MacBook Air 13″ (late 2020) – Apple M1 vs. Intel i9-9900K w kompresji i dekompresji oraz kilka przemyśleń, w tym nt. baterii

18/11/2020, 17:16 · · · 32

Dzisiaj wykonałem jeszcze jeden ciekawy benchmark, a do walki ponownie stanął Apple M1 w MacBooku Air 13″ (late 2020) oraz Core i9-9900K w NLEstation 2020. Wynik delikatnie mnie zaskoczył…


Bardzo dziękuję Cortlandowi za dostarczenie do testów MacBooka Air, co umożliwiło mi dogłębne przetestowanie najnowszego modelu.


Prędkość SSD

Samsung 970 Evo Plus 1 TB na PCIe 3.0 po lewej vs. Apple M1 256 GB po prawej. W CrystalDiskMark pod Windows, 970-tka wyciągała odczyt wynoszący 3544 MBps i zapis na poziomie 3331 MBps.

Po pierwsze, chciałem tylko zwrócić uwagę na i przypomnieć, że porównanie w żadnym miejscu nie było sprawiedliwe. MacBook Air nie ma aktywnego chłodzenia, ma mniej RAM-u, wolniejszy SSD, teoretycznie mniej rdzeni, jest niżej taktowany i zużywa zdecydowanie mniej prądu. No i ma zintegrowane GPU, a nie dedykowane, chociaż to nie miało znaczenia w tym teście.

Metodologia

Pobrałem z Githuba kod WebKita, który zajmował 1,3 GB. Plik ZIP został rozpakowany w Finderze, a w drugim teście spakowany poprzez funkcję Compress / Kompresuj w menu kontekstowym Findera. Ten test nie będzie powtarzalny, gdyż repozytoruim będzie zmieniało swoją zawartość z czasem.

MacBook Air (late 2020) jest w specyfikacji z 256 GB SSD i 8 GB RAM, a jego Apple M1 ma 7-rdzeniowy GPU (droższy model ma GPU 8-rdzeniowe).

Aha – testy robione były na baterii, bo ładowarkę miałem zajętą.

Wyniki

WebKit-Master MacBook Air (late 2020)
Apple M1
256 GB SSD
NLEstation 2020
Core i9-9900K
970 Evo Plus 1 TB
Rozpakowywanie 53,26 s 70,66 s
Kompresowanie 115,16 s 140,98 s

Najwolniejszy Mac z Apple M1, czyli MacBook Air (late 2020), był o 25% szybszy od i9-9900K w rozpakowywaniu archiwum ZIP i o 19% szybszy w przypadku kompresowania rozpakowanych plików.


Komentarz, ponownie, chyba zbędny? Tak czy siak, jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem tego komputera. To pierwszy Mac od lat, który fascynuje mnie na nowo. Konfigurując go dzisiaj pod moje potrzeby, instalując również oprogramowanie, które uruchamiane było poprzez Rosettę 2, byłem po ogromnym wrażeniem tego, że nie zwolnił przy żadnym zadaniu, nie miał czkawek ani przycinek, pomimo że CPU przez większość czas był pełni obciążony. Obudowa też nie rozgrzewa się powyżej temperatury ciała, nie parzy i nie hałasuje. Wspominałem już, że nie zwalnia pod obciążeniem? Oraz że jest absolutnie cichy? Inni mówią, że Pro z M1, pomimo że ma wiatrak, również zachowuje ciszę, więc jeśli nie przeszkadza Wam TouchBar, to warto go rozważyć, głównie z tego powodu oraz przez nieznacznie jaśniejszy ekran (500 nitów w Pro vs. 400 nitów w Air; oba mają Display P3).

W zasadzie jedyna sytuacja, która mnie trochę zaskoczyła, był czas instalacji Affinity Photo z App Store. Właśnie sprawdziłem, że ten program waży 2,8 GB, ale mimo wszystko – mam 1 Gbps łącze, więc transfer szedł bardzo sprawnie, a robiłem dzisiaj przy okazji update macOS-a i tam 12 GB pobrało się błyskawicznie. Być może była jakaś czkawka z App Store i tutaj leżał problem, ale czuję się zobowiązany o tym napisać.

Big Sur, z każdym kolejnym dniem, nadal mnie nie zachwyca. Zawiera w sobie dziwne decyzje zespołu odpowiedzialnego za jego design, które musiał przecież zaakceptować Alan Dye i nie są to dobre decyzje. Okna dialogowe, wycentowane na ekranie, z wycentrowanym tekstem, które zawierają czasami błędy gramatyczne lub ortograficzne, zaczynają mnie przy okazji coraz bardziej wkurzać. To może ma sens, gdy jest dosłownie jedna linijka tekstu, ale przy dłuższych treściach wygląda to tragicznie. Nic jednak bardziej nie denerwuje jak powiadomienia oraz całkowicie spieprzony system interakcji z nimi, w tym szczególnie gdy chce się odpowiedzieć na SMS-a. Autentycznie szybciej jest teraz otworzyć Messages.app i odpisać tam.

Ale miałem o MacBooku Air i M1, a nie Big Sur… więc…

Chyba się popsuł.

Serio.

Odłączyłem go od prądu wczoraj wieczorem, po zakończeniu benchmarków, pół dnia dzisiaj spędziłem na jego konfigurowaniu i instalowaniu różnego oprogramowania, na synchronizacji iCloud Drive (bo zauważyłem, że był wyłączony domyślnie po zalogowaniu się do iClouda), na pisaniu oraz na benchmarkach, w tym jednym dosyć mocno go obciążającym, a stan baterii na godzinę 16:00 pokazywał…

86%.

Słownie.

Osiemdziesiąt sześć procent.

Osiem. Dziesiąt. Sześć. Procent.

O. Siem. Dzie. Siąt. Sze.. Ść! Pro. Cen. T!

Dam znać, jak go w końcu podłączę ponownie do ładowarki.

Może jutro.

Może za kilka dni…



32

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.