iMagazine

Akcesoria dla Nomad-ów

15/08/2019, 10:00 · · · 8

Kurz po AirPower już dawno opadł i dobrze, bo przez chwilę obawiałem się, że branża będzie żyła porażką Apple w dziedzinie produkcji indukcyjnej ładowarki dla kilku urządzeń – przez dekadę. Na szczęście oficjalne przyznanie się Cupertino do błędu zamknęło temat tego produktu, ale nie zlikwidowało bynajmniej potrzeby podobnego urządzenia na rynku.

Użytkownicy Apple to buntownicy – i nie ma tutaj znaczenia, czy mówimy o tych rdzennych, którzy Apple wybierali, by móc efektywnie składać czasopisma w latach dziewięćdziesiątych czy o switcherach (świeżo upieczony klient Apple) z przełomu lat 2005–2010, czy wreszcie o bananowych dzieciach Starbucksa. Nieważne. Każdy z nas wybiera Apple z innego powodu, ale jedno jest wspólne: wyrażamy tym pewien sprzeciw wobec reszty – podkreślamy świadomą drogę, na którą się zdecydowaliśmy, coraz częściej za główny argument podając prostotę.

To właśnie ona miała wyróżniać AirPower. Tak się jednak nie stało. Na szczęście Apple to nie tylko produkty sygnowane nadgryzionym jabłkiem, ale także największy na świecie rynek producentów trzecich, których produkty (aplikacje, sprzęt, akcesoria) sprawiły i w dużej mierze zdecydowały o globalnym sukcesie Apple. Cyfrowi nomadzi szukają bowiem dwóch rzeczy: wolności i jakości.

Nomad Base Station

To nie jest tak, że marka, której sprzęt miałem okazję testować w ostatnim miesiącu, dokonała cudu i stworzyła AirPower. Nie. Zdecydowanie, zamiast szukać drogi naokoło, amerykański Nomad postawił na bezpieczeństwo, jakość i skuteczność. To im zawdzięczamy Base Station – stację przeznaczoną do ładowania jednocześnie trzech urządzeń: Apple Watcha (dowolnej generacji), iPhone’a – lub dwóch – oraz Apple AirPods 2 generacji (z etui wspierającym ładowanie indukcyjne).

Uprzedzę pytania: tak – to się udało i działa wyśmienicie! Zacznę od macki ładującej Apple Watch, która wygląda tak, jakby producent zdecydował się w jakiś magiczny sposób wymontować zawartość tej oryginalnej końcówki od przewodu, który Apple załącza ze swoimi nosidłami i wmontował w miejsce do tego przeznaczone. Problem z większością tego typu stacji jest taki, że wymagają one przeciągania/ przeplatania oryginalnego przewodu Apple przez ich trzewia – właśnie ze względu na specyficzną końcówkę ładującą Apple Watch. Chodzi o magnes, który dociągając tylni dekielek zegarka, zapewnia stabilizację i odpowiedni cykl ładowania. Producenci tacy, jak chociażby Baseus, próbowali już produkować produkty przypominające 1:1 AirPower, ale problem polegał na tym, że trudno stwierdzić, iż działały poprawnie. Dla przykładu, Apple Watch owszem, ładował się, ale tylko, gdy jednocześnie ładował się obok iPhone, a i tak nie zawsze do 100%. To była czysta loteria, która jednocześnie zagrażała samym bateriom, ponieważ nie wiadomo było, co do końca drzemie w ładowarce za mniej niż sto złotych. Nie polecam.

Nomad natomiast nie ma żadnych kompromisów w tej kwestii. Możemy spokojnie odłożyć na ładowarkę sam zegarek i naładuje się on w normalnym tempie (takim, jakie zapewnia oryginalna, fabryczna ładowarka Apple) do 100%. Przypomnijmy, że nosidło z Cupertino nie wspiera ładowania w standardzie QI, stąd całe zamieszanie z przewodem, magnetyczną końcówką i odpowiednim sprzętem, który to wszystko ogarnie. Base Station robi to bezbłędnie.

Pod dolną taflą urządzenia, którą pokrywa prawdziwa, perforowana skóra, spoczywają trzy szeregowe cewki indukcyjne. Niezależnie od siebie dostarczają każdemu z urządzeń napięcie 7,5 V non stop. Dzięki temu możliwe jest wielokierunkowe ładowanie jednocześnie dwóch urządzeń. Za plus należy uznać pomarańczowe (stonowane) diody LED, które sygnalizują rozpoczęcie i trwanie procesu ładowania po umieszczeniu na ładowarce danego urządzenia. Gdy urządzenie jest naładowane, dioda sygnalizuje to, delikatnie pulsując. Pomimo umieszczenia tych diod na froncie urządzenia nie przeszkadzają one w nocy, co jest zdecydowaną zaletą.

Aluminiowa obudowa w kolorze zbliżonym do Space Grey w połączeniu z czernią i skórą wyglądają fenomenalnie. Perfekcja wykończenia samej stacji zasługuje na najwyższą ocenę z możliwych i jest na tym poziomie, którego oczekiwałem od producenta z Kalifornii. Dziękuję i brawo! Warte odnotowania są jeszcze dwie sprawy. Pierwszą jest opakowanie, o którego biodegradowalność producent oczywiście zadbał. To ważna dla mnie sprawa, bardzo więc doceniam. Znajdziemy też krótką informację o wartościach i filozofii minimalizmu, którą marka wyznaje. Drugi element to zasilacz.

Diabeł tkwi w szczegółach

Nie ma róży bez kolców, jak mawiają. Nie inaczej jest w przypadku Nomad Base Station. Z jednej strony wyposażono go w naprawdę dobrze przemyślany system wymiennych (dołączonych do zestawu) końcówek, dzięki czemu Nomad nie musi produkować wersji przeznaczonych na dany rynek, a tylko zapewnia, że każda ładowarka będzie działać jednakowo w Wielkiej Brytanii, Polsce czy USA. Wszystko odbywa się bardzo sprawnie, jest świetnie ze sobą sparowane i bezkompromisowe.

Co więc poszło nie do końca dobrze? Największą wadą tego produktu, której nie jest w stanie wybaczyć marce mój perfekcjonizm, jest przewód zasilający. Po pierwsze: jest absurdalnie gruby. Po drugie – nie jest w żadnym stopniu elastyczny. Po trzecie – jest za krótki. Przy cenie prawie 140 dolarów za sztukę, wyborze skóry, perfekcji wykonania samego produktu, producent nie zadbał np. o pleciony przewód, wykonany chociażby z przetworzonych butelek PET czy innego, elastycznego, naturalnego i biodegradowalnego materiału, który pozwoliłby na uzyskanie mniejszej średnicy i oczekiwaną elastyczność. Będąc zupełnie szczerym, ten jeden element zepsuł mi odczucia z całego produktu. Nie ta liga. Zdecydowanie do poprawy.

Jest jeszcze jedna kwestia związana z kierunkowością każdej z cewek. O ile odkładając na ładowarkę iPhone’a w pozycji horyzontalnej, możemy to zrobić bez większego namysłu (zadziałają wówczas dwie cewki), o tyle odkładając go wertykalnie, obok słuchawek AirPods 2, które także chcemy naładować – musimy celować w środek danej cewki. Jest to uciążliwe, ale to podobny problem, z którym borykali się inżynierowie Apple. Z fizyką nie wygramy. Tak czy owak, Nomad Base Station to w tym momencie zdecydowane top 3 ładowarek indukcyjnych, którymi naładujemy więcej niż jedno urządzenia, a już na pewno nr 1, jeśli mówimy o Apple Watch w takiej konfiguracji.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 07/2019

8

Krzysztof Kołacz

Fan Apple. Redaktor iMagazine.pl. 🎙 Podcaster: www.boczemunie.pl. Mówca publiczny. 🏃🏻‍♂️ Biegacz. Pasjonat ☕️ speciality. 👉 www.krzysztofkolacz.pl


8
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
3 Thread replies
7 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
KrzysztofKrzysztof KołaczPiotrWooKamil Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Leon
Gość
Leon

Witam fajny artykuł jedyne do czego można się przyczepić to nie ma czegoś takiego jak napięcia 7.5W
Napięcie podaje się w woltach a Ty podałeś moc w Watach niby szczegół ale widać ze z jesteś nie techniczny 😏

Kamil
Użytkownik
Kamil

MagneS, nie magneZ…

Woo
Użytkownik
Woo

Skóra jest naturalna czy „ekologiczna”? Jeśli naturalna, to „ekologiczność” polegająca na kartonowym pudełku robi się trochę śmieszna.

Piotr
Gość
Piotr

Ja i żona używamy ładowarek baseus 3w1. Zamówione na Ali za około 90 zł sztuka. Czarne bardzo dobrej jakości, gustowne. Co wieczór od około 2 miesiecy kładziemy na nich wieczorem iPhone X i 8 i każdy Apple Watcha 4. Czasami ja airpodsy dodatkowo. Oczywiście sam zasilacz był kupiony osobno 30W tak aby miał zapas :) (7,5W + 7,5W + 2,5W tyle potrzeba max przy pełnym obłożeniu ładowarki). Nic mi więcej nie potrzeba.Działaja swietnie.
Czy jak w artykule mam się bać o swój sprzęt ? Pytam całkiem poważnie….

Krzysztof
Gość
Krzysztof

Miał Pan okazje testować składaną ciekawą ładowarkę firmy Ampere?