Mastodon
Zdjęcie okładkowe wpisu Magia ChatGPT to iluzja. OpenAI zwalnia pracowników za używanie… sztucznej inteligencji

Magia ChatGPT to iluzja. OpenAI zwalnia pracowników za używanie… sztucznej inteligencji

0
Dodane: 17 godzin temu

Dolina Krzemowa od miesięcy wmawia nam, że sztuczna inteligencja zautomatyzuje każdą nudną i powtarzalną pracę.

Problem w tym, że w tę obietnicę uwierzyli również tysiące nisko opłacanych podwykonawców, którzy na zlecenie OpenAI ręcznie trenują algorytmy. Kiedy zaczęli używać AI do oceniania odpowiedzi… samego AI, firma zaczęła ich masowo zwalniać. To obnaża największą tajemnicę branży technologicznej.

Za każdym razem, gdy ChatGPT imponuje nam błyskotliwą odpowiedzią, wierzymy, że obcujemy z czystym, technologicznym geniuszem. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej prozaiczna. Jak wynika z wewnętrznych dokumentów ujawnionych przez serwis 404 Media, pod maską najpotężniejszych modeli językowych pracują dziesiątki tysięcy ludzi.

To oni, w ramach takich inicjatyw jak tajemniczy „Project Lily”, codziennie czytają prawdziwe zapytania użytkowników i ręcznie oceniają wygenerowane przez maszynę odpowiedzi. Mają pilnować, by bot nie był zbyt potakujący i nie udawał człowieka. Paradoks polega na tym, że ta praca jest dokładnie tak samo żmudna i odtwórcza, jak ta, którą AI miało za nas wyeliminować.

Ouroboros, czyli sztuczna inteligencja zjada własny ogon

Znużeni monotonią cyfrowi wyrobnicy zrobili więc to, do czego namawia ich samo OpenAI – użyli narzędzi sztucznej inteligencji, aby ułatwić sobie życie. Zamiast czytać tysiące linijek tekstu, zaczęli prosić boty o ocenę innych botów. Reakcja giganta była natychmiastowa. Wewnętrzne wytyczne wprost zabraniają używania jakichkolwiek asystentów, a wykrycie śladów pracy algorytmu kończy się natychmiastowym wyrzuceniem z projektu pod pretekstem braku „autentyczności”.

Dlaczego lider branży tak panicznie boi się własnego produktu w rękach swoich pracowników? Odpowiedź kryje się pod zjawiskiem nazywanym „model collapse” (zapaść modelu). Jeśli algorytm AI zaczyna uczyć się na danych, które zostały wygenerowane przez inne AI, a nie przez żywego człowieka, jego jakość gwałtownie spada. Zaczyna halucynować, gubi kontekst i staje się wtórny. OpenAI doskonale wie, że do przetrwania ich imperium absolutnie niezbędny jest prawdziwy, ręczny ludzki pot.

10 000 agentów AI i 90 lat czekania. OpenAI twierdzi, że rozwiązało Problem Milenijny Naviera-Stokesa

Cyfrowy sabotaż z wyrzutami sumienia

Najbardziej fascynujący w raporcie 404 Media nie jest jednak sam fakt zwalniania za korzystanie z AI, ale ludzki bunt rodzący się na samym dole tej technologicznej piramidy. Jeden z anonimowych podwykonawców przyznał wprost, że z premedytacją wybiera najgorsze możliwe odpowiedzi, aby sabotować rozwój maszyny.

„Czułem się winny, wykonując tę pracę” – tłumaczy pracownik. „Albo nie zwracam żadnej uwagi na wyniki i wybieram losowo, albo celowo zaznaczam najgorszy output. Czuję, że płacą mi za to, żeby AI stawało się gorsze”.

Ten absurdalny ekosystem to doskonały dowód na to, że rewolucja sztucznej inteligencji to wciąż w dużej mierze zręczna fasada. Zanim AI faktycznie przejmie stery, będzie potrzebowało armii sfrustrowanych ludzi, którzy w akcie desperacji próbują ukryć przed pracodawcą, że… zlecili swoją pracę maszynie.

Zapraszamy do dalszej dyskusji na Mastodonie lub Twitterze .