Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Przełom dla Tesli. Pełna samodzielna jazda oficjalnie wjeżdża do Europy

Przełom dla Tesli. Pełna samodzielna jazda oficjalnie wjeżdża do Europy

0
Dodane: 4 godziny temu

Elon Musk wreszcie dopiął swego na Starym Kontynencie. Ale jest haczyk: „pod nadzorem”.

System FSD (Full Self-Driving), wzbudzający od lat potężne emocje, otrzymał właśnie zielone światło od europejskich organów regulacyjnych. Na pierwszy ogień idzie Holandia, ale to z pewnością dopiero początek ofensywy marki. Warto jednak spojrzeć prawdzie w oczy – pomimo hucznej nazwy, maszyny amerykańskiego producenta wciąż potrzebują naszej nieustannej uwagi.

Informacja trafiła do nas prosto z europejskiej centrali marki. Tesla oficjalnie ogłosiła, że w ciągu najbliższych dni właściciele aut w Holandii otrzymają bezprzewodową aktualizację (OTA) odblokowującą długo wyczekiwaną opcję „Pełnej samodzielnej jazdy (pod nadzorem)”. To historyczny moment, bo do tej pory europejskie, niezwykle rygorystyczne przepisy skutecznie blokowały rozwój tego typu zaawansowanych asystentów, zmuszając producenta do bolesnych kompromisów.

Sztuczna inteligencja na asfalcie

Jak ten system działa w praktyce? Zamiast polegać na sztywno zaprogramowanych regułach (jak to ma miejsce w tradycyjnych systemach asystujących), Tesla w pełni stawia na sieci neuronowe uczone na podstawie realnych zachowań na drogach. To potężna sztuczna inteligencja, która analizuje obraz z zewnętrznych kamer w czasie rzeczywistym i bezpośrednio wydaje polecenia sterujące pojazdem – od czytania sygnalizacji świetlnej po omijanie pieszych.

Producent chwali się, że jego globalna flota przejechała w tym trybie już ponad 14 miliardów kilometrów, a samo FSD w Europie było rygorystycznie testowane na dystansie 1,6 miliona kilometrów. Według wewnętrznych danych marki, gdy system jest aktywny, ryzyko kolizji spada wręcz siedmiokrotnie.

Obietnice a twarda rzeczywistość

Tu jednak wkracza konieczność chłodnej, rynkowej analizy. Warto zwrócić uwagę na zmyślny dopisek „pod nadzorem”, który musi towarzyszyć nazwie systemu. Z prawnego i technicznego punktu widzenia to wciąż system drugiego poziomu autonomii. Kierowca absolutnie nie może uciąć sobie drzemki ani odpisać na maila – musi cały czas trzymać rękę na pulsie i być gotowym do natychmiastowego przejęcia sterów. Zręczna, marketingowa nazwa sugeruje pełną niezależność maszyny, ale w rzeczywistości odpowiedzialność za ewentualny błąd algorytmu wciąż spoczywa wyłącznie na osobie siedzącej w fotelu kierowcy, który – co zrozumiałe – nie może pozostać pusty.

Holandia to pierwszy, ale na pewno nie ostatni przystanek. Producent prowadził już jazdy demonstracyjne w dziesięciu innych państwach Europy (w tym u naszych zachodnich i południowych sąsiadów) i intensywnie negocjuje z kolejnymi regulatorami w Unii Europejskiej. Kiedy system trafi na polskie drogi? Tego oficjalnie jeszcze nie wiemy. Dla osób zainteresowanych wejściem w ten technologiczny ekosystem warto przypomnieć, że najtańszy Model 3 startuje obecnie w polskim konfiguratorze z poziomu 174 990 zł, a niezwykle popularny Model Y to wydatek 184 990 zł. Odblokowanie pełni możliwości wirtualnego asystenta z pewnością będzie wymagało dopłaty kolejnych, niemałych kwot.

Rodzinna Tesla Model Y na sterydach. Wersja 7-osobowa oficjalnie wjeżdża do Polski

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .