Google Pixel 11 Pro XL i Pixel Watch 5: recenzja duetu, który kusi sztuczną inteligencją (i skrywa kilka haczyków)
Redakcyjna sztafeta trwa w najlepsze. Niedawno Wojtek dzielił się z wami pierwszymi wrażeniami z nowości Google w swoim materiale wideo, a teraz topowy smartfon Google Pixel 11 Pro XL oraz zegarek Pixel Watch 5 wylądowały na moim biurku.
Wojtek trafnie moim zdaniem wypunktował kilka kluczowych kwestii, ale ponieważ z technologiami obcuję zawodowo od 30 lat, postanowiłem spojrzeć na ten duet nieco głębiej. Skonfrontowałem moje obserwacje z jego spostrzeżeniami, testując sprzęt tak, jak po prostu codziennie korzystamy z tego typu urządzeń.
Sprzętowy „RAM-agedon”
Zacznijmy od tego, co widać gołym okiem. Pierwsze wrażenie jest dla mnie bardzo ważne i tutaj Google nie zawodzi. Odczucia po pierwszym wzięciu w dłoń nowych Pixeli to bardzo pozytywne doświadczenie. Sprzęt jest wykonany bardzo dobrze. Gdy zagłębimy się w detale, warto odnotować, że Google przeprojektowało wyspę aparatów, która teraz zyskała szkło chroniące obiektywy poprowadzone od brzegu do brzegu. Zniknął też czujnik temperatury. Wojtek w swoim wideo zachwycał się nowymi wariantami kolorystycznymi, zwłaszcza łososiowym modelem Canyon ze złotą ramką oraz matowym wariantem Obsidian. Pełna zgoda – nowe wykończenie Soft Touch Matte wygląda obłędnie. Mnie osobiście do gustu przypadł otrzymany przez nas do testów jasnoszary Fog z delikatnym niebieskawym połyskiem.
Zanim jednak pobiegniecie do sklepu, muszę was ostrzec przed pułapką (Wojtek też ją wyłapał). W ubiegłym roku każda wersja Pro miała 16 GB RAM. W przypadku Pixela 11 Pro XL (podobnie jak mniejszego Pro), wersja bazowa o pojemności 256 GB ma „tylko” 12 GB RAM-u. Aby cieszyć się pełnymi 16 GB, musicie sięgnąć głębiej do portfela i wybrać wersję 512 GB lub 1 TB. Dla kogoś, kto oczekuje bezkompromisowej wydajności, to spory cios.
HiLight – zbędny gadżet czy genialny detal?
Z miejsca, w którym znajdował się czujnik temperatury, teraz zerka na nas HiLight – świetlny pierścień LED otaczający lampę błyskową. Wojtek kręcił na niego nosem, słusznie zauważając, że w dzisiejszych czasach rzadko kto kładzie telefon ekranem do dołu. Dioda służy obecnie tylko do sygnalizowania „myślenia” asystenta Gemini oraz powiadomień o połączeniach (działa z WhatsAppem i standardową aplikacją telefonu).
Przyznam jednak, że w moim przypadku ten detal okazał się niezwykle przydatny. Kiedy pracuję nad tekstem i potrzebuję maksymalnego skupienia, często odkładam telefon właśnie pleckami do góry, dźwięki mam wyciszone zawsze (o połączeniach i powiadomieniach powiadamia mnie smartwatch). Przypisałem konkretny, pulsujący kolor HiLight wyłącznie do połączeń od najbliższej mi osoby. Dzięki temu kątem oka widzę, kiedy sprawa jest pilna, nie rozpraszając się każdym wibrującym powiadomieniem. To drobnostka, ale mocno ułatwia mi życie podczas pracy wymagającej skupienia.
Ekran i aparat – zoom 120x, na który trzeba chwilę poczekać
Wyświetlacz Super Actua to absolutna ekstraklasa. Ma zmienne odświeżanie 1-120 Hz, chroni go szkło Gorilla Glass Victus 2, a jego jasność szczytowa sięga potężnych 3600 nitów. Treść na 6,8-calowym ekranie modelu XL pozostaje doskonale czytelna nawet w jaskrawym wciąż jeszcze letnim słońcu.
W kwestii fotografii, poza ulepszonymi matrycami (w tym nowym teleobiektywem 48 MP, który zbiera o 30% więcej światła), Google kusi Pro Zoomem o powiększeniu aż 120x. Nie jest to oczywiście optyka, lecz magia algorytmów AI przetwarzanych w całości na urządzeniu. Ciekawostka: po pierwszym uruchomieniu i wejściu w aparat, maksymalny dostępny zoom wynosił u mnie 30x. Aby dobić do 120x, musiałem poczekać, aż smartfon w tle pobierze ważącą ponad gigabajt paczkę z odpowiednim modelem sztucznej inteligencji. Proces na szczęście dzieje się automatycznie (wymaga jedynie zatwierdzenia przez użytkownika, stosowny komunikat pojawia się na ekranie w momencie chęci skorzystania z większego zoomu niż 30x), ale warto o tym wiedzieć, by nie czuć się zawiedzionym tuż po wyjęciu sprzętu z pudełka.4
Sztuczna inteligencja w praktyce: Rambler i Live Translate
Oprogramowanie to najjaśniejszy punkt nowych Pixeli, choć nie obyło się bez regionalnych blokad (niestety). W Polsce (i całej UE) nie uświadczymy na ten moment funkcji Proactive Assistance, która analizuje kontekst na ekranie. Co do funkcji Tłumaczenia na żywo (Live Translate), początkowo myślałem, że obejdziemy się smakiem całkowicie, bo algorytmiczny dubbing audio w języku polskim po prostu nie istnieje (funkcjonuje m.in. z niemieckiego na angielski, co pokazał Wojtek na filmie). Jednak tu mój redakcyjny kolega miał rację – polskie napisy (captions) generowane lokalnie na żywo z obcojęzycznych filmów, nawet gdy jesteśmy offline w samolocie, działały w moich testach dobrze. To w całości AI działająca lokalnie, tryb samolotowy jej nie przeszkadza.
Z kolei Rambler, wbudowany w klawiaturę Gboard, to absolutny hit. Wojtek nazwał go swoją ulubioną funkcją i ja myślę podobnie. Technologicznie Rambler korzysta obecnie z najnowszego modelu Gemini Transcribe (jego najnowszą wersję oznaczoną numerem 3.5 opisywaliśmy w naszym portalu). Jeżeli chodzi o działanie tego rozwiązania w pełni zgadzam się z Wojtkiem, to game changer. Z racji wykonywanego zawodu, mnóstwo notatek i wiadomości po prostu dyktuję, szczególnie przydaje się to np. podczas testowania aut, gdyż Rambler umożliwił mi dyktowanie wrażeń na gorąco, bez odrywania rąk na kierownicy. Opisywany mechanizm w czasie rzeczywistym słucha mojego polskiego potoku słów, wycina wszelkie zająknięcia („eee”, „yyy”), formatuje lity tekst na czytelne punkty i wyrzuca słowa, z których w trakcie mówienia zrezygnowałem. To technologia, która percepcyjnie (przynajmniej dopóki się nie przyzwyczaję) wygląda jak magia. Na dodatek to magia, która realnie oszczędza mi mnóstwo czasu i była głównym powodem, dla którego przesiadłem się chwilowo z iPhone’a 17 właśnie na Google Pixela 11 Pro XL. A skoro o przesiadce mowa, to też mam kilka przemyśleń.
Przesiadka i ekosystem – jak Android dogaduje się z iOS?
Jak już wspomniałem, na testowanego Pixela przesiadałem się bezpośrednio z iPhone’a 17. Migracja danych poszła gładko, łącznie z hasłami i poświadczeniami. Sprawdziłem też nową kompatybilność usługi Quick Share z apple’owskim AirDropem. Cóż, funkcja działa, ale żeby iPhone mógł odebrać plik od Pixela, użytkownik sprzętu z nadgryzionym jabłkiem musi najpierw ręcznie włączyć w ustawieniach AirDrop opcję widoczności „Dla wszystkich przez 10 minut”. Bez tego ikonka smartfona od Apple po prostu się nie pojawi na ekranie udostępniania w Pixelu.
Warto też odnotować, że kupując modele z serii Pixel 11 Pro, otrzymujemy darmowy dostęp na 6 miesięcy do subskrypcji Google AI Pro (co daje wyższe limity Gemini i aż 5 TB w chmurze). Uważajcie tylko przy jej aktywacji – jeśli korzystaliście już z wcześniejszego darmowego dostępu z innego źródła, lepiej poczekajcie do jego zakończenia, w przeciwnym razie nowy bonus może „nadpisać” stary okres. Niestety, okresy „promocyjne” się nie kumulują. Jeszcze raz podkreślę: jeżeli macie już aktywną subskrypcję Google AI Pro, to nie aktywujcie półrocznego okresu z Pixela 11 Pro XL, lecz poczekajcie i zróbcie to tuż przed końcem bieżącej subskrypcji. Sprawdźcie też, do kiedy w ogóle możecie aktywować bonus Google AI Pro z Pixelem, bo czekanie zbyt długo może mieć tę wadę, że ów bonus przepadnie. Stosowny komunikat wyświetlający się na Pixelu zawiera tę informację.
Bateria Pixela 11 Pro XL? Tu nie będę udawał, że zrobiłem test laboratoryjny. Przy moim sposobie korzystania z telefonu trudno byłoby zresztą wyciągnąć z niego szczególnie miarodajne wnioski – kiedy pracuję przy komputerze, smartfon niemal odruchowo odkładam na tackę indukcyjną. W efekcie przez cały okres testów ani razu nie doprowadziłem Pixela 11 Pro XL do rozładowania. Mogę więc powiedzieć tylko tyle: w moim codziennym użytkowaniu problem baterii po prostu nie wystąpił. Jeśli potrzebujecie szczegółowych wyników czasu pracy na jednym ładowaniu, tego testu tutaj nie znajdziecie – nie chcę udawać precyzji, której nie mam.
Natomiast producent deklaruje czas pracy testowanego modelu na jednym ładowaniu na 30 godzin (o 6 godzin więcej niż w przypadku Pixela 10 Pro XL). Co ciekawe bateria nowszego urządzenia jest minimalnie mniej pojemna niż w poprzedniku (5115 mAh vs 5200 mAh), ale lepszy rezultat jest ponoć wynikiem sprawniejszych algorytmów adaptacji energetycznej i chipu Tensor G6. W praktyce mierzenie po jakim czasie smartfon się rozładuje jest dla mnie nonsensem z dwóch powodów. Po pierwsze scenariusz użytkowania sprzętu jest w każdym przypadku nieco inny (każdy z nas ma inne życie, potrzeby, zadania), po drugie, w dobie wszechobecnych powerbanków logiczne, że gdy wybieram się w głuszę, biorę taki sprzęt, niezależnie od tego jakim smartfonem aktualnie dysponuję.
Natomiast o jednej obserwacji muszę Wam napisać. Pixel 11 Pro XL posadowiony na magnetycznej ładowarce indukcyjnej zauważalnie się grzeje nawet „nic nie robiąc”. Różnica jest wyraźna w porównaniu do iPhone’a 17 korzystającego z tej samej tacki (ZENS Magnetic Nighstand Charger). Nie to, że smartfon parzy, ale jest wyczuwalnie ciepły. Ładowarki Pixelsnap nie otrzymaliśmy, więc trudno mi się wypowiedzieć, czy w takim przypadku byłoby inaczej.
Zegarek Pixel Watch 5: dyskretny asystent snu i poranków
Na oddzielny akapit zasługuje nowy smartwatch Google. Gesty jednoręczne działają tu świetnie – przewijanie raportów zdrowotnych podwójnym uszczypnięciem (zetknięciem palca wskazującego i kciuka) czy zamykanie powiadomień obrotem nadgarstka jest bardzo responsywne. Wywoływanie asystenta ulepszono funkcją „Unieś i mów” – nie muszę już krzyczeć „Hej Google”, wystarczy, że przybliżę zegarek do ust, poczekam na świetlny wskaźnik na tarczy i zadam pytanie. Dźwięk głośniczka jest przy tym zaskakująco klarowny.
Świetnym gadżetem są generatywne tarcze zegarka tworzone przez AI – poprosiłem o tarczę przypominającą kokpit Apollo 11 i efekt był super. Niestety, AI nie radzi sobie z generowaniem klasycznych tarcz analogowych – w tej kwestii miłośnicy tradycyjnego designu mogą czuć niedosyt.
Zegarek błyszczy jednak w nocy (w przenośni, bo ekran oczywiście gaśnie). System precyzyjniej (niż w starszych modelach) monitoruje fazy snu (dokładność wzrosła o 15%) i oferuje genialną funkcję automatycznego pauzowania multimediów, gdy tylko wykryje, że odpłynęliśmy w objęcia Morfeusza. Jednak moim faworytem jest Inteligentne wybudzanie (Smart Wake). Budzik ustawiony na 5:00 rano uaktywnia się w 30-minutowym oknie poprzedzającym tę godzinę, czekając na moment, gdy znajdziemy się w fazie lekkiego snu. Subtelne, narastające wibracje na nadgarstku budzą mnie rześkiego, a nie wyrywają z fazy snu głębokiego, kiedy w rzeczywistość wchodzimy w „trybie zombie”.
Niestety, nie wszystko dało się sprawdzić
Google ogłosiło sporo ciekawych funkcji przy okazji wprowadzenia zegarka Pixel Watch 5. Niestety, moja radość z testów okazała się przedwczesna, bo Google wciąż każe nam na część tych nowości poczekać – i to na różnych warunkach.
Biorąc pod uwagę cenę urządzenia (od 1799 zł), przed zakupem musicie wiedzieć, za co płacicie i kiedy faktycznie będziecie mogli z tego skorzystać.
Asystent na jesiennym etacie
Część z rewelacyjnie zapowiadających się rozwiązań z obszaru Health Guardian wpadnie do nas dopiero z jesiennymi aktualizacjami. Mowa tu przede wszystkim o Trendach Ciśnienia Krwi (Blood Pressure Trends). Wyobraźcie sobie funkcję, która poprzez mikropomiary ze smartwatcha wyłapuje niewidoczne gołym okiem wzorce waszego tętna, ostrzegając o przeciążeniu układu krążenia. Ma to działać jak miesięczny raport, który sugeruje, by zwolnić tempo lub odwiedzić lekarza. Brzmi świetnie, ale zadebiutuje dopiero po wrześniu 2026 r.
Podobnie sprawa wygląda z funkcją Insulin Resistance Trends (Trendy Insulinooporności). Oczywiście zegarek nie nakłuje wam żyły, ale za to w sprytny sposób połączy dane ze snu, stresu i aktywności z szerszą analityką, by ostrzec o potencjalnych zawirowaniach metabolicznych i trudnościach z zarządzaniem energią przez organizm. Tu również Google informuje: „Coming September 2026”. Szkoda, że w recenzenckich egzemplarzach przedpremierowych tych funkcji nie udało się sprawdzić w akcji. Ale jest jeszcze jeden problem.
Bariera legislacyjna, czyli czego nie dostaniemy wcale (na ten moment)
Prawdziwy zgrzyt pojawia się przy funkcji, która potencjalnie może ratować życie: Breathing Emergency Detection (Wykrywanie Zatrzymania Oddechu). Według Google algorytm ma reagować na drastyczny, powtarzający się spadek natlenienia krwi, który może towarzyszyć m.in. zadławieniu czy ciężkim zaburzeniom oddychania. W skrajnych sytuacjach, po wykryciu braku reakcji użytkownika, urządzenie ponoć zadzwoni pod numer ratunkowy i udostępni lokalizację zaufanym kontaktom.
Niestety, w materiałach recenzenckich Google wyraźnie wskazało: „Dostępne w momencie premiery tylko w wybranych krajach Unii Europejskiej (i Polski na tej liście wybrańców nie ma).
Pixel Watch 5 to bardzo dobry smartwatch. I to właściwe słowo, bo zapewnia szeroką funkcjonalność (powiadomienia, synchronizacja, płatności, etc.) zatem znacznie wykracza poza „zegarek będący de facto opaską fitness”, jednak na ten moment płacimy poniekąd „awansem” za część najbardziej innowacyjnych funkcji zdrowotnych. O ile wrześniowa aktualizacja ciśnienia i insulinooporności to pewnik (pytanie tylko, jak rzetelnie te dane będą interpretowane), o tyle na inteligentne wezwanie pomocy w przypadku np. zadławienia musimy zaczekać na oficjalne błogosławieństwo odpowiednich instytucji. Będę trzymał rękę na pulsie i z pewnością wrócę do tematu, gdy funkcje zostaną oficjalnie odblokowane nad Wisłą.
Podsumowanie i ceny
Google przygotowało w tym roku mocny zestaw, który nadrabia oprogramowaniem i sprytnymi funkcjami sztucznej inteligencji działającej na urządzeniu. Czy warto sięgnąć po te nowości? Tak, ale tylko w sytuacji, gdy pogodzicie się z brakiem niektórych funkcji AI na naszym rynku oraz zwrócicie uwagę na wersję pamięciową przy zakupie telefonu. Jeżeli nie jesteście gamerami i nie potrzebujecie absolutnie topowej mocy na urządzeniu mobilnym, za to cenicie spójne doświadczenie w ekosystemie Google’a, wówczas rzecz jest warta rozważenia i mówię tu o testowanym komplecie: smartfon Google’a + zegarek. Jeszcze jedna ważna rzecz: jeżeli posiadacie Pixela 10, absolutnie nie widzę sensu przesiadki na 11-stkę. No chyba, że macie taki kaprys i za dużo pieniędzy. Nowości software’owe (jak wspomniany Rambler) trafiają także do wcześniejszych generacji smartfonów Google’a, więc to pokazuje, że skok o jedną generację to kaprys, a nie działanie wynikające z racjonalnej chęci podniesienia użyteczności.
Ceny startują od 4349 zł za podstawowego Pixela 11 (256 GB). Mniejszy model Pixel 11 Pro 256 GB to koszt 5199 zł, natomiast testowany przeze mnie kolos, Pixel 11 Pro XL 512 GB, uszczupli konto o 6699 zł (wersja 1TB to wydatek 7849 zł). Zegarek Pixel Watch 5 wyceniono na kwoty od 1799 zł (wersja 41 mm) i 1949 zł (wersja 45 mm).















