Absurdalnie drogie AirPods Max to celowy zabieg marketingowy Apple

09/12/2020, 11:14 · · · 9

AirPodsy stały się hitem, ponieważ były przełomowe. Małe, kieszonkowe słuchawki Apple, które zastąpiły kultowe białe słuchawki jeszcze z ery iPoda. W AirPods Max przełomu nie ma, nawet jeśli dźwięk z nich płynący będzie naprawdę świetny. Dlatego też wysoka cena stała się świetnym elementem PR-u i ogólnej promocji. Dodajmy do tego ograniczoną dystrybucję i mamy produkt, który chce się mieć.

W ostatnim miesiącu Apple wydało dwa skrajnie różne produkty audio – HomePod Mini oraz AirPods Max. Ten pierwszy jak pisze Krzysztof Kołacz jest wręcz za tani na swoją cenę. Natomiast AirPods Max są absurdalnie drogie – zarówno patrząc ogólnie, jak i zestawiając z większością konkurencyjnych słuchawek. Odnoszę wrażenie, że to jest bardzo przemyślana strategia Apple, którą już raz widzieliśmy w przypadku monitora Pro Display XDR i komputera Mac Pro.

Dlaczego HomePod Mini jest tani? Po pierwsze wcale nie jest tani w zestawieniu z konkurencyjnym Amazon Echo, czy Nest Audio, a tym bardziej ich mniejszymi wariantami Echo Dot i Nest Mini. Wciąż jednak jest to dość atrakcyjnie wyceniony głośnik WiFi. Atrakcyjna cena HomePoda Mini wynika z celów jakie Apple stawia przed tym urządzeniem. HomePod Mini ma poprawić pozycję Siri w świecie asystentów głosowych. Urządzenie ma też odgrywać czołową rolę w ramach inteligentnego domu opartego o HomeKit. W obu przypadkach Apple ma spore aspiracje, a dotychczas klienci często decydowali się na rozwiązania konkurencji, nawet korzystając z ekosystemu urządzeń Apple.

HomePod Mini ma być masowy i jak skończą się tylko problemy logistyczne takim będzie. Sam nie załapałem się na zamówienia w dniu premiery, ale planuje zamówić przynajmniej jeden głośnik po nowym roku. HomePod Mini już dał drugie życie dużemu HomePodowi, który przestał być wyprzedawany i zaczął trzymać cenę. Jest też spora szansa na to, że rodzina HomePodów będzie się rozrastać.

Słuchawki AirPods Max mogą się podobać lub nie. AirPods Max mogą też robić wrażenie swoimi właściwościami technicznymi. Obojętnie jak rewelacyjne będą dźwiękowo wciąż są słuchawkami nausznymi. Łatwość łączenia (w nausznych słuchawkach znamy ją z Beats), czy szybkie pauzowanie i odtwarzanie nie są tak znaczącą przewagą konkurencyjną jak w przypadku słuchawek dousznych AirPods i AirPods Pro. Klasyczne AirPodsy są iście magiczne – małe pchełki, które wyciągamy z kieszeni, wkładamy do ucha i już możemy wygodnie rozmawiać przez telefon, słuchać muzyki, a w razie czego skorzystać z Siri. AirPodsy przeniosły sposób korzystania z słuchawek na zupełnie nieznany dotychczas poziom. O ich sukcesie świadczy nie tylko sprzedaż, ale też grono naśladowców.

AirPods Max wchodzą na rynek pełen produktów w każdym niemal przedziale cenowym. Designerskie, modowe, fajnie grające słuchawki bezprzewodowe możemy mieć już za 600 złotych jak SUPREME ON od Teufel. Bose NC700 to wydatek 1300 zł, a QC35 można mieć jeszcze taniej. Owszem są droższe Bang & Olufsen H95 i parę innych słuchawek. Tylko, że to też produkty od kultowych marek audio. AirPods Max w przeciwieństwie do iPhone’a, iPada, Apple Watch, czy zwykłych AirPodsów nie zmieniają reguł gry, nie zmieniają rynku, nie zmieniają życia konsumentów. To po prostu kolejne słuchawki nauszne na rynku, choć pierwsze z logo Apple.

Ciężko było, aby Apple nas czymś zaskoczył w słuchawkach nausznych. Firma jednak najpewniej chce się pozbyć marki Beats. I zrobi to w ciągu kilku najbliższych lat (w 2024 roku minie 10 lat od zakupu i to jest najpewniej ostateczna data). Wkrótce zobaczymy pewnie AirPods Sport i może parę innych modeli. Na razie Apple prezentując pierwsze swoje nauszne słuchawki postawiło na wysoką jakość, ale przede wszystkim medialny szum.

AirPods Max będą lada moment w memach. O bardzo drogich słuchawkach Apple mówią wszyscy w świecie technologii, a przekaz ten będzie szedł dalej. Urządzenie jest charakterystyczne, więc użytkownicy będą zauważalni w miejscach publicznych. Do tego dochodzi jeszcze ograniczona podaż. W tej chwili zamówienia są przyjmowane na marzec. AirPods Max nie będą wielkim hitem sprzedażowym w skali Apple (choć z pewnością wiele firm chciałoby mieć ogólną sprzedaż na poziomie takim jak Apple będzie miało na AirPods Max). Będzie się jednak o nich mówiło, będą wzbudzały emocje etc.

Wiele działań marketingowych i PR-owych Apple jest kwestionowanych. Firmie w ostatnich latach często brakuje polotu, działa też w znacznie bardziej ograniczonym stopniu niż konkurencja. Wciąż jednak nie brakuje tu mistrzowskich zagrań i przemyślanych działań. Apple ma produkty masowe – iPhone’y, podstawowe MacBooki, iPady. Gdzie ceny nie są niskie, ale bronią się. Natomiast wygląda na to, że w produktach niszowych, mało oryginalnych firma gra absurdalną ceną, aby generować odpowiedni szum medialny.

Obok AirPods Max znajdziemy przynajmniej dwa takie produkty w ofercie Apple – kółka do Mac Pro oraz podstawka do monitora Pro Display XDR za 999 USD. Nikogo spoza wąskich branż filmowych i fotograficznych nie interesuje wysokiej klasy monitor. Dla reszty użytkowników taki sprzęt jest zbyteczny i wręcz nieosiągalny (a przynajmniej się nie kalkuluje). Gdyby taki monitor po prostu został zaprezentowany, echa po nim by większego nie było. Tymczasem droga podstawka wywołała odpowiedni szum.

Przy AirPods Max to się udaje i na pewno dla niektórych staną się obiektem pożądania. Na rynku mogą jedynie ośmielić innych producentów do podwyżek cen kolejnych słuchawek.



9

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko