iMagazine

Przygotowania do wyprawy – jak ja to robię

07/07/2019, 18:23 · · · 6

Jestem na etapie planowania swojej następnej wyprawy. Mam swoje sprawdzone i utarte schematy przygotowań do wyjazdów. Na początek zawsze odpowiadam sobie na zasadnicze pytanie: do jakiego wyjazdu się przygotować. Czy to wypad na weekend na Hel, czy miesięczny wyjazd na tereny pustynne.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 05/2019


Swoje zwiedzanie świata mam podzielone na trzy rodzaje. Pierwszy to wakacje z Lidią. Są to przeważnie wykupione wycieczki w biurach turystycznych lub wyjazdy w dobrych warunkach organizowane samemu. Z walizeczką, elegancko i na luzie. Często połączone są jakąś aktywnością, np. Egipt z nurkowaniem. Są jednak to typowe wakacje. Leżak przy basenie i posiłki co najmniej trzy razy dziennie. Raz dla sprawdzenia zaprosiłem Lidię na „delikatny” objazd Maroka. Po powrocie usłyszałem, że było fajnie, ale lepiej bym tak sam sobie jeździł. By więc każdy był zadowolony, wakacje all inclusive z Lidią wpisuję w swoje roczne plany wypoczynku.

Drugim typem wyjazdów są wypady na dłuższe weekendy. Postawiłem sobie kiedyś wyzwanie, że zwiedzę wszystkie stolice krajów Europy. Jestem chyba w połowie. Utrudnieniem teraz są kraje bałkańskie, które co chwila się zmieniają. Takie wyjazdy bardzo lubię. Odwiedzam muzea i zwiedzam zabytki. Nie trzeba się za bardzo do tych wyjazdów przygotowywać. Mam jednak jedną zasadę. Polega ona na tym, że wyszukuję dziesięć najważniejszych miejsc danego miasta. Staram się je zwiedzić. Tylko dziesięć lub aż dziesięć. Są takie specjalne przewodniki, które mnie do tego natchnęły.

Trzecim rodzajem i tym, co mi daje najwięcej, są wyprawy. Te trwają najdłużej. Przeważnie trzy tygodnie, do miesiąca. I tu trzeba już się przygotować. Zaczynam zawsze od jakiegoś pomysłu. Nieraz jest to jakaś tylko usłyszana opowieść czy jakiś fakt związany z danym miejscem. Tak było, gdy pierwszy raz pojechałem na Saharę. Przeczytałem o odbywającym się raz w roku spotkaniu ludów pustynnych. Chciałem to zobaczyć. Innym razem pojechałem śladami bohatera książki. Pomysł jest najważniejszy. Teraz chcę zobaczyć wioski starożytnego plemienia Dogonów w Mali.

Gdy jest już pomysł, warto zastanowić się, czy mam zasoby, by to zrealizować. Potrzebne są dwie rzeczy. Pieniądze i czas. W obu przypadkach nie należy ich wyolbrzymiać. W którymś ze swoich wyjazdów miałem sto dolarów na tydzień, by przeżyć. Hostele po 5–8 dolarów i jedzenie bananów. Na tyle mi jedynie wystarczało. Ale dało się. Czas jest nie tylko liczbą wolnych dni urlopu, ale innych zobowiązań.

Mam wiec pomysł, czas i kasę. Mogę ruszać z przygotowaniami. Na tym etapie szukam rozwiązań przemieszczania się i jak dotrzeć do wybranego miejsca. Przez pewien czas do Afryki latałem, wykupując najbardziej podłe wycieczki. Miałem transfer z lotniska i pierwszy nocleg, potem uciekałem tam, gdzie miałem plan dotrzeć. Ostatnio autobusem jeździłem do Berlina i tam zaczynałem przeloty tanimi liniami. Szukam ogólnie okazji, promocji. Zdarza się też tak, że znajduję jakiś fajny przelot i to jest pomysłem na wyprawę. Przeszukuję ciągle portale, które oferują takie okazje. Mam ustawione powiadomienia. Tak poleciałem do Teheranu z Berlina i z powrotem za 100 dolarów, do Bombaju za 1300 złotych, także z rejsem powrotnym.

Gdy mam plan wyjazdu, staram się zarezerwować lub ustalić przez internet jak najwięcej miejsc, gdzie mogę nocować, czy jak się mam przemieszczać po danym kraju. Nie zawsze się jednak tak da. W Iranie wszystko było wielką improwizacją. Jest to kraj wyizolowany, a dzięki temu tak ciekawy. W Maroko można za to zaplanować podróż koleją, podobnie w Indiach. W Tunezji i Algierii lepiej jednak poruszać się małymi busami, które kursują pomiędzy miastami. Ich odjazdy są uzależnione od tego, czy na pokładzie jest już komplet podróżujących, czy nie. Staram się wyszukiwać hotele na spodziewanej swojej trasie, by potem nie tracić czasu na szukanie noclegu. Nie jestem przecież uczestnikiem Azja Express.

Wiele razy zdarzyło mi się zmienić plany w trakcie wyprawy. Nagle o czymś wyjątkowym dowiadywałem się na szlaku lub miejsce, do którego dotarłem, było magiczne. Tak utknąłem w Varanasi w Indiach. Tak mistyczne i wyjątkowe, że nie mogłem lecieć dalej. Spotkałem tam podróżników z USA, którzy przylecieli tylko na wakacje, ale dwa lata temu. Nadal chcę tam wrócić na dłużej. Nawet kilka tygodni.

Niektóre wyprawy wymagają specjalnego przygotowania fizycznego. Gdy planowałem przemarsz przez Saharę, rozpisałem sobie plan treningowy. Musiałem być na tyle sprawny, by w upale ponad 50°C dać radę nieść plecak z całym dobytkiem. Ważne to jest szczególnie dla osób, które chodzą po górach czy w inne ekstremalne miejsca. Nie można wyskoczyć na ekstremalną wyprawę prosto zza biurka korporacji. Znaczy się można, ale jest to mocno ryzykowne.

Ekwipunek. Tu zaczynają się schody. Co brać? Ja biorę zawsze mniej. Wiele rzeczy można kupić na miejscu. Na jeden z wyjazdów, gdzie nocowałem pod namiotem, spakowałem kartusz do kuchenki. Niestety, nie pomyślałem, że na lotnisku potraktowany zostanę jako zamachowiec. Bo to materiał bardzo łatwopalny. Dobry plecak i buty to podstawa. Aparat fotograficzny. W moim przypadku zabieram dwa. Jeśli jadę w trudny teren, zabieram aparat na kliszę. Nie mam problemu wtedy z ładowaniem. Jest już coraz mniej takich miejsc. Jeszcze jednak można w takich się znaleźć.

Jedną z nowych opcji wyjazdów, jakie teraz odkrywam, są wyjazdy specjalistyczne. Np. wyjazdy rowerowe. Organizowane są profesjonalnie z przewozem busami naszych rowerów, w moim przypadku do Hiszpanii. Tam wsiadamy na rowery szosowe i gnamy przez piękne trasy Półwyspu Iberyjskiego.

Szczepienia i lekarstwa. Staram się unikać niebezpiecznych sytuacji, kilka razy jednak trafiłem do lekarzy. W niektórych miejscach można dzięki wykupionym polisom czy gotówce być leczonym lepiej niż w kraju. W niektórych – lepiej wyzdrowieć samemu. Warto zerknąć na pogodę i warunki w miejscu, gdzie się jedzie. Gdy chciałem jechać kilka lat temu do Mali, to zrezygnowałem, bo to było miejsce ognisk eboli. W niektórych miejscach na świecie musimy mieć szczepienia, bo są one obowiązkowe. Gdy ostatnio byłem w klinice chorób tropikalnych, widziałem mapę i statystycznie najwięcej zatruć jest w Egipcie.

Gdy mamy wiedzę, pieniądze, czas i bilety, czas ruszać na szlak. W podróży nigdy nie odpuszczajcie ciekawych miejsc. Nie trzymajcie się utartych szlaków. Bo nigdy nie zdarzy się Wam drugi raz to samo. Nieraz sam się dziwię, w jakim wyjątkowym miejscu wylądowałem. Tak był z lataniem motolotnią nad Saharą w moim przypadku czy zwiedzaniem meczetów. Są też trudne sytuacje, gdy indyjska policja chciała zabrać mi paszport. Nie zmienia to całkowicie mojej ciekawości świata, czego każdemu życzę.

6

Adalbert Freeman

Fotoreporter i dziennikarz. Zakochany w krajach arabskich i islamie. Użytkownik nadgryzionych jabłek.


6
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
3 Thread replies
3 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
AdalbertDr.adam w. 🦁 Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
adam w. 🦁
Użytkownik

Tak trzeba żyć! 👍

Adalbert
Gość
Adalbert

Staram się.

Dr.
Gość
Dr.

Co to za seria przewodników 10 must-see ?

Adalbert
Gość
Adalbert

Ja do tego używam serię Przewodniki Wiedza i Życie – Top10 lub wybieram na stronach internetowych.

Dr.
Gość
Dr.

Jak planujesz trasę ?

Adalbert
Gość
Adalbert

Planuję zależy od rodzaju trasy. Czy to jednodniowy czy na kilka dni. Ogólnie mam tz. Punkty krytyczne – to noclegi lub miejsca z top 10. Np teraz Białoruś wiadomo było ze jedziemy rowerami i założyliśmy sobie, że odwiedzimy Osadę Dziadka Mroza i zoo. Do tego dobudowuję ciekawe miejsca w zasięgu tych miejsc. Tu dodaliśmy „serce puszczy” i wioskę.