MacBook Pro 13″ (early 2020) – przemyślenia, czy warto go kupić, a jeśli nie, to co zamiast niego?

05/05/2020, 11:54 · · · 25

Apple wczoraj zaprezentowało odświeżonego MacBooka Pro 13″ i tym samym zabili klawiaturę z mechanizmem motylkowym – nie jest już dostępna w żadnym Macu. Wspominałem jednak wczoraj, że mam mieszane uczucia na temat nowego modelu i patrząc po Waszych reakcjach, nie ja jeden.

MacBook Pro 13″ (early 2020)

Linia MacBooków Pro 13″ obecnie dzieli się na pół. Są dwa tańsze modele, wyposażone w procesory Intela 8. generacji, pomimo że Intel oferuje w tej kategorii nowe CPU 10. generacji, oraz dwa modele droższe, wyposażone w najnowsze procesory. Dwa tańsze modele mają dwa porty Thunderbolt 3, a dwa droższe mają cztery takowe złącza (po dwa na stronę).

(…) w zamian użytkownicy otrzymali ekran wspierający P3, czego nawet nie ma w najnowszych MacBookach Air.

Te tańsze modele zostały wprowadzone pod koniec 2016 roku jako zamiennik MacBooka Air i to było dla mnie całkowicie zrozumiała decyzja. Air wtedy miał ekran bez Retiny, a 12-calowy MacBook nie zaspokajał potrzeb większości. Niestety, ludzie nie przekonał taki krok i nadal domagali się Aira w nowoczesnym wydaniu. Bonusem dla mnie było to, że w zamian użytkownicy otrzymali ekran wspierający P3, czego nawet nie ma w najnowszych MacBookach Air. Najważniejszą różnicą w 2016 roku był fakt, że „Airowaty” MacBook Pro miał procesor 15W, a modele droższe wyposażono w wydajniejsze 25W. Tani model nie miał też Touch Bara, co akurat było plusem dla wielu (w tym dla mnie). Apple kontynuuje tę tradycję i dzisiaj linia MacBooków Pro została zrównana w kwestii Touch Bara – każdy model go ma (szkoda) – ale podział procesorowo-portowy pozostał. Być może właśnie z jego powodu nowy MacBook Air ma 7W procesory. Uważam, że firma powinna była wrócić do wcześniejszej koncepcji – 15W do Aira i 25W do Pro, chociaż nie pogardziłbym 15W w tym drugim, jako tańsza alternatywa, bo nie mam w takim komputerze wygórowanych wymagań.

Wczorajsze odświeżenie linii, za co powinniśmy Apple’a chwalić, że robi częstsze update’y sprzętów niż w paru ostatnich latach, jest jednak niepełne. Dwa tańsze modele mają nadal te same procesory i de facto zmieniła się w nich tylko klawiatura na nową, co samo w sobie jest dużym plusem, ale z drugiej strony, ten problem powinien był zostać rozwiązany lata temu. Jeśli to nie jest zbyt mało skomplikowane, to Apple podwoiło SSD w tańszej parze MacBooków Pro ze 128 GB na 256 GB, bez zmian ceny. Droższa para również otrzymała ten zabieg i ma teraz 512 GB SSD w standardzie. To właśnie tutaj pojawia się problem (szczególnie dla mnie).

MacBook Pro 13″ (early 2020) z Intelami 8. generacji

Z jednej strony dobrze, że ceny się nie zmieniły i otrzymujemy w zamian większe SSD, ale z drugiej… to są stare procesory i mam ogromny problem z wydaniem takich pieniędzy za starą technologię, szczególnie w sytuacji, że istnieje nowsza. Do tego jeszcze dochodzi fakt, że Intel niedawno podniósł ceny CPU 10. generacji, więc prawdopodobnie dlatego cena tego modelu się nie zmieniła. Jeśli sam procesor nie jest dla Was tak kluczowy i szukacie szybszego MacBooka Air, to być może warto rozważyć te modele. Wydajnościowo powinny być więcej niż szybkie. Te procesory, w 2019 roku, niewiele ustępowały wydajnością tym szybszym z tamtego okresu, a mają przecież 4 rdzenie, więc wydajność powinna być satysfakcjonująca.

Jak widać, cała linia MacBooków, to obecnie jeden wielki kompromis i wszystko zależy od Waszych potrzeb.

Niestety, nie ma róży bez kolców – MacBook Air (early 2020) ma o około 50% wydajniejsze iGPU ze względu na fakt, że ma CPU 10. generacji. Do tego dochodzi jeszcze RAM – tańsza para MacBooków Pro korzysta z pamięci LPDDR3 2133 MHz, podczas gdy droższa ma LPDDR4X 3733 MHz – istotna różnica dla niektórych zastosowań. Wydajność iGPU będzie miała znaczenie tylko dla osób, które rzeczywiście go potrzebują – do biurowych zastosowań nie ma znaczenia.

Na plus jest oczywiście klawiatura, która powoduje, że ten komputer raczej nie będzie wędrował do serwisu zbyt często.

Jak widać, cała linia MacBooków, to obecnie jeden wielki kompromis i wszystko zależy od Waszych potrzeb. Ten tekst powstaje na najnowszych Airze early 2020 z procesorem i3 i jeśli śledzicie wpisy na jego temat, to jest to zaskakująco wydajna maszyna, pomimo raportów o tym, że wentylator nie ma styku z procesorem. Będzie to więcej niż wystarczający komputer do pracy biurowej i czegoś bardziej ambitnego, jeśli robicie to od święta. Sam prawdopodobnie jednak wybrałbym MacBooka Pro 13″ w następującej konfiguracji:

  • Core i5 1,4 / 3,8 GHz 8. generacji
  • 16 GB pamięci LPDDR3 2133 MHz
  • 256 GB SSD

Taka konfiguracja MacBooka Pro 13″ (early 2020) kosztuje 6999 PLN. Alternatywną i porównywalną konfiguracją byłby MacBook Air (early 2020):

  • Core i5 1,1 / 3,5 GHz 10. generacji
  • 16 GB pamięci RAM LPDDR4X 3733 MHz
  • 256 GB SSD

Ta konfiguracja kosztuje 6499 PLN, czyli 500 PLN mniej niż Pro. MacBook Pro ma gorszy RAM, ale w zamian ma ekran Display P3, z którego nie chciałbym rezygnować.

Dla mnie zatem więcej sensu ma taki Pro, a nie Air.

MacBook Pro 13″ (early 2020) z Intelami 10. generacji

Droższa para MacBooków Pro 13″, wyposażona w Intele 10. generacji, ma nowoczesny RAM, zapewne szybsze SSD, szybsze CPU, szybsze iGPU, możliwość rozbudowy RAM-u do 32 GB oraz SSD do 4 TB. Niestety, nowe modele mają też wyższe ceny i podstawa zaczyna się teraz od 9899 PLN.

Taka konfiguracja kosztuje 12899 PLN lub 13899 PLN, zależnie od wybranego procesora, a to „kupa siana”.

Gdyby Apple zdecydowało się pozostawić 256 GB SSD w tym modelu i dzięki czemu obniżyłoby jego cenę, to już bym go zamówił i to pomimo, że ma Touch Bara (fizyczny klawisze Esc sporo poprawia w tym względzie). Zakładam, że cena wtedy oscylowałaby w rejonie 8899 PLN (na podstawie tego, że dopłata z 256 GB do 512 GB SSD wynosi 1000 PLN), co byłoby dla mnie akceptowalne. MacBook Pro to dla mnie terminal i maszyna do pisania, więc 512 GB to dla mnie zdecydowanie za dużo – obecnie wykorzystuję 140 GB z 256 GB dostępnej przestrzeni i używam jej tyle tylko dlatego, że mam wolną przestrzeń, więc kasuję niepotrzebne rzeczy z opóźnieniem.

W obliczu takiej ceny, prędzej wybrałbym model z tańszej pary, o czym wspominałem powyżej, ale jeśli miałby to być mój główny i jedyny komputer, to brałbym konfigurację następującą:

  • Core i5 2,0 / 3,8 GHz 10. generacji (lub opcjonalnie Core i7 2,3 / 4,1 GHz 10. generacji)
  • 16 GB pamięci RAM LPDDR4X 3733 MHz (32 GB tylko gdybym robił na nim regularnie montaż wideo)
  • 2 TB pamięci masowej SSD

Taka konfiguracja kosztuje 12899 PLN lub 13899 PLN, zależnie od wybranego procesora, a to „kupa siana”.

MacBook Pro 16″ (late 2019)

Ten komputer opisywaliśmy w zeszłym roku i prowadziłem też dziennik na jego temat. To obecnie najlepszy design w portfolio notebooków Apple’a i pomimo, że Core i9 lubi wkręcać się na obroty, to Core i7, którego miałem w testach, reaguje inaczej na gwałtowny wzrost obciążenia. Pomijając jednak tę kwestię, to najmocniejsza maszyna w ofercie, wyposażona w dyskretny układ graficzny, dzięki czemu ma o wiele większą moc w najbardziej wymagających zadaniach. No i wcale nie jest dużo droższa od 13-tki! Konfiguracja pode mnie to:

  • Intel Core i7 2,6 / 4,5 GHz 9. generacji
  • 16 GB pamięci DDR4 2666 MHz
  • AMD Radeon Pro 5300M z 4 GB pamięci GDDR6
  • 2 TB pamięci masowej SSD

13″ jest tzw. sweet spot dla moich potrzeb i 16-tka (…) jest po prostu za duża.

Taki zestaw kosztuje 14999 PLN, a więc tylko 2100 lub 1100 PLN drożej niż MacBook Pro 13″. Wielu z Was właśnie z tego powodu rozważa 16-tkę.

Uważam jednak, że to błędne podejście. W notebooku, rozmiar ma dla mnie największe znaczenie. 13″ jest tzw. sweet spot dla moich potrzeb i 16-tka, niezależnie od tego, o ile będzie mocniejsza, nie interesuje mnie, bo jest po prostu za duża.

Jeśli jednak korzystacie z MacBooka tylko i wyłącznie przy biurku i nie przemieszczacie się z nim nigdzie, to być może jest sens w kupnie 16-tki. Jest mocniejsza, ma dGPU, większy ekran, większy zapas mocy ze względu na wydajniejsze chłodzenie i więcej. Ale jest też większa, cięższa, wymaga większej torby, jest mniej poręczna i dzisiaj traktuję ten rozmiar jako komputer stacjonarny.

MacBook Air (early 2020)

O Airach już sporo pisałem w dziale o MacBooku Pro 13″, więc wspomnę tylko, że traktowałbym to jako komputer do pracy biurowej przede wszystkim. Praca w Adobe Premiere, Final Cut Pro X i podobnych narzędziach nie będzie niemożliwa, ale przyjemna też nie.

Podsumowanie

Teoretycznie najlepszym kompromisem cena vs. wydajność vs. możliwości vs. rozmiar to MacBook Pro 13″ (early 2020) z procesorami 8. generacji. Pomimo, że to starsze układy, to są tańsze, dzięki czemu sensowna konfiguracja jest niewiele droższa od Aira, a będzie oferowała większą wydajność i lepszy ekran.

Jednocześnie powinniśmy pamiętać o plotkach, że Apple w Q4 2020 lub Q1 2021 planuje wypuścić 14-calowego MacBooka Pro, być może również wyposażonego w ekran Mini LED. Ten termin jednak zbiega się z ich przewidywanym przejściem na procesory ARM, więc niewykluczone, że to ostatnia seria oparta o Intele. Dodatkowo, wiele się zmieniło ostatnio przez COVID-19, więc nie wiemy, jak to wpłynęło na plany firmy z Cupertino.

Pytań i niewiadomych jest wiele, ale mam nadzieję, że powyższe pomoże Wam podjąć decyzję zakupową. Dajcie znać jaką podjęliście w komentarzach.

25

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.