Numerologia stosowana

16/04/2011, 11:55 · · · 7

Od dziecka powtarzano mi, że mam na imię Kinga. Kiedy wychodziłam z Babcią na ulicę, wszystkie sąsiadki „ciućkały”, cmokały i pytały: „A jak ma na imię ta dziewczyneczka?” A ja odpowiadałam: „K-I-N-G-A.” Proste jak drut. Tylko dlaczego odnoszę wrażenie, że ktoś mi się rąbnął w akcie urodzenia? Bo w rubryce „Imię i Nazwisko” powinno stać jak wół: „Pani Numerek”.

Gdy udaję się załatwiać sprawy oficjalne – osobiście, przez telefon czy nawet on-line – zawsze powtarza się ten sam schemat:

– Dzień Dobry! Pani numerek?

Numerek zależny jest od tego, co w danej chwili staramy się załatwić. Może być numer paszportu, prawa jazdy, konta bankowego, identyfikacji podatkowej, ubezpieczenia, polisy, karty, telefonu, pracownika albo klienta. Do wyboru, do koloru. Numerki mnożą się w postępie geometrycznym. Numerek jest ważniejszy niż wszystko. Ważniejszy niż imię i nazwisko. Bo nasze inteligentne komputery bez numerków sobie po prostu nie poradzą. Nie wystarczy już, że legitymujemy się imieniem i nazwiskiem, nazwiskiem rodowym i nazwiskiem panieńskim matki. Nie wystarczy data i miejsce urodzenia oraz imiona rodziców. Konieczny jest najświętszy ze świętych, „pani numerek”. Żeby jeszcze ten numerek był jeden. Np. ubezpieczenia albo podatkowy. Jednak w miarę wchodzenia w dorosłe życie, nasz mózg musi wygospodarować coraz więcej miejsca na cyferki, bez których nie da się żyć. Już teraz twórcy systemów rejestrujących starają się je zredukować. Przez wprowadzanie paszportów biometrycznych, czytników linii papilarnych, a w centrum Warszawy stawiają nawet bankomaty identyfikujące układ naczyń krwionośnych w palcu klienta.

Sama idea jest w sumie całkiem akceptowalna. Jak patrzę na to, co kolejne infolinie wyczyniają z moim nazwiskiem, to chyba wolę być zidentyfikowana na innej podstawie. Z drugiej jednak strony, istnieje kwestia czynnika ludzkiego, czyli rąk, które wklepują owe numerki do komputera. Skoro te ręce, w połączeniu z głową, nie potrafią przepisać nazwiska po literce, to co chroni nas przed błędami w cyferkach?

Wyobraźmy sobie, że mamy ów jeden, globalny numerek – od wszystkiego. Od tego, żeby nam zapłacili, od tego żebyśmy my zapłacili, żeby nas lekarz przyjął oraz bank wysłuchał. Niech ten jeden numerek zakodują w chipie, jak to teraz robią ze zwierzątkami domowymi, i wszczepią w dłoń czy gdzie tam uważają. Żebyśmy nie musieli się martwić, że zgubimy kartę do bankomatu czy paszport.

Teraz zaś wyobraźmy sobie, że jakiś baran wpisał nam niewłaściwy numerek.

Udowodnij bracie, że nie jesteś wielbłądem!

Może się okazać, że jesteśmy kryminalistą skazanym na 25 lat, zupełnie odmiennej płci, nadużywającym alkoholu i mającym minusową wiarygodność kredytową.

Albo w ogóle nie żyjemy, bo zamarło się nam 2 lata temu? I co teraz?

O niczym nie wiedząc udajemy się do naszego strasznie inteligentnego domu, próbujemy sobie otworzyć drzwi naszym chipem, a tu dom serwuje nam dawkę wysokiego napięcia oraz wzywa policję, bo uznaje nas za intruza. Samochód blokuje nas w środku i włącza alarm, bo jego sztuczna inteligencja podpowiada, że właśnie jakiś kryminalista próbuje zagarnąć czyjąś własność majątkową. Na granicy zwijają nas służby, bo okazuje się, że jesteśmy terrorystą. Zanim odpowiednie organy dojdą, kto i gdzie źle wklepał numerek, odsiedzimy z pięć lat. Na koniec dostaniemy list z przeprosinami i nowego chipa. Do tego czasu nasze oszczędności w banku zostaną zajęte albo się zdewaluują. I weź tu wierz, w tę całą sztuczną inteligencję.

Osobiście, bardziej wierzę w człowieka. Dzięki przedziwnym zapisom w komórkach mojego mózgu pamiętam, że w szkole podstawowej, na liście obecności miałam numer 24. Potem sukcesywnie 26 i 28, po dokoptowaniu do naszej klasy dodatkowych uczniów. Numer losu na loterię, który kupował Tata, kiedy miałam 10 lat, to 123 767. Pamiętam PIN-y do kart, kody dostępu do usług internetowych oraz swój własny numer telefonu. Autobus, którym jeździłam do dziadków miał numer 128, linia została potem zmieniona na 350 – z drobną modyfikacją trasy. Dojście na piechotę do ogólniaka zajmowało mi 22 minuty – wyliczone co do sekundy. Profesor od plastyki w ciągu 45-minutowej lekcji potrafił powiedzieć „proszę” 76 razy. Policzyliśmy to kiedyś, chociaż nie wszystkie obliczenia się zgadzały. 76 zostało uznane liczbą oficjalną. Wyliczać można w nieskończoność. Fakt pozostaje faktem – nawet w tej chwili, mój dzielny MacBook zamiast literek zapisuje sobie gdzieś zera i jedynki.

Nigdy nie byłam wybitnym matematykiem. Brakuje mi do tego ścisłego umysłu. W liczbach, zawsze brakowało mi miejsca na interpretację. Na margines błędu i odrobinę alternatywności. Przedstawiając się numerkiem, stajemy się liczbą. A będąc liczbą, przestajemy być osobą. Nie będąc osobą, stajemy się rekordem w bazie danych. Jednym z milionów. Anonimowym. Możemy sobie wyobrazić Kasię albo Jasia. Uśmiechniętych, z umorusanymi buziami. A numer 18729287 i 1928873 nie mówi nam nic.

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy wprowadzenie jednego numeru, załatwiającego wszystkie nasze oficjalne potrzeby byłoby dobre czy złe. Czy zwiększyłaby się szansa na powstanie nadużyć? Jakie skutki miałby krach systemu? Czy powstałaby nowa groźba: „Bo Cię wyłączę i przestaniesz istnieć!”?
Na pewno idealnie działające rozwiązanie przyniosłoby wiele korzyści. Czy jednak rozwiązanie, oparte o scentralizowany system komputerowy, miałoby szansę być idealne?

Komputery, nawet przy obecnym rozwoju techniki, bywają zawodne. Coraz więcej komputerowych gadżetów steruje naszym codziennym życiem. Wpatrujemy się w liczby, opisujące nasz świat, dostarczające nam informacji o rzeczywistości. Indeksy na giełdzie poszły w górę. Akcje Apple są warte 10 procent więcej niż wczoraj. Wzrosła inflacja. Czy ktoś kiedyś widział inflację na oczy? Jak to zwierzę wygląda i czym się żywi?! Ceny wzrosły, pomimo że sam przedmiot sprzedaży nie zmienił się ani o jotę. Spadła wartość Twojej pracy. Wzrósł czynsz za mieszkanie.

Nazywam się K-I-N-G-A. Nie jestem numerem statystycznym. Nie chcę, żeby bezosobowe rekordy opisywały mnie jako człowieka. Nie chcę, żeby mój obraz był budowany z pojedynczych wpisów w bazach danych. Nie chcę, żeby maszyna analizowała mój profil i przysyłała mi najlepsze oferty, które i tak mnie nie zainteresują. Ponieważ to, czego maszyna nigdy nie zrozumie, to alternatywność użytkownika. Ani tego, że któregoś dnia, terroryzm będzie polegał na wyciągnięciu wtyczki z kontaktu. I wyłączenie domowego serwera danych będzie podlegało karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Felieton ten pochodzi z marcowego wydania iMagazine – 3/2011

7

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.