Hikido – czyli sposób na integrację w firmie

10/09/2021, 10:52 · · · 2

Góry, wspinaczka, to świetne pomysły na integrację w firmie. Rozmawiamy o tym z Pawłem Tońskim, partnerem zarządzającym, odpowiedzialnym za zespół ds. podatków od nieruchomości w CRIDO.


Ten artykuł pochodzi z wydania specjalnego iMag Bike&Mountain 2/2021


Dominik Łada: Opowiedz nam o Hikido.

Paweł Toński: Masz jakieś konkretne pytania, czy mam ogólnie opowiedzieć o tej inicjatywie?

DŁ: Dobrze by było wytłumaczyć, co to jest Hikido, skąd się wzięło, dlaczego taka nazwa?

PT: Zaczęło się w 2017 roku. Monika Lewandowska, która jest u nas starszym menedżerem, rzuciła hasło, że w firmie sporo ludzi chodzi po górach i że fajnie by było zorganizować dla nich niezobowiązujący wyjazd integracyjny. To trochę pochodna pomysłu Michała Gwizdy, który już wcześniej organizował firmowe wyjazdy na narty, pod nazwą CRIDO Ski. Te wyjazdy cieszyły się dużym zainteresowaniem, ludzie je lubili, więc była duża szansa, że polubią również górskie wędrówki. Monika wiedziała, że ja też chodzę po górach, więc czuła, że łatwo zyska sprzymierzeńca. Sama podjęła się zadań organizacyjnych oraz planowania tras. Zasada była prosta: zrobić coś z ludźmi na bazie wspólnych pasji, niezobowiązująco, bez spinania się.

DŁ: Ile osób wzięło udział w tych wyjazdach?

PT: W pierwszym wyjeździe wzięło udział ponad 30 osób. W tamtym czasie w firmie było około 200 pracowników. W kolejnej edycji Hikido było to już około 60 osób, w tej chwili na wyjazd w Karkonosze zapisało się niemal 70 pracowników. To już prawdziwa banda! Jak wysiadasz z autokaru, po nocnej podróży, robi to naprawdę duże wrażanie. Potem się rozchodzimy i wrażenie tłumu trochę znika – góry są duże, a my nie chodzimy na wycieczki całą grupą, dzierżąc firmowe flagi. Ludzie organizują się w małych podgrupach i potem widzimy się to tu, to tam, siadamy gdzieś, rozmawiamy o tym, co kto robił. Oboje z Moniką uważamy, że chodzenie w góry to raczej indywidualne przeżycie, a nie autokarowa wycieczka krajoznawcza, chcemy też, żeby uczestnicy wyjazdów mogli poniekąd sami decydować o tym, jaką trasę wybiorą.

DŁ: Byliście tylko w Polsce czy wyjeżdżacie też za granicę?

PT: Za pierwszym razem pojechaliśmy w Bieszczady, bo to ukochane góry Moniki, więc czuła się tam komfortowo – zarówno pod względem organizacji, jak i wyboru tras, miejsc noclegowych, interesujących lokalizacji. Drugi wyjazd był w Tatry Niskie na Słowacji. Mieliśmy chodzić przez trzy dni, ale ze względu na warunki skończyło się na dwóch dniach – jednym w Niskich i jednym w Wysokich. Planując trasy, zazwyczaj nie wybieramy bardzo długich i trudnych szlaków, tak żeby nie przerazić początkujących czy mało doświadczonych w chodzeniu po górach osób. Żeby najlepiej wykorzystać czas, w góry podróżujemy nocą. Rano wysiadamy z autokaru i chodzimy po górach, potem nocleg, kolejny dzień wędrówki i następny nocleg. Trzeciego dnia idziemy w góry, zostawiamy kilka pokoi, żeby mieć, gdzie się odświeżyć po całym dniu, a wieczorem wsiadamy do autokaru i wracamy do domu. Wyjazdy są współfinansowane – część płaci CRIDO, resztę pracownicy. My dajemy jeden dzień wolny, pracownicy we własnym zakresie biorą drugi. Takie rozwiązanie pozwala zebrać grupę, która naprawdę jest zainteresowana chodzeniem po górach i sprawia im to wielką frajdę.

DŁ: Chodzicie po górach stacjonarnie czy przemieszczacie się z całym sprzętem?

PT: Nie, tacy hardcorowi to nie jesteśmy. Nie jest też łatwo zapewnić nocleg w jednym miejscu tak dużej grupie ludzi, ale się staramy. Przecież chodzi właśnie o to, żeby był element poznawania się i integracji. Zazwyczaj wyruszamy z bazy rano i wracamy wieczorem, czasami w miejscu zejścia z gór czeka na nas autokar, który zabiera nas do kolejnego punktu noclegowego. Oczywiście mamy „dzienne plecaki” na najpotrzebniejsze rzeczy, ale cała reszta zostaje w bazie stacjonarnej.

DŁ: A kto wybiera trasy?

PT: Trasy zazwyczaj proponuje Monika – wybiera trzy opcje, które nazywamy „zakapiory”, „zakapiorki” i „małe zakapiorki” – w zależności od długości i trudności. Ludzie zazwyczaj trzymają się ustalonych tras, ale w sensie formalno-prawnym to wyjazd prywatny, więc nikt nikogo nie pilnuje i nie sprawdza, czy idzie tą, czy tamtą drogą. Pierwszego dnia zazwyczaj chodzą wszyscy, drugiego dnia zdecydowana większość – około 80–90%, trzeciego dnia bywa różnie, nie ukrywam. Ale też pogoda ma znaczenie. Kiedy mieliśmy pełne trzy dni słońca, to w zasadzie chodzili wszyscy, poza piątką, która pojechała na szybowce. Na ostatnim wyjeździe, w Tatrach, przez dwa dni chodziła większość, trzeciego dnia była kiepska pogoda, więc w góry poszliśmy tylko w piątkę, a reszta na termy. Było zimno i pochmurnie, na górze zaczęło padać, więc nie było specjalnie sensu nalegać. Z reguły jest tak, że wybieramy popularne trasy. Część ludzi nigdy nie była w górach albo byli dziesięć lat temu na obozie szkolnym. To jest fajne, że mają szansę chodzić w miarę swoich możliwości.

DŁ: Czy to są zawsze ci sami ludzie, czy drużyna się zmienia?

PT: Monika i ja byliśmy na wszystkich i myślę, że takich osób, które zaliczyły wszystkie trzy wyjazdy, było kilkanaście. Na pewno ekipa trochę się zmienia, chociażby dlatego, że chętnych przybywa za każdym razem.

DŁ: Jak myślisz, czy takie wyjazdy są lepszą formą integracji niż standardowe firmowe spotkania? Niewiele firm preferuje Waszą formułę.

PT: Nie do końca. Są firmy, które również organizują takie wyjazdy, chociaż na tak dużą skalę jest ich stosunkowo mało. Trudno powiedzieć, czy to lepsza forma, bo nie wszyscy mogą lub chcą w nich uczestniczyć. Ludzie, którzy się na to decydują, są od strony integracji „losowi”, więc czasem mogą nie mieć bezpośrednich biznesowych potrzeb integracyjnych z pozostałymi. Ale jesteśmy tam razem, jedziemy w miejsca, do których ludzie chcą pojechać, a i integracja następuje samoistnie, nawet jeśli jest bardziej towarzyska a mniej biznesowa. Dla mnie jest to łączenie się w pasji. Zresztą z tą pasją to może trochę przesadzam, bo pewnie dla części to tylko przyjemne wydarzenie mające związek z firmą, która to wspiera, ale nie kładzie na nic nacisku. Nie ma przymusu uczestniczenia w aktywnościach czy podsumowujących prezentacji, które często towarzyszą typowym integracjom. Być może to nie jest lepszy sposób niż ogólnofirmowy wyjazd, bo wtedy są wszyscy, mają wspólne przeżycia i dzielą się nimi. Ale też nie jest tak, że Hikido zupełnie zastępuje tradycyjną integrację w naszej firmie.

DŁ: Ale tu na pewno jadą ludzie z chęcią, tak?

PT: Oczywiście. Tak jak wspomniałem wcześniej, firma, co prawda daje jeden dzień wolnego, ale drugi uczestnicy biorą sami, więc w wyjazd inwestują. To nie jest żaden obowiązek, bo trudno komuś w takiej sytuacji cokolwiek nakazywać. To jest po prostu jedna z fajnych rzeczy, które robimy w CRIDO. I cieszymy się, że ludzie, którzy z nami pracują, mają chęć dzielenia się z innymi swoimi pasjami i starają się, by wszyscy na tym korzystali. To bardzo miłe. W zasadzie, z racji tego, że to Monika wszystko organizuje, to ona powinna z Tobą na ten temat rozmawiać. Z pewnością byłaby w stanie powiedzieć dużo więcej i z szerszej perspektywy, bo ona właśnie wkłada w to najwięcej pasji i dzięki niej to się dzieje.

DŁ: Na koniec powiedz mi jeszcze, skąd wzięła się nazwa Hikido?

PT: Nazwę akurat wymyśliłem ja, ale to było bardzo intuicyjne – Hike i CRIDO, czyli po prostu Hikido. Ludziom czasem różnie się to kojarzy, niektórzy mylą Hikido z haiku albo z aikido, natomiast dla mnie to jest oczywiste – hike, czyli wędrówka z CRIDO.


Paweł Toński jest partnerem zarządzającym odpowiedzialnym za zespół ds. podatków od nieruchomości w CRIDO. Jest współzałożycielem i prezesem zarządu
Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych.



2

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, rowery, fotografia i dobra kuchnia. Redaktor naczelny iMagazine - @dominiklada