Nowa Toyota Land Cruiser tanieje nawet o 33 tys. zł. Sprytny zabieg z 48V i kultowe światła w standardzie
Kupienie prawdziwej, bezkompromisowej terenówki na ramie w erze wszechobecnych crossoverów graniczy dziś z cudem. Nowa Toyota Land Cruiser z 205-konnym dieslem właśnie staniała w polskich salonach nawet o 32 800 zł.
Za odczuwalną obniżką stoi nie tylko rynkowa kalkulacja producenta, ale przede wszystkim sprytny manewr inżynieryjno-podatkowy z 48-woltową instalacją, na którym zyskują obie strony.
Ekobonus, czyli jak legalnie ściąć akcyzę o połowę
Oficjalny komunikat mówi o „Ekobonusie 7,3%”. Skąd wziął się ten rabat w przypadku ważącego ponad dwie tony kolosa z silnikiem 2.8 D-4D, który według danych katalogowych zużywa ponad 10 litrów oleju napędowego na setkę? Odpowiedź kryje się w konstrukcji polskich przepisów podatkowych.
Standardowa stawka akcyzy na auta spalinowe z jednostkami powyżej dwóch litrów pojemności wynosi zaporowe 18,6%. Dodanie do klasycznego diesla 48-woltowego układu mild-hybrid pozwala formalnie zakwalifikować pojazd jako hybrydę, co automatycznie ścina stawkę akcyzy o połowę – do 9,3%. Toyota wykorzystała ten mechanizm, a zaoszczędzonymi na podatku pieniędzmi podzieliła się z kupującymi. To podręcznikowy układ win-win: importer zachowuje marżę i napędza sprzedaż, a klient zostawia w kieszeni ponad 30 tysięcy złotych, które może od razu przeznaczyć na ubezpieczenie czy wyprawowy szpej.
Invincible kontra Executive: wybór jest prostszy, niż myślisz
Cennik po rabatach otwiera kwota 379 100 zł za odmianę Invincible i to właśnie ona jest najciekawszym punktem nowej oferty. Z zewnątrz debiutują w niej kultowe, okrągłe reflektory LED nawiązujące bezpośrednio do klasycznego FJ40. Do tej pory ten retro-front był zarezerwowany wyłącznie dla błyskawicznie wyprzedanej, limitowanej serii First Edition, za którą na rynku wtórnym żądano astronomicznych kwot.
Toyota Land Cruiser: legenda zbudowana na kompromisach [galeria]
Co istotne, Invincible to wersja skonfigurowana pod realną jazdę poza asfaltem. Zamiast podatnych na uszkodzenia wielkich felg otrzymujemy 18-calowe koła z oponami o wysokim profilu, mechaniczną blokadę tylnego dyferencjału oraz system rozłączania przedniego stabilizatora (SDM), który pozwala uzyskać potężny wykrzyż osi w koleinach i na kamieniach.
Droższa odmiana Executive (od 417 100 zł) to z kolei ukłon w stronę miłośników bardziej bulwarowego komfortu, choć przypominam: to wciąż pojazd na ramie, a nie z nadwoziem samonośnym. Na pokład trafiają 20-calowe obręcze, 14-głośnikowy zestaw audio JBL, wyświetlacz HUD oraz skórzana tapicerka z wentylacją foteli. Warto jednak pamiętać, że w tej wersji sztywną blokadę tylnego dyferencjału zastąpiono samoblokującym mechanizmem Torsen LSD. Na mokrym asfalcie poprawi on precyzję prowadzenia, ale w głębokim błocie nie zapewni tak bezwzględnego spięcia kół, jak rozwiązanie z tańszego wariantu.
Klasyczne rzemiosło w nowoczesnym wydaniu
Niezależnie od wersji, Land Cruiser 250 pozostaje wierny sprawdzonym fundamentom. Nadwozie spoczywa na sztywnej ramie (platforma GA-F), a napęd na cztery koła jest stały, wspierany przez centralny mechanizm różnicowy z blokadą oraz reduktor.
Wspomagany instalacją 48V diesel 2.8 D-4D generuje 205 KM oraz 500 Nm momentu obrotowego, współpracując z 8-stopniowym automatem. Zdolności terenowe uzupełnia głębokość brodzenia sięgająca 700 mm, prześwit przekraczający 205 mm oraz możliwość ciągnięcia przyczepy z hamulcem o masie do 3500 kg. W świecie, w którym kolejne terenowe legendy zamieniają się w ugrzecznione bulwarówki, Land Cruiser wciąż pozostaje pancernym narzędziem do ciężkich zadań – a dzięki podatkowemu zabiegowi stał się zauważalnie bardziej dostępny.











