Dość terroru ekranów dotykowych. Szef Volkswagena przywraca przyciski i nazywa je „niepodlegającymi negocjacjom”
Przez ostatnią dekadę producenci samochodów na siłę wciskali nam ekrany dotykowe do obsługi absolutnie wszystkiego – od głośności radia po klimatyzację.
Klienci tego nienawidzili. Teraz szef Volkswagena, Thomas Schäfer, oficjalnie kończy z tym niebezpiecznym trendem, zapowiadając wielki powrót klasycznych przycisków i pokręteł.
Wielka fascynacja branży motoryzacyjnej pozbywaniem się fizycznych kontrolerów z desek rozdzielczych miała dwa źródła. Z jednej strony była to próba naśladowania designu w stylu „iPhona” i minimalistycznych kokpitów Tesli, a z drugiej – brutalne cięcie kosztów (produkcja jednego wielkiego ekranu jest tańsza niż montaż skomplikowanych przełączników). Efekt? Sfrustrowani kierowcy, którzy musieli odrywać wzrok od drogi, by „przeklikać” się przez trzy warstwy menu, byle tylko zmienić temperaturę nawiewu.
Thomas Schäfer, który przejął stery w Volkswagenie, stawia sprawę jasno. W wywiadzie dla Top Gear bezlitośnie rozprawił się ze współczesnym projektowaniem aut: „Posłuchajcie, dla mnie dwie rzeczy absolutnie nie podlegają negocjacjom: klamki w drzwiach i przyciski. Nie rozumiem, dlaczego ktokolwiek miałby chcieć używać dotykowych suwaków”.
Badania bezpieczeństwa potwierdzają to, co kierowcy czuli intuicyjnie. Testy przeprowadzone przez szwedzki magazyn Vi Bilägare w 2023 roku udowodniły, że wykonanie prostych czynności w starym Volvo bez ekranu dotykowego zajmowało kierowcy zaledwie 10 sekund. Zrobienie tego samego w nowoczesnym, „ekranowym” aucie pochłaniało nawet 45 sekund – a to przekłada się na setki metrów przejechanych niemal w ciemno.
Volkswagen nie jest sam. Do marek, które powoli wycofują się z całkowitej „ekranizacji” aut, dołączają m.in. Hyundai czy Subaru. Powrót fizycznych przycisków, łatwych do wyczucia pod palcem bez odrywania oczu od jezdni, to jeden z najlepszych technologicznych trendów, jakie mogły spotkać współczesną motoryzację.






