iMagazine

Miejskie samochody elektryczne to narazie kosztowna fanaberia

12/07/2019, 11:20 · · · 12

Nie da się zaklinać rzeczywistości w nieskończoność. Na chwile obecną samochody elektryczne są horrendalnie drogie i tylko przy bardzo optymistycznych założeniach w jakikolwiek sposób opłacalne. Sytuacje może nieco odmienią dopłaty. Dziś zakup elektryka to tylko fanaberia, niekoniecznie podszyta ekologią.

W tym tygodniu Norbert był na premierze nowego Mini Coopera SE. Za wersję elektryczną przyjdzie zapłacić minimum 139 200 PLN. To w teorii tylko 10% więcej od podobnie wyposażonej wersji spalinowej. Problem w tym, że wersja spalinowa w rzeczywistości zaczyna się od 75 900 PLN, czyli prawie połowę tego. Owszem to „golas”, ale w przypadku elektryka nie ma opcji zakupienia takiego wariantu.

Na tym tle wypadają jeszcze gorzej niedawno zapowiedziane samochody z koncernu PSA – Peugeot e208 oraz Opel Corsa-e. Nowa Corsa zaczyna się od 49 990 PLN, co i tak jest dużą kwotą w stosunku do lat ubiegłych, ale inflacja, normy bezpieczeństwa i idące za nimi udoskonalenia też trzeba brać pod uwagę. Jednak wariant elektryczny to minimum 124 490 zł. Na podobnym pułapie wyceniany będzie zapewne Peugeot, choć jego cena w podstawie zaczyna się od równie absurdalnych 53 900 PLN – z klimatyzacją manualną i monochromatycznymi wyświetlaczami. Renault ZOE to też koszt około 130 tysięcy złotych, Nissan Leaf zaczyna się od 155 500 zł, Hyundai KONA Electric 165 900, a BMW i3 od 168 900 zł. Wciąż mówimy o samochodach miejskich, które w większości przypadków służą jako drugi samochód w domu, czy samochód dla młodego kierowcy lub miejskiego singla.

W cenie elektryków marek popularnych, możemy otrzymać całkiem przyzwoite, większe samochody marek z klasy wyższej. W dodatku w przypadku samochodów spalinowych możemy liczyć na stosunkowo atrakcyjne rabaty i negocjacje cenowe. W przypadku elektryków to rzadkość, ponieważ dostępność tych samochodów jest praktycznie żadna, a dealerzy nie mają większych korzyści przy indywidualnych konfiguracjach samochodów elektrycznych. W efekcie w cenie BMW i3 możemy mieć BMW X3, w cenie Peugeota e208 można mieć całkiem przyzwoicie wyposażonego Peugeota 5008.

Sytuacje mogą częściowo zmienić rządowe dopłaty, które będą wynosić do 36 tysięcy złotych. Pytanie w jaki sposób będą one realizowane, jakich wykluczeni się spodziewać i czy w ogóle się one pojawią. Biorąc pod uwagę zmniejszony komfort podróży związany z wcześniejszym jej planowaniem, wcale nie małe koszty ładowania na niektórych ładowarkach trudno mówić o ekonomicznym uzasadnieniu takiego wydatku. Przywileje w postaci miejsc parkingowych, czy korzystania z buspasów są mocno ograniczone. Ekologia? Tu trzeba pamiętać o procesie powstawania akumulatorów i ich budowie oraz o fakcie jak powstaje i będzie powstawać energia elektryczna w naszym kraju.

Elektryczne samochody mają fajne przyśpieszenie, nie brakuje świetnych samochodów elektrycznych klasy premium, w przypadku hybryd typu plug-in dopłaty zaczynają być już akceptowalne w wariantach samochodów z wyższej półki. Jednak w przypadku miejskich samochodów gra na razie nie jest warta świeczki. A to właśnie tu jest miejsce dla elektryków. Samochód elektryczny powinien być idealnym rozwiązaniem jako drugi samochód w domu, ten miejski, do krótkich dystansów. W momencie gdy kosztuje tyle samo co z założenia pierwsze, duże rodzinne, auto to mamy duży zgrzyt. Kibicuje im bardzo, ale nie mówmy, że wszystko jest okej przy takich wycenach.

12

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko