym różnią się dwie wersje tego obrazu – luwrzańska i londyńska? Pomimo olbrzymiej ilości informacji i szczegółów, zapewniam, że nie wieje nudą. Dzięki nadzwyczajnie lekkiemu pióru i historycznemu tłu, biografię Leonarda czyta się tak samo świetnie, jak Steve’a Jobsa i następujących po nim Innowatorów.

Tym, którzy chcą się dowiedzieć, jakie dzieła i wynalazki zawdzięczamy wielkiemu Mistrzowi, z całego serca polecam lekturę biografii Leonarda da Vinci, autorstwa Waltera Isaacsona. Zapewniam, że po jej przeczytaniu będziecie mogli stanąć w szranki z największymi światowymi ekspertami. Dowiecie się też, skąd czerpał inspirację George R. R. Martin, pisząc słynną już „Grę o tron”. Z pewnością dostrzeżecie podobieństwo walki „Wielkiego Wróbla” ze zdeprawowanymi członkami rodziny królewskiej i wspomnianej w książce krucjacie przeciwko homoseksualnej populacji Florencji oraz rodowi Medyceuszy. Znajdzie się nawet wielka kusza – tak, dokładnie taka sama, z jakiej strzelano do smoków Daenerys Targaryen.

Warto przeczytać!


Patronem polskiego wydania książki Waltera Isaacsona „Leonardo da Vinci” jest iMagazine. Książka od dziś dostępna jest w księgarniach.

4

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.


4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
PiotrMichalWydawnictwo InsignisSławek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Sławek
Gość
Sławek

Wie ktoś gdzie kupić ebook’a?

Wydawnictwo Insignis
Użytkownik

E-book: trwa konwersja, za ok. dwa tygodnie w sprzedaży.

Michal
Gość
Michal

Dziś mi przyszła, ładne wydanie – okładka i kolorowe zdjęcia w tekście mocno na plus. Czas na lekturę

Piotr
Gość
Piotr

Kiedyś przeczytałem „Żywoty” Vasariego
Tam współczesny mu autor poświęca niezbyt wiele miejsca opisując go jako leniwego i nierzetelnego za to Michał Anioł to 1/3 książki.
Leonardo to jedna z najbardziej przereklamowanych postaci , po którym zostało 17 obrazów i ani jednej rzeźby.
A farba z fresków złaziła 😉.