Załamanie prądów atlantyckich. Czy punkt bez powrotu został już przekroczony?
Zmiany klimatyczne mogą uderzyć w nasz kontynent szybciej i w nieco inny sposób, niż powszechnie zakładano.
Najnowsze symulacje przeprowadzone przez naukowców z brytyjskiego Open University sugerują, że badacze nie wykluczają, iż punkt bez powrotu dla kluczowych prądów oceanicznych (AMOC) mógł już zostać przekroczony. Nawet przy natychmiastowym wstrzymaniu emisji gazów cieplarnianych, istnieje istotne ryzyko wejścia w fazę nieodwracalnego załamania tego systemu.
Dla mieszkańców Europy nie oznacza to nagłej epoki lodowcowej, ale głęboką destabilizację dotychczasowych warunków pogodowych. To jasny sygnał, że problem przestał być wyłącznie domeną teoretycznych modeli, a stał się kwestią pilnego zarządzania globalnym ryzykiem.
Matematyka ryzyka klimatycznego
Zespół pod kierownictwem Philipa Holdena podjął się skwantyfikowania tzw. zobowiązania do kolapsu. Zamiast szukać dokładnej daty zatrzymania cyrkulacji, zbadano prawdopodobieństwo, że proces ten jest już nie do zatrzymania. Analiza 21 trzystuletnich symulacji wskazuje, że pomiędzy momentem przekroczenia punktu krytycznego a faktycznym uderzeniem zmian mija średnio 84 lata.
Przyjmując skrajnie ostrożny scenariusz szybkiej redukcji emisji i umiarkowanego topnienia Grenlandii, ryzyko nieuchronnego załamania wynosi 10 procent. Jeżeli jednak uwzględnimy wyższe, projektowane w literaturze wartości utraty lądolodu, prawdopodobieństwo to skacze do 23 procent. Z kolei przy drastycznym opóźnieniu zeroemisyjności do 2100 roku, ryzyko rośnie do alarmujących 80 procent.
Dlaczego atlantycka pompa gęstościowa słabnie?
Mechanizm działania cyrkulacji AMOC (Atlantycka Południkowa Cyrkulacja Wymienna) opiera się na prostych prawach fizyki. Ciepła i słona woda płynie na północ, gdzie oddaje ciepło atmosferze, staje się gęstsza, opada na dno i wraca w głębinach na południe. Niestety, ogromne masy słodkiej wody z topniejącej Grenlandii rozcieńczają ocean, obniżając gęstość wody i skutecznie dławiąc ten napęd.
Część oceanografów już teraz notuje sygnały osłabienia prądów, w tym chłodną anomalię na północ od Wysp Brytyjskich. Warto jednak zaznaczyć, że w świecie nauki wciąż trwa intensywna debata dotycząca tempa tych zmian i tego, czy obecne spowolnienie faktycznie zwiastuje bezpośrednie zbliżenie się do punktu krytycznego.
Oziębienie w Europie, wrzątek na równiku
Wiele osób błędnie utożsamia kolaps AMOC z całkowitym zanikiem Golfsztromu lub nadejściem syberyjskich zim. Prąd Zatokowy przetrwa, ponieważ napędza go głównie wiatr i ruch obrotowy Ziemi. Ewentualne załamanie przyniesie jednak wyraźne ochłodzenie północno-zachodniej Europy względem scenariuszy bez kolapsu.
Błędem jest również nadzieja, że uratuje nas to przed globalnym ociepleniem. Energia cieplna po prostu zmieni adres. Podczas gdy nasz region straci swój termiczny bufor, reszta planety nadal będzie się nagrzewać wskutek emisji gazów cieplarnianych, co doprowadzi do ekstremalnej destabilizacji pogodowej w pasie równikowym.
Infrastruktura krytyczna Ziemi pod lupą
Należy pamiętać, że praca brytyjskich naukowców ma obecnie status preprintu (nie przeszła jeszcze niezależnej recenzji), a zastosowany model korzysta z siatki o relatywnie niskiej rozdzielczości, co może wpływać na czułość szacunków.
Mimo to, badacze proponują niezwykle trzeźwe podejście do problemu. Zwracają uwagę, że nawet 10 procent to poziom ryzyka systemowego, jakiego nie zaakceptowalibyśmy przy żadnej infrastrukturze krytycznej – takiej jak elektrownie czy zapory wodne. Ziemia to nasz najważniejszy system nośny, a ignorowanie ostrzeżeń o jego słabnących zabezpieczeniach to po prostu zła matematyka.
Bill Gates wskazuje najlepszą broń w walce z klimatem. Kluczem jest jeden wskaźnik






