Weź to, ścisz. Czyli słów kilka o słuchaniu hałasu

23/03/2020, 19:00 · · · 0

Tak wyglądało moje całe dzieciństwo. Słuchałem muzyki, grałem muzykę i zawsze słyszałem, jak z drugiego pokoju dobiegało głośne: „Weź to, już ścisz!” – wtedy, będąc nastolatkiem, myślałem, że moi rodzice to starcy, którzy nie rozumieją, nie wiedzą i są po prostu zgredami, którzy nie chcą dać mi żyć. Teraz dochodzę do wniosku, że chyba mieli trochę racji. Nieświadomie, ale jednak trochę racji w tym było.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 11/2019


To jak to jest z tym hałasem i o co tak naprawdę w tym chodzi? Cały problem dotyczy tak mocno nowoczesnej muzyki i tak bardzo jest z nią połączony, że niełatwo jest zdecydować, od czego tak w zasadzie powinniśmy zacząć. Myślę jednak, że najlepszym sposobem na podejście do tego tematu jest podział całego problemu na trzy części.

Część 1 – Przemysł muzyczny chce, żebyśmy słuchali głośno

Pamiętacie, jak przy okazji premiery płyty Metalliki („Death Magnetic”, 2008) wybuchła afera o to, że płyta jest nagrana fatalnie, że perkusja jest przesterowana i nie da się po prostu tego słuchać. Dużo wtedy mówiło się w mediach „muzycznych” o głośności, kompresji i hałasie w nowoczesnej muzyce i że ten hałas wszystko zabija. Niestety, ta afera nic nie zmieniła, był to po prostu wypadek przy pracy i zawiódł mastering, który w dużym uproszczeniu zabił jakość nagrania. Dlaczego jednak było tak głośno, że aż wszystko zaczęło skrzeczeć z naszych głośników?

Odpowiedź jest prosta – jakiś czas temu mądre głowy z przemysłu muzycznego zrobiły badania, te badania wykazały, że głośne nagrania są dobrze odbierane i stają się popularniejsze. Niestety, ten proceder nie tylko dotyczy nagrań, ale i koncertów – jak jest głośno, to jest fajnie. Jest energia, wychodzimy zmęczeni i wracamy z myślą, że to był koncert, to było coś.

Trudno się z tym nie zgodzić, ponieważ sam pamiętam, że będąc jeszcze dzieciakiem, uwielbiałem, jak dźwięk z głośników basowych porusza moim ubraniem i czuję, jak faluje wokół mnie powietrze. Czy tak powinno być? Zdecydowanie nie. Tak nie powinno być i taki stan rzeczy sprawia, że w okolicach pięćdziesiątki wszyscy skończymy z aparatami słuchowymi lub z inną formą wspomagania naszego słuchu.

Kolejną ciekawostką jest to, że nie zawsze tak było. Nie zawsze na koncercie rockowym za muzykami można było zaobserwować ścianę kolumn głośnikowych. To pojawiło się w latach osiemdziesiątych XX wieku i miało sprawić, że zespół będzie wyglądał bardziej „heavy” – to marketing wpłynął na to, w jaki sposób słuchamy i przeżywamy muzykę. Nie chcę wchodzić w technikalia, ale w przeważającej liczbie przypadków taka ściana kolumn jest totalnie bezsensowna i zbyteczna. No, może niezupełnie, bo bez niej nie będzie show i wszystko wskazuje, że po takim „kameralnym” koncercie Slayera czy Coldplay wyszlibyśmy rozczarowani.

Cześć 2 – Producenci sprzętu audio

Tu skupię się głównie na sprzęcie słuchawkowym i basach – wszyscy kochamy basy, basy są super, bez basu nie ma muzyki. Okazuje się jednak, że większość słuchawek ma tych basów zdecydowanie za dużo, więcej – ma ich za dużo i są one zbyt mocne. Jest to o tyle niebezpieczne, że tak duże natężenie niskich częstotliwości również negatywnie wpływa na nasz słuch (zwłaszcza gdy korzystamy ze słuchawek dokanałowych), sprawia to również, że muzykę bez mocnych basów uważamy za słabą, źle nagraną itd. Ile razy spotkałem się z tym, jak moi znajomi po założeniu na głowę słuchawek z tzw. „dźwiękiem referencyjnym” mówili, że coś brzmi słabo. Wniosek jest jeden i to bardzo smutny: oduczyliśmy się słuchać muzyki, która brzmi neutralnie. Bas to energia, to dużo energii, gdy go zabraknie, zarzucamy, że coś jest słabe albo nie ma kopa i idziemy dalej. Tego nie chcą producenci ani przemysł muzyczny.

Cześć 3 – Jak słuchać muzyki, co zrobić, żeby było dobrze?

Przede wszystkim skorzystać z tego, co daje nam obecnie technologia. Jeśli chodzimy na koncerty i lubimy słuchać muzyki na żywo, polecam zakupić stopery (np. firmy Alpine), które skutecznie obniżają poziom decybeli docierających do naszych uszu, przy czym nie zniekształcają brzmienia i pozwalają cieszyć się muzyką w pełni. Zauważycie różnicę od razu – gwarantuje. Nigdy nie zapomnę, jak pierwszy raz poszedłem na koncert w stoperach i wyszedłem z niego bez zmęczenia. W jakim ja byłem szoku, gdy dotarło do mnie, że nie piszczy mi w uszach, moje nogi się nie uginają i ogólnie mam siłę na to, żeby jeszcze coś zrobić, gdzieś pójść, a nie jedynie położyć się spać. Polecam z całego serca.

Drugim bardzo ważnym punktem jest kontrola głośności w słuchawkach i na głośnikach, na których słuchacie muzyki – serio, nie przeginajmy. Ciszej nie znaczy gorzej – w iPhone’ach możecie teraz sobie sprawdzić poziom decybeli, z jakim słuchacie muzyki na słuchawkach w aplikacji Zdrowie – szczerze to polecam, ponieważ może to otworzyć każdemu oczy i sprawić, że po prostu przyciszymy. Jeśli chodzi o głośność z kolumn w waszej wieży – podłoga nie musi się trząść, a za dużo basów nie jest potrzebne, dlatego wszystkie systemy typu Bass Enhancer domyślnie bym wyłączył. W bardziej profesjonalnym sprzęcie polecam tryby typu Direct Mode, które pozwalają posłuchać muzyki w sposób, który przewidział artysta – w dużym uproszczeniu Direct Mode wyłącza wszystkie systemy i obwody zmieniające brzmienie dźwięku – dzięki temu nie usłyszymy mocniejszych basów niż to przewidziane oraz innych efektownych ulepszeń.

Co chciałem Wam powiedzieć poprzez te kilka zdań? Słuchajmy muzyki, ale róbmy to z głową. Dbajmy o siebie, także o swój słuch, bo co zrobimy, gdy nagle, z dnia na dzień nam go zabraknie? Ja wolałbym nie wiedzieć, dlatego namawiam Was, jak niegdyś „namawiali mnie” moi rodzice: Ściszcie to, czego słuchacie! Uwierzcie, poczujecie się po pewnym czasie mniej zmęczeni i zaczniecie odkrywać muzykę i dźwięki z naszego codziennego otoczenia zupełnie na nowo.

0

Maciej Szamowski

Musician, gamer, audiophile