Przemyślenia po WWDC 2019

04/06/2019, 10:49 · · · 8

Wczoraj zobaczyłem pierwszy keynote od Apple, który zrobił na mnie wrażenie. Z jednej strony prezentowali Memoji w postaci stickerów, ale z drugiej otrzymaliśmy Bugatti wśród komputerów – nową odsłonę modularnego Maca Pro – i Teslę Model S P100D wśród monitorów – Pro Display XDR. Pomiędzy tymi skrajnościami było również kilka ciekawych rzeczy…

Po pierwszym kwadransie było widać, że Apple ma dużo rzeczy do pokazania, bo dosłownie przelecieli przez nowości w tvOS, a 10 minut później kończył się już segment o nowościach w watchOS i Apple Watchach. Fakt, że porównując niektóre rzeczy z nowościami pokazanymi na Google I/O 2019, można argumentować, że Apple pokazuje nam zabawki, podczas gdy gigant z Mountain View szaleje z innowacjami, ale prawda jest taka, że wszyscy potrzebujemy odpowiedni balans wszystkich tych funkcji.

Jeśli [Apple Watch] wie, że codziennie o 7:00 rano idę pobiegać, a w danym dniu akurat pada, to może przewidzieć […] że tego dnia nie wystawię nosa zza kołdry.

Od lat miałem pretensje, że nasze iUrządzenia wiedzą o nas tak wiele, ale nie potrafią wykorzystać tych informacji. Pierwszy sygnał, że coś się będzie w tej kwestii zmieniało, zademonstrował watchOS z nowymi trendami w kwestiach zdrowia i fitnessu. Nadal wiele brakuje do osiągnięcia stanu, w którym miałbym szczękę na podłodze, bo przecież naprawdę nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której nasz Apple Watch wybiera odpowiednią tarczę dla nas, na podstawie listy stworzonej przez nas, zależnie od wykonywanej czynności, pogody, lokalizacji czy pory dnia. Jeśli wie, że codziennie o 7:00 rano idę pobiegać, a w danym dniu akurat pada, to może przewidzieć, posiłkując się moim historycznym zachowaniem, że tego dnia nie wystawię nosa zza kołdry. Liczę na to, że to zostanie rozszerzone w inne miejsca wszystkich systemów operacyjnych, bo macOS wie, co robię zaraz po wybudzeniu komputera i jeśli karta z panelem admina iMagazine nie jest otwarta, to mógłby to zrobić za mnie. Tak czy siak, długa droga przez nami w tej kwestii, ale mam nadzieję, że ktoś w końcu zacznie robić ważniejsze podchody w tym kierunku.

Spodziewam się, że cena najwyższej konfiguracji przekroczy 40 tys. dolarów.

Gwiazdą programu był oczywiście Mac Pro, którego cena, zaledwie 7 lat temu, zaczynała się od 2500 do 3000 USD. Tegoroczny model skojarzył mi się z Bugatti Veyronem, bo zawiera w sobie absurdalną technologię i absurdalnych cenach, a jego możliwości rozbudowy są… tak, absurdalne. Spodziewam się, że cena najwyższej konfiguracji przekroczy 40 tys. dolarów. Amerykańskich. Zielonych. Co‽ Jak‽ Skąd‽ Jedna kość 128 GB kosztuje około 1 tys. USD, a Mac Pro przyjmuje ich dwanaście. Do tego 28-rdzeniowy Xeon może kosztować w rejonie 8-10 tys. USD, skoro 24-rdzeniowy kosztuje blisko 9 tys. No i nie zapominajmy o modułach Afterburner i MPX, z wieloma GPU. A jeszcze mamy do obsadzenia kilka slotów PCIe. Mówiłem, że jest absurdalny, ale… pozytywnie. Świat jest ciekawszym miejscem przez to, że latają nad nim Concorde’y (RIP) i jeżdżą po nim Veyrony. Oczywiście, szanse na to, że większość z nas będzie takowe posiadała w swoich garażach, są niewielkie, ale przynajmniej są oferowane. Nie wiem tylko, czy w tym świecie jest miejsce dla metalowego stojaka, który kosztuje tyle, co Apple Thunderbolt Display lub ⅓ ceny Surface Studio 2.

Najbardziej jednak ucieszyło mnie wyodrębnienie iPadOS, przynajmniej powierzchownie. To nadal iOS, ale poważnie liczę na to, że iPad właśnie otrzymał dedykowany zespół, który będzie skupiał się nad jego rozwojem i nie będzie rozpraszał się pierwszeństwem iPhone’a. Apple już od dłuższego czasu przyrównuje go do komputerów, ale jeśli jestem u klienta i dostanę pendrive’a z plikami do zrzucenia, to mogę się co najwyżej podrapać po czterech literach, nawet jeśli będę miał odpowiednią przejściówkę i iPada ze złączem USB-C. Nowy iPadOS (13?) wiele w tej kwestii i podobnych zmieni, wprowadzając w końcu funkcje, które większość systemów operacyjnych posiadała od chwili debiutu (tymczasem iPad ma już 9 lat). Intryguje mnie, co by się stało, gdyby w 2010 roku iPad od razu otrzymał preferencyjne traktowanie i rozwijał się w znacznie szybszym tempie niż powierzchowne uaktualnienia raz na dwa lata. Być może już dzisiaj byłby w stanie zdecydowanej większości zastąpić Windowsa, Linuxa czy macOS-a, a tak nie dorasta do możliwości hardware’u nowych iPadów Pro. No i pozostaje jeszcze kilka pytań w stylu: gdzie jest rozpoznawanie pisma odręcznego i opcja konwertowania go na maszynowe, na poziomie systemowym?

Z przykrością muszę przyznać, że potencjalnie największym błędem Steve’a Jobsa było przekazanie korony Timowi Cookowi. Księgowy niestety patrzy na cyferki i to widać w ostatnich latach. W pudełkach otrzymujemy mniej, a płacimy coraz więcej. Nie ma szmatek do ekranów. Nie ma chowanych wihajstrów na ładowarkach, aby móc na nich zawinąć nadmiar kabla. Nie ma oddychających diod. Nie ma przedłużacza w zestawie, który teraz dostępny jest jako akcesorium. Nie ma nawet ładowarek w niektórych modelach Apple Watchów. Nie ma routerów ani monitorów. Nie ma hubów USB-C, podczas gdy modele od firm trzecich to tzw. shit show. Nie wiem, czy Apple miałoby się lepiej, gdyby ktoś inny zajął miejsce Tima, ale wiem, że nie podoba mi się sposób, w jaki prowadzi tę firmę, gdzie po każdym kolejnym keynote widać, jak bardzo zależy mu nie na satysfakcji użytkowników, ale na zarabianiu pieniędzy. Na szczęście są jeszcze takie osoby jak Phil Schiller czy największa gwiazda firmy – Craig Federighi – którzy ratują te przedstawienia, ale po wczorajszym wstępie zdałem sobie sprawę z tego, że nie mam ani ochoty patrzeć, ani słuchać tego, co mówi Cook.

To pierwszy keynote od wielu lat, który daje mi nadzieję na przyszłość przede wszystkim Maca i iPada, ale również firmy. Jeszcze trzeba będzie ich trochę po bojkotować w kwestii cen, bo… przepraszam, ale stojak w cenie iPhone’a XS, to gruba przesada, nawet jeśli jest to śliczny stojak. A adapter VESA? Mój cały 240 Hz monitor gamingowy kosztował podobnie i miał odpowiednika w zestawie. W każdym razie wiemy już, że spadek sprzedaży wpływa na ceny, bo jakoś potrafili je w paru krajach obniżyć, więc trzymam kciuki, żeby w końcu dosadnie zrozumieli, że przeginają. Nie zmienia to jednak faktu, że mam ponownie dużą nadzieję na przyszłość.



8

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.