iMagazine

Canon EOS R – pierwsze spojrzenie przez wizjer

03/06/2019, 10:57 · · · 4

Przymierzam się do zmiany swojego obecnego zestawu na nowy. Używam pełnoklatkowego Sony A7 pierwszej wersji oraz Olympusa OMD M5, także pierwszej wersji. Chciałbym wymienić go przed wyprawą do Afryki, gdzie chcę dotrzeć do centralnej części Mali. Jestem fotografem reportażowym i streetowym. Totalnie mnie nie interesuje nagrywanie filmów. Do tego kiedyś wynaleziono kamery, a nie aparat fotograficzny.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 04/2019

Tak, by uściślić, to nie jest pełny test aparatu. Nie używałem go na tyle długo, by ocenić go obiektywnie całościowo. Używam aparatów jako fotoreporter, błądząc po ulicach i bezdrożach. Przez kilka dni używałem Canona, tak jak używam swoich aparatów.

Pierwsze słowa, jakie wypowiedziałem po otrzymaniu i rozpakowaniu przesyłki, brzmiały: „Ale kolos”. Aparat jest wielki. Może nie tak jak profesjonalne lustrzanki z gripem. Jest jednak duży. Gdy się go widzi na zdjęciach, nie sprawia takiego wrażenia. Jest wielkości tańszych i mniejszych lustrzanek. Mam ogólnie wrażenie, że firma Canon z jednego ze swoich body usunęła lustro i nakleiła literkę „R”. To wrażenie pogłębia olbrzymi obiektyw kitowy 24-105. Aparat jest ciężki. Waży 660 g bez obiektywu. Na szczęście przez lata produkcji lustrzanek Canon dobrze wyprofilował chwyt oraz rozmieszczenie elementów sterujących. Aparat sprawia solidne wrażenie i jest starannie wykończony. Wszystkie pokrętła i przyciski są twarde i precyzyjne.

Wizjer jest mocno zarysowany, tak samo jak w lustrzankach. Jest to wizjer elektroniczny, wyraźny i czytelny. Wizjer OLED o rozdzielczości 3,69 Mpx i powiększeniu × 0,76. Ekran jest duży i bardzo czytelny, ma rozdzielczość 2,1 Mpx i wielkość 3,2 cala. Na nieszczęście jest dotykowy. Nie lubię takich rozwiązań. Producenci uważają, że w takim przypadku wszyscy kadrują na „zombie” i tylko tego używają, zapominając o łatwym dostępie do sterowania aparatem. Przy zmianie pozycji ekranu za każdym razem przestawiałem sobie pole AF. Gdy robiłem zdjęcie, po sprawdzeniu go na wyświetlaczu, pierwsze, co musiałem zrobić, to kliknąć centralny punkt, by tam mieć AF lub po przyłożeniu do oka, uruchomić przyciskiem zmianę położenia punktu AF i zmienić go. Oczywiście można temu zaradzić, odwracając ekran i przez wizjer tylko wykonywać zdjęcia. Po jakimś czasie się do tego przyzwyczaiłem, a ekran odchylałem, gdy chciałem coś zweryfikować. Nie podoba mi się w aparatach dotykowy ekran. Producenci nie myślą wtedy o rozmieszczeniu przycisków na body, idą na skróty i wszystko wkładają w wyświetlacz. Aparat staje się wtedy mniej intuicyjny i trudniej nim wykonywać zdjęcia, nie odrywając oczu od wizjera, no, chyba że na „zombie”.

W górnej części aparatu znalazł się dodatkowy wyświetlacz trybu pracy oraz istotnych parametrów, takich jak wartość ISO czy stan baterii, a po podświetleniu dodatkowe informacje. Przydaje się to w przypadku, gdy, tak jak ja, pracujemy z zakrytym ekranem. Trochę przypomina to pracę z analogowymi lustrzankami. Podoba mi się to.

Menu jest standardowe. Podzielone na zakładki, gdzie mamy ogrom funkcji. Aparat można ustawić całkowicie pod siebie. Standardowo ustawiam kilka zakładek, na przykład rozdzielczość i zapis zdjęć w RAW, a następnie zapominam o tym. Ważniejsze są parametry, jakie dobieramy do wykonywania zdjęć.

Aparat zapisuje zdjęcia na standardowych kartach SD i to dobrze, ale niedobrze, że mamy jeden tylko slot na karty. Wolałbym dwa i na jednym z nich robić kopie.

Bateria ma wydajność około 450 zdjęć. Tu jestem mile zaskoczony, bo faktycznie, gdy bawiłem się aparatem, nie rozładowała się za szybko. Jest lepiej, niż to podaje producent. Mam 600 zdjęć i jeszcze nie jest rozładowana. Może nie jest to tak jak w lustrzankach, ale dla mnie i tak wielki plus. Niestety, do ładowania musimy mieć specjalną ładowarkę. Nie można ładować baterii przez body.

Aparat jest dosyć szybki. Wybudza się bardzo szybko. Zmienia wszystkie tryby bez zarzutu. Zapis na kartę jest niezauważalny. Canon EOS R może wykonać serię zdjęć z prędkością 8 kl./s w trybie szybkim oraz 5 kl./s przy aktywnym autofokusie ciągłym lub śledzeniu.

Autofokus jest szybki i pewny. Mam jednak cały czas wrażenie, że jest wolniejszy niż Sony i Olympus. Niestety, nie jestem w stanie tego żadną miarą zmierzyć i może tylko to moje odczucia. Jest, tak jak wspomniałem, bardzo celny. Nie zawsze zdążał za moją kotką, ale za nią nic jeszcze nie zdążyło. Autofokus oparty o technologię Dual Pixel CMOS AF ma ponad pięć tysięcy pozycji – wierzę producentowi na słowo. Można, jak w większości lustrzanek, wybrać AF punktowy, strefowy, śledzenie twarzy czy rozszerzony.

W zestawie dostałem dwa obiektywy. Jeden kitowy zoom (24-105/f4.0), a drugi o mojej ulubionej ogniskowej 35 mm (38/f1,8). Oba są duże i z nowym bagnetem. W zestawie jest też przejściówka na stare mocowanie obiektywów Canona, z przeniesieniem napędu i elektroniki. Niestety, nie mam takich obiektywów i nie mogłem tego zweryfikować. Obiektywy są dobrze wykonane i solidne. Stara szkoła – można by powiedzieć. Jednak, powtarzam to cały czas, mamy tu bezlusterkowca i wszystko powinno, tak mi się wydaje, być mniejsze niż w lustrzankch, bo inaczej po co taki aparat?

Zdjęcia. Przyjemnie się fotografuje nowoczesnymi konstrukcjami. Nie trzeba nosić statywu. ISO w trybie manualnym czy półmanualnym jest od 100 do 40 000. To spokojnie wystarczy, by z ręki zrobić ostre zdjęcie w ciemnościach. Oczywiście idzie za tym strata w detalach i szum. Jest jednak na tyle mała, że do ISO 25 600 nie przejmowałbym się tym zupełnie. Zresztą, ja lubię szum. Lubię niedoskonałości obrazu.

Balans bieli działa poprawnie, z jedną uwagą. Auto gubi się przy światłach sodowych lub, mówiąc wprost, raz działa lepiej, raz gorzej. Widać to szczególnie na zdjęciach złotej maski. Sam wolałbym, by kolory wpadały w niebieski.

Rozdzielczość i zakres tonalny bardzo mi odpowiada. Spokojnie można wyciągać cienie. To jest dla mnie jako fotoreportera z ulicy istotne, bo rzadziej mam pełne słońce i prześwietlenia.

Mam jedynie zastrzeżenie do automatycznego ustawiania ekspozycji w trybie Av. Moim zdaniem zdjęcia są niedoświetlone. Za krótko jednak pracowałem z aparatem, bym mógł to potwierdzić – takie jest moje odczucie. Nie wiem także, czy nie jest to wina samego egzemplarza testowego. Być może inaczej działa niż na przykład w Sony i źle ustawiłem.

Aparat zapisuje zdjęcia w formacie RAW, C-RAW oraz JPEG w rozdzielczości max. 6720 × 4480. Jest z czego wycinać. RAW jest bardzo łatwy w obróbce.

Aparat ma Wi-Fi i Bluetooth. Musimy zainstalować w telefonie czy tablecie aplikację Camera Connect. W aplikacji możemy przeglądać zdjęcia, używać telefonu jak dodatkowy ekran i wyzwalać migawkę oraz ustawiać aparat. Na ekranie smartfona widzimy aktualny podgląd kadru, a dodatkowo możemy także wyświetlić informacje o ustawieniach fotografowania. Możemy zmieniać podstawowe parametry ekspozycji. Dla mnie, choć mam takie funkcje w obecnym aparacie, to nigdy nie były one potrzebne. Dla osób pracujących w studio będą pewnie wręcz obowiązkowe.

Podsumowując, aparat mi się podoba. Nie jest jednak na tyle fajny, bym go kupił ale tylko dlatego, że jest trochę za drogi. Gdy ceny trochę spadną, a Canon będzie rozwijał ten system będę jednym z pierwszych, który przemyśli jego zakup. Bardzo kibicuję by Canon nadrobił stracony czas i wierzę, że tak będzie. To ogromna firma z jeszcze większym zapleczem i historią. Te dwie cechy dają nadzieję na nowe jeszcze lepsze produkty.

4

Adalbert Freeman

Fotoreporter i dziennikarz. Zakochany w krajach arabskich i islamie. Użytkownik nadgryzionych jabłek.


4
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
1 Thread replies
4 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
LukaszjolantaMateuszDre Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Dre
Gość
Dre

Szkoda kasy. Lepszy Sony.

Mateusz
Gość
Mateusz

Po przeczytaniu wstępu, jakoby do kręcenia filmów wynaleziono kamerę, odechciało mi się czytać dalej. To tak jakbyś powiedział, że po to ludzie wymyślili pralkę Frania, by nie prać ręcznie. Czy robisz pranie pralką Frania ?
Albo po to ludzie wymyślili banknoty, by nie nosić złota. Czyli płatności zbliżeniowe są zbędne bo są banknoty ? Potraktuj te pytania jako retoryczne.

Tak mawiają dyletanci, nie zdający sobie sprawy z potęgi możliwości filmowych, jakie dają lustrzanki i bezlusterkowce pełnoklatkowe. Filmowanie takimi aparatami to czysta przyjemność a efekty są wspaniałe. Taką jakość i głębie ostrości dadzą kamery za wielokrotnie większe pieniądze, służące tylko do filmowania. A tutaj mamy świetny aparat i kamerę w jednym. Bardzo to sobie chwalę, cenię i liczę na dalszy rozwój możliwości filmowania w aparatach. Pewnie, że możesz nie lubieć/nie chcieć/nie umieć filmować, Twoje prawo.

jolanta
Gość
jolanta

Uważam, że dyletanctwem jest ocena oceniajacego. Ten tekst nie jest testem, lecz zwykłym zdaniem wyrazonym przez autora. Tego nie wolno komentować! Jeśli kombo, kamera zdjęciowa i filmowa komuś odpowiada, to jego broszka. A argument, że świetnie się filmuję tymi aparatami nie jest trafiony, ja NIE POTRZEBUJE tej funkcji, do tego mam kamerę. Argument z pralka, wyciąganą z kosza na brudy…

Lukasz
Gość
Lukasz

Nie wszystkich szanowny panie stać na filmowanie kamerą.