AI potrafi kraść… odciski palców ze zdjęć
Uwierzytelnianie biometryczne za pomocą linii papilarnych to dziś standard, który zabezpiecza nasze smartfony, laptopy i aplikacje bankowe.
Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa ostrzegają jednak, że rosnąca jakość aparatów w telefonach w połączeniu z narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji otwiera przed hakerami zupełnie nową drogę ataku. Wystarczy zwykłe selfie zrobione z odległości półtora metra.
Ostre obiektywy i cyfrowe wyostrzanie
Temat powrócił w tym tygodniu za sprawą raportów z Chin, które wywołały burzę w tamtejszych mediach społecznościowych. Według lokalnych ekspertów, współczesne smartfony oferują na tyle wysoką rozdzielczość, że zdjęcia dłoni skierowanych wewnętrzną stroną do obiektywu (np. podczas pokazywania popularnego w Azji gestu „V” lub znaku pokoju) rejestrują wystarczająco dużo detali, by zrekonstruować układ linii papilarnych.
Ekspert finansowy Li Chang ostrzega, że choć same zdjęcia prosto z aparatu mogą być niedoskonałe ze względu na rozmycie w ruchu czy słabe oświetlenie, do gry wkracza dziś sztuczna inteligencja. Nowoczesne programy graficzne i algorytmy AI potrafią bezbłędnie wyostrzyć i zrekonstruować grzbiety linii papilarnych ukryte w pikselach.
Bariera wejścia spada
Sama koncepcja kradzieży odcisków palców ze zdjęć nie jest nowa. Już w 2014 roku Jan Krissler z Chaos Computer Club udowodnił, że jest to możliwe, odtwarzając odciski palców ówczesnej niemieckiej minister obrony na podstawie publicznie dostępnych fotografii jej dłoni. Wtedy jednak proces ten wymagał specyficznych, kontrolowanych warunków, profesjonalnych zdjęć i zaawansowanych technik obróbki.
Dziś sytuacja wygląda inaczej. W 2021 roku badacze z Kraken Security Labs pokazali, że do stworzenia działającego „fałszywego palca” wystarczy zdjęcie dłoni, program Photoshop, zwykła drukarka laserowa i klej do drewna. Wraz z postępem w dziedzinie fotografii obliczeniowej w smartfonach (automatyczne wyostrzanie, redukcja szumów), zdobycie materiału źródłowego stało się banalnie proste.
Pomimo tych narastających zagrożeń, producenci elektroniki nie zamierzają rezygnować ze skanerów linii papilarnych. Powód jest prozaiczny: wygoda. Biometria to wygodniejsze logowanie w porównaniu do tradycyjnych haseł, jednocześnie wciąż oferuje wystarczającą ochronę przed „zwykłymi” kradzieżami i nieautoryzowanym dostępem osób z naszego bezpośredniego otoczenia.
Inwazja na prywatność w oprawkach Ray-Ban. Meta ignoruje rosnący gniew społeczny






