Elektromobilność po Polsku – jeszcze się nie rozkręciła, a już traci swoje atuty

29/01/2020, 10:32 · · · 36

Czy samochody elektryczne rzeczywiście są przyszłością? Mimo swoich ograniczeń, na chwile obecną, są ciekawą alternatywą dla aut spalinowych. Rok 2020 w Polsce miał upłynąć pod znakiem ich popularyzacji, tak się raczej nie stanie. Program rządowych dopłat prawdopodobnie okaże się pułapką, a operatorzy stacji ładowania i media zrobią wszystko by zniechęcić do elektryków.

Mam dziwne przeczucie, że zainteresowanie samochodami elektrycznymi w ostatnich miesiącach znacząco przybrało na sile. Zresztą trudno się dziwić. Wizja zakupu miejskiego samochodu za 50 tysięcy i niemartwienia się praktycznie o nic przez kilka najbliższych lat była bardzo kusząca. Nawet elektryczna Corsa za blisko 90-tysięcy wydawała się ciekawym pomysłem.

Jednak w ubiegłym tygodniu media obiegła wieść o horrendalnych cenach za ładowanie samochodów elektrycznych na stacjach Ionity. Informacje te pojawiły się we wszelkich serwisach motoryzacyjnych oraz od razu na stronach głównych portali. O tym, że elektryki są nieopłacalne nagle zaczęli mówić wszyscy, także Ci, których do tej pory ten temat zupełnie nie interesował. Nie zważając na to, że ceny dotyczyły jednej z wielu sieci szybkiego ładowania. Liczył się tylko nagłówek, a niekoniecznie treść, jak to bywa współcześnie w świecie, gdzie sztuka czytania, zwłaszcza ze zrozumieniem zanika.

Sytuacja dla samochodów elektrycznych rzeczywiście przestaje być przyjemna, a to raptem po kwartale, w którym można było zacząć w ogóle rozważać jego zakup. Okazuje się, że Lotos (państwowa spółka) kończy swoje testy stacji ładowania i tym samym wporwadza odpłatność za korzystanie z nich. Od teraz ładowanie na stacjach lotos to koszt 24 PLN niezależnie od czasu ładowania czy wielkości akumulatora. Co jest opłacalne, gdy będziemy ładować „do pełna”, natomiast nie ma sensu przy częściowym okazjonalnym doładowaniu.

Generalnie jednak trzeba pamiętać o tym, że korzystanie z samochodu elektrycznego zmusza do pewnego planowania i odpowiedniej logistyki chcąc podróżować poza miastem i korzystając z atrakcyjnych cenowo, lub zupełnie darmowych stacji ładowania.

Tymczasem pojawiają się kolejne niepokojące informacje dla osób zainteresowanych nabyciem samochodu elektrycznego na preferencyjnych warunkach. Choć rządowe dopłaty zostały zapowiedziane w zeszłym roku i ustalono ich limit na 37,5 tys. PLN przy zakupie samochodu za mniej niż 125 tys. PLN, to nikt ich jeszcze nie otrzymał i prawdopodobnie nigdy nie otrzyma. Przynajmniej nie w takiej wysokości. Okazuje się, że ze względu na duże zainteresowanie oraz liczne samochody mieszczące się w budżecie, aby większa liczba chętnych mogła skorzystać z programu dotacje mają zostać obniżone o połowę i maksymalna dopłata wyniesie 18 750 PLN. Obecnie trwa inwentaryzacja wszystkich programów rządowych związanych ze wsparciem niskoemisyjnego transportu. Generlanie budżet na dopłaty wynosi 360 mln PLN i zostanie on rozdysponowany zarówno na osoby fizyczne, firmy jak i samorządy.

Cała sytuacja z dopłatami jest o tyle kuriozalna, że dystrybutorzy samochodów, przynajmniej od listopada, korygowali cenniki i oferowali promocje, aby zmieścić się w rządowych dopłatach. Prowadzili liczne działania marketingowe z tym związane. Po zmniejszeniu dopłat zakupy samochodów elektrycznych dla wielu przestaną być atrakcyjne. Trudno tu nie mówić o prowizorce i braku szeroko zakrojonego planu działania ze strony rządowej.

Elektromobilność z pewnością będzie wzbudzać emocję. Chociażby sam fakt, że konieczne są dopłaty, aby pojazdy te stały się atrakcyjne dla kupujących jest kontrowersyjny. Samochody elektryczne mają sporo zalet. Na razie nie widać innej przyszłości motoryzacji niż ta zelektryfikowana w postaci aut elektrycznych i hybrydowych.

36

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko