AirPods 2 – pierwsze wrażenia

02/08/2019, 10:45 · · · 24

Swoje pierwsze AirPods nabyłem w lutym 2017 roku – aż ciężko mi uwierzyć, że minęły dwa lata – i nazwałem je wtedy (parafrazując) „najbardziej innowacyjnym produktem Apple od lat”. Wystarczyło, że zacząłem z nich korzystać, żeby bardzo szybko zrozumieć, że nie wyobrażam sobie życia bez nich. Przesadzam oczywiście, ale niewiele.

Przez te dwa lata AirPods spisywały się wzorowo, pomimo że nie były bez wad. Największą z nich jest prawdopodobnie to, jak brzydko brudzi się wnętrze pudełka, po uchyleniu wieczka. Są tam cztery punkty, w którym uchylana pokrywa styka się z pudełkiem, które się delikatnie ścierają i przy okazji niesamowicie brudzą. Da się te miejsca doczyścić, ale nie jest to ani łatwe, ani przyjemne. To się niestety nie zmieniło w nowym modelu – nadal brudzi się w dokładnie ten sam sposób.

Drugą wadą AirPods są ich baterie, a są trzy – po jednej na słuchawkę oraz jedna w samym pudełku. Ich niewielki rozmiar powoduje, że bardzo szybko się starzeją i tracą swoją pojemność. W moim przypadku, spadek wydajności akumulatorów zauważyłem już po roku, a po dwóch latach para słuchawek nie wystarczała mi już na przesłuchanie 3-4 godzin bez przerwy na doładowanie słuchawek w pudełku. Na (nie)szczęście, po półtora roku od kupna, moje AirPods zaczęły się psuć. Nie wiem czego to dokładnie była wina, ale serwis wymienił mi obie sztuki na nowe bez żadnych problemów. Plusem tej operacji były nie tylko w pełni sprawne słuchawki, ale również nowe akumulatory.

Nie miałem więc sensownego powodu, aby kupić AirPods 2, ale takowy się przypadkiem napatoczył, podczas urlopu w Dubaju, gdzie Apple ma niższe ceny niż u nas, w Polsce. Jak zapewne wiecie, AirPods 2 obecnie sprzedawane są w dwóch wersjach – za 799 PLN otrzymujemy AirPods z etui, które należy ładować za pomocą złącza Lightning, a za 999 PLN dostajemy etui ładowanie dodatkowo indukcyjnie. Zdecydowałem się na tę pierwszą odmianę, bo ładuję je średnio raz na 5-7 dni, a w domu i tak mam zawsze jedną luźną ładowarkę z kablem Lightning, która służy do ładowania różnych sprzętów w dużym pokoju. Nie korzystam też z płaskich ładowarek indukcyjnych (wolę stojące), więc musiałbym mieć dodatkową, tylko dla AirPods, co nie miało kompletnie sensu. W każdym razie, jeśli ktoś uważa, że popełnił błąd, zawsze może sobie dokupić samo etui z ładowaniem bezprzewodowym.

Same AirPods 2 nie różnią się wizualnie w zasadzie niczym od poprzednika, ale odnoszę wrażenie, że są wykonane nieznacznie gorzej i z ciut gorszych materiałów, niż oryginał. Po pierwsze, plastik nieznacznie inaczej brzmi podczas otwierania i zamykania pudełka. Jeśli stukniemy pudełko, np. paznokciem, to wydobywa się głuchy i mniej przyjemny dźwięk. Nie rozbierałem, ale brzmią tak, jakby plastik był cieńszy i twardszy. Dodatkowo, same słuchawki są gorzej spasowane od tych pierwszej generacji – łączenie dwóch elementów w pierwszym modelu nie zbierało mi żadnego brudu, ale w drugiej generacji już tak. Ostatnią różnicą jest sam zawias od wieczka, który jest znacznie głośniejszy i nie tak dobrze spasowany, jak w pierwszej generacji – wieczko można poruszać minimalnie na lewo i prawo.

Jest jedna istotna nowość w AirPods 2 – nasłuchują one, czy nie wypowiadamy „Hey Siri”, dzięki czemu możemy Siri wydawać komendy bez konieczności stukania palcem w słuchawkę. To brzmi jak bajer i dla większości prawdopodobnie tak będzie, ale dla osoby słuchającej sporo podcastów, jest to nieoceniona funkcja. Najczęściej korzystam z niej, aby głosowo wyzwolić mój Siri Shortcut, który włącza mi Overcast i uruchamia moją technologiczną playlistę. Nie mogę się teraz doczekać iOS 13 i HomePodOS 13, dzięki którym po powrotu do domu, będę mógł zbliżyć iPhone’a do HomePoda, aby przekazać mu odtwarzanie słuchanego podcastu.

Moje AirPods 2 mają ze 3 tygodnie, więc bateria nadal działa wzorowo i jeszcze chyba nie udało mi się zjechać poniżej 50% stanu naładowania obu słuchawek. Sam prąd z nich schodzi równo – jeśli tak nie jest, to jest to potencjalnie podstawa do reklamacji. Poza wspomnianymi wadami, nie mam do nich żadnych większych zastrzeżeń, chociaż nie spodziewałem się nawet nieznacznego pogorszenia jakości ich wykonania. Widocznie te kilka centów dodatkowego zarobku na jednej parze, gdy sprzedaje się ich miliony, ma znaczenie. Szkoda.

Zastanawiałem się też nad nowymi PowerBeats Pro, które wykorzystują tą samą technologię, która znajduje się w AirPods, łącznie z układem H1, ale zniechęciła mnie ich cena oraz rozmiar. Największą zaletą AirPods jest to, że zawsze mam je przy sobie – PowerBeats Pro niestety nie mieszczą się do kieszonki w moich spodniach.

Jednej rzeczy, której mi brakuje w nich, to ANC, ale patrząc po ostatnich plotkach, być może i tego się wkrótce doczekamy. Pozostaje mi je polecić, jeśli nie jako jedyną potrzebną, to przynajmniej jako mobilną parę słuchawek, które możemy zawsze mieć przy sobie.

24

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.