iMagazine

iPad mini – znienawidzona miłość

06/02/2013, 10:14 · · · 18

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 11/2012

iPada mini kupiłem przy okazji, będąc zagranicą w innym celu. Zaplanowany od ponad miesiąca wyjazd zupełnie przypadkowo zbiegł się z datą światowej premiery małego brata iPada. Wpadłem około południa do niemieckiego sklepu dla idiotów i nie liczyłem, że w ogóle cokolwiek uda mi się dostać. Okazało się jednak, że na półkach nadal zostało kilka sztuk, a po krótkiej rozmowie ze sprzedawcą dowiedziałem się, że zainteresowani przyszli rano. Podszedłem do regału, na którym leżały wszystkie pojemności modelu Wi-Fi i wszystkie czarne. Zrezygnowany wróciłem do sprzedawcy spytać się, czy może przypadkiem mają białego, bo tylko takim jestem zainteresowany. Okazało się, że był. Jeden. Na cały Berlin. Kupiłem go, wrzuciłem do bagażnika i rozpakowałem dopiero wieczorem.

Cel: czytanie książek

Jako że zbliża mi się dużymi krokami zaległy urlop, a w domu mamy tylko jednego Kindle, doszliśmy do wniosku, że na wyjazd koniecznie potrzebujemy drugiego urządzenia, abyśmy nie walczyli o czytnik. Zapadła decyzja o zakupie nowego Kindle Paperwhite, ale zniechęciła nas zarówno cena na rodzimych aukcjach, jak i brak dostępności urządzenia do wysyłki z USA lub UK. Dosyć spontanicznie zatem powstał pomysł, aby kupić iPada mini na czas wyjazdu i sprzedać go po powrocie do kraju. Po pierwsze, rozwiążemy swój problem, a po drugie będę miał okazję napisać recenzję i nie być zależnym od kogokolwiek.

Rozmiar

iPad mini to przede wszystkim iPad w pełnym tego słowa znaczeniu. Nazwa “mini” odnosi się zresztą tylko i wyłącznie do jego rozmiaru, ponieważ możliwości ma dokładnie takie same jak większy brat. Nie spodziewałem się, że ten format przypadnie mi do gustu. Okazało się jednak, że jest znacznie wygodniejszy praktycznie w każdej sytuacji i pomimo, że nie mieści mi się do kieszeni jeansów, to zabieram go ze sobą wszędzie. Na chwilę obecną za pokrowiec służy koperta bąbelkowa dla dokumentów w rozmiarze A5.

Mały iPad w dłoni leży znakomicie, a niska waga zapewnia, że możemy go bez absolutnie żadnych problemów trzymać w jednej ręce. Ostatnio nawet zdarzyło mi się z nim iść ulicą, czytając ostatnie newsy ze świata technologii. Ludzie prawdopodobnie patrzyli na mnie jak na lekkiego kretyna, ale miałem go akurat ze sobą i wiedziałem, że w przychodni będę musiał odczekać swoje w poczekalni, więc już w drodze do niej rozpocząłem lekturę. Niestety, nie mieści mi się do tylnej kieszeni jeansów, ale do kurtki wchodzi już bez problemów.

Jako że Nexus 7 praktycznie idealnie leżał w dłoni, to obawiałem się, że “miniak” będzie wręcz za cienki, przez co będzie nie tylko się ślizgał w dłoniach, ale zwyczajnie próbował z nich “wyskoczyć”. Nic bardziej mylnego – “lepi” się do palców niezależnie od tego jak go trzymam i jeszcze nie było sytuacji, w której stałoby się cokolwiek, co zagrażałoby upadkiem. Cienka ramka również w niczym nie przeszkadza. Nawet opierając palucha lekko na ekranie, iOS sprawnie unieważnia te dotknięcia. Jednocześnie te zamierzone są odczytywane prawidłowo. Nie rozumiem kompletnie jak są w stanie stworzyć tak dobre oprogramowanie multitouch, które w moim przypadku funkcjonuje idealnie w stu procentach, ale widocznie to część tej “magii”, o której nie powinniśmy wiedzieć zbyt dużo.

Ekran

Bardzo wiele osób ma ogromne wątpliwości co do ekranu w małym iPadzie. Fakt, że mnie również rozdzielczość 1024×768 pikseli nie zachęciła do zakupu. Odniosła wręcz odwrotny skutek i gdyby nie rozmowa telefoniczna z iStigiem w dniu zakupu, który miał okazję się nim pobawić, to prawdopodobnie nie pisałbym tego tekstu. Gęstość pikseli jest dokładnie taka sama jak w iPhonie 3GS i wynosi 163 ppi, co jest znacznie lepiej niż w przypadku iPada 2, ale sporo gorzej od jakiekolwiek ekranu Retina lub konkurencyjnych produktów.

Sam jestem absolutnie skażony perfekcją renderingu fontów przez ekrany wysokiej rozdzielczości i nawet patrzenie na mojego iMaka sprawia mi ból. Okazuje się jednak, że jest bardzo wiele osób, które zupełnie na to nie zwracają uwagi. Okazuje się, że dla wielu rozdzielczość ma znaczenie drugorzędne, a niektórzy nawet nie potrafią dostrzec różnicy pomiędzy iPadem 2, a trzecią jego generacją. Dla tych osób przesiadka na iPada mini będzie błogosławieństwem, ponieważ dla nich wszystko będzie wyglądało jeszcze lepiej niż dotychczas. Najwięcej obaw będą mieli perfekcjoniści, których denerwuje każda najmniejsza skaza, rysa czy pikseloza.

To właśnie ekran powoduje u mnie burzę wzajemnie wykluczających się uczuć – miłości i nienawiści. Z jednej strony jestem absolutnie urzeczony lekkością i rozmiarem “miniaka”, a z drugiej za każdym razem, gdy spoglądam na jego ekran, zastanawiam się, kiedy otrzyma Retinę.

Sam LCD użyty do produkcji iPada mini jest bardzo dobrej jakości, porównywalnej z tym użytym w iPadzie 2. Od tamtego czasu świat i Apple poszły do przodu i oferują takie panele jak chociażbym w iPadzie 3 oraz iPhonie 5. Nie mam tutaj też na myśli rozdzielczości. Chodzi o kolory oraz inne właściwości samego LCD. Przykładowo – iPhone 5 oraz duży iPad 3 i 4 zapewniają blisko 100% pokrycie przestrzeni sRGB (brakuje kilku dziesiątych jeśli dobrze pamiętam). iPad mini z kolei oferuje jedynie 62–64%, co jest wynikiem nawet znacznie gorszym od Nexusa 7 (około 84%). Maksymalna jasność zastosowanego LCD również nie jest tak dobra jak większego i mniejszego członka rodziny. Nie będzie to miało większego znaczenia w zamkniętych pomieszczeniach, ale mini jest urządzeniem mobilnym i niektórzy będą z nim często przebywali na dworze – to właśnie w takich warunkach prawdopodobnie będzie gorzej. Z tego też bezpośrednio wynika reflektywność ekranu, która również nie jest na najwyższym poziomie w dzisiejszych czasach. Niestety, to są dla mnie jedynie suche cyferki, ponieważ pogoda jeszcze nie uraczyła nas słońcem, odkąd mam małego iPada w swoich rękach. Mam nadzieję, że pogoda się poprawi i będę miał możliwość sprawdzenia tego własnoręcznie przed nadejściem wiosny.

Na koniec dnia to minus “miniakowi” nie należy się nawet za niską rozdzielczość – urządzenie całkowicie nadrabia tę niedogodność swoimi wymiarami, wagą oraz funkcjonalnością. Minus należy się za to, że Apple nie zastosował lepszego panelu, dzięki któremu iPad, podobnie jak duży brak trzeciej generacji, mógłby zdobyć uznanie wśród osób, dla których kolor jest krytyczny w ich pracy. Zdaję sobie jednocześnie sprawę, że dla znaczącej większości osób nie będzie to miało żadnego znaczenia, ponieważ ten LCD i tak jest znacznie lepszy niż w monitorach, które widuję w mieszkaniach znajomych. Monitorach, które dzisiaj są warte mniej niż nowy kabelek Lightning do iPada.

Na co dzień

Chcąc sprawdzić jak często będę korzystał z iPada mini względem jego dużego brata, ze znacznie lepszym ekranem, przeprowadziłem test podobny do tego podczas testów Nexusa 7. Przez pierwsze kilka dni korzystałem tylko i wyłącznie z mniejszego modelu, a następnie kładłem oba obok siebie i obserwowałem, do którego moje ręce powędrują. Skończyło się na tym, że po iPada 3 sięgnąłem dopiero po paru dniach, bardziej z ciekawości aniżeli rzeczywistej potrzeby. Pamiętam też co sobie wtedy pomyślałem:

Ten ekran jest jednak niesamowity.

Najbardziej jednak zaskakujący (dla mnie) jest fakt, że pomimo tego, iż sam ekran to downgrade względem Retiny, to nadal z niego korzystam. Codziennie. iPad 3 podnoszę do rąk tylko i wyłącznie jak się do tego zmuszę. Ci z Was, którzy mnie trochę poznali w poprzednich numerach czy w moich prywatnych recenzjach, wiedzą, że mam fioła na punkcie jakości, oraz że jestem perfekcjonistą. To właśnie stąd bierze się moje własne zdziwienie, ponieważ “na papierze” nie powinienem w ogóle chcieć z niego korzystać. Okazuje się jednak, że w praktyce to różnie bywa – czasami niektóre cechy danego produktu mają tak duże znaczenie, że stają się ważniejsze od, w tym przypadku, ekranu. A ekran w iPadach to przecież najważniejszy jego element!

Pisząc tę recenzję, pierwszy raz znalazłem chwilę na sprawdzenie jak mini sprawuje się jako “maszyna do pisania”. iPad dotychczas służył mi zamiast laptopa, wspomagając mnie w mobilnych sytuacjach razem z iPhonem. Wraz z zewnętrzną klawiaturą i podstawką był i jest moją “maszyną do pisania” – wystarczy w końcu znaleźć kawałek płaskiej powierzchni, na której mogę go postawić. To niestety minus takiego rozwiązania – nie da się go używać na kolanach. Niezależnie, bałem się, że iPad mini w takiej sytuacji się nie sprawdzi. Obawiałem się, że jego ekran jest zwyczajnie zbyt mały do wygodnego pisania. Myliłem się, ale połowicznie. Wszystko naturalnie zależy od tego jak daleko od naszych oczu się znajduje sam ekran. Dotychczas mój “duży” iPad zawsze stawiałem w podstawce w ustawieniu pionowym – czcionki w moim ulubionych iA Writer były wystarczająco duże. Analogiczne ustawienie w przypadku iPada mini sprawdza się tylko, jeśli nie stoi zbyt daleko od twarzy. Jest na to jednak pewne rozwiązanie – w poziomie iA Writer wyświetla większe fonty i tym samym może stać trochę dalej. Nie jest co prawda tak wygodnie jak w przypadku iPada z ekranem 9.7″, ale da się go używać.

Który model?

Oto jest jedno z najtrudniejszych pytań, na które każdy z Was będzie musiał odpowiedzieć sobie sam – ja mogę tylko starać się wskazać odpowiedni kierunek. Na pierwszy ogień powinniście się zastanowić, gdzie i do czego planujecie go używać. Jeśli zamierzacie przenosić go z domu do teściowej, z teściowej do biura, a z biura do znajomych, to warto rozważyć model Wi-Fi. Podstawą w tej sytuacji jest oczywiście obecność Internetu bezprzewodowego w każdej z odwiedzanych przez Was lokalizacji. Jeśli jednak planujecie z niego korzystać “w biegu”, na ulicy czy w kafejce, w miejscach z podejrzaną dostępnością Internetu, to poważnie zainteresujcie się dołożeniem tych pięciuset złotych do modelu z modułem LTE. Tak – nie pomyliłem się. Napisałem LTE z całkowitą świadomością tego, co robię. Może się rzeczywiście okazać, że iPad mini nie poradzi sobie z obsługą tej sieci w Polsce ze względów technicznych po stronie naszych operatorów, ale wszystko wskazuje na to, że powinno to być technicznie możliwe. Trzymam kciuki, ponieważ nie lubię się mylić.

Wracając jednak do wyboru modelu. Sam zdecydowałem się najtańszą “16-tkę”. Jak wspominałem, planowałem ją i tak sprzedać na początku 2013 roku, więc nie widziałem zupełnie sensu na wydawanie większej ilości pieniędzy. Okazało się, że udało mi się zmieścić wszystkie aplikacje, które używam na iPadzie 3 (w sumie 95 różnych), łącznie z takimi potworami jak GarageBand i iMovie, które w sumie zajmują ponad 1,2 GB miejsca. Udało mi się również zsynchronizować z iTunes wszystkie moje książki w iBookstore oraz w aplikacji Kindle oraz trzy gigabajty muzyki i pół “giga” zdjęć, a i tak mam 3 GB wolnej przestrzeni. Bibliotekę tych dwóch ostatnich mam tak dużą, że nie mieści się nawet na najpojemniejszym modelu.

Nie pozostaje mi zatem nic innego jak osobom, których nie interesują multimedia, polecić model najmniejszy. Wersja z 32 GB pamięci byłaby dobrym wyborem dla osób, które chcą trzymać więcej danych na iPadzie, w szczególności materiałów audio i wideo, a najwyższą, 64 GB wersję, dla tych z Was, którzy chcą trzymać tam absolutnie wszystko.

Na koniec

Dzisiaj jeszcze rozróżniam modele iPada. Rozmawiając ze znajomymi czy rodziną mówię “iPad” lub “iPad mini”. Widzę jednak, że coraz bardziej od tego odchodzę na rzecz samego “iPad”. W takich też kategoriach należy go traktować – jako mniejszą, wygodniejszą i bardziej poręczną wersję oryginalnego iPada. Zaryzykuję również twierdzenie, że dzisiejszy iPad mini, niezależnie od przyszłego nazewnictwa Apple, “jutro” stanie się podstawowym iPadem, po którego większość klientów będzie sięgała. “Duży iPad” z kolei stanie się urządzeniem bardziej specyficznym, dla użytkowników o konkretnych potrzebach, dla których większy ekran jest niezbędny.
Nie sądziłem, że to kiedykolwiek napiszę, ale moim podstawowym “iPadem” już dzisiaj jest “iPad mini”.

Ocena: 5/6

–1 punkt za rozdzielczość ekranu oraz jego braki w dziedzinie pokrycia przestrzeni sRGB oraz słabszych od konkurencji parametrów.

fot. Wojtek Pietrusiewicz

18

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.