Mailbox? Ja dziękuję – straciłem cierpliwość

05/03/2013, 00:28 · · · 22

Od jakiegoś miesiąca w sieci jest niezłe zamieszanie. Kolejne serwisy rozpisują się nad rewolucją w programach pocztowych – chodzi o Mailbox.

Ja również uległem presji opinii kolegów i internetu. I w zasadzie to tyle. Nie mogę nic więcej powiedzieć, niż to co przeczytałem w sieci i w najnowszym iMagu – przy okazji polecam świetny wywiad Wojtka z autorem Mailbox oraz również Wojtka felietono-recenzję programu. Tak, to o mnie pisze Wojtek w kontekście „niektórych redaktorów mających przypadkiem w swojej skrzynce odbiorczej ponad dziesięć tysięcy emaili”…

Dlaczego nie mogę nic więcej powiedzieć? To akurat jest bardzo proste – od 3 tygodni czekam w kolejce, aby w ogóle móc uruchomić Mailbox…i zapowiada się, że będę czekał jeszcze bardzo, bardzo długo…

Dlatego pomimo wręcz entuzjastycznych opinii, rezygnuję i kasuję to „nieporozumienie” ze swojego iPhona.

Czuję się nabity w butelkę – delikatnie mówiąc. Przez ponad 3 tygodnie moja pozycja w kolejce zmieniła się wprawdzie o jakieś 300 tysięcy miejsc, ale to jest jakaś paranoja. Nie po to instaluję sobie aplikację aby oglądać licznik i nie znać kompletnie żadnych, realnych terminów, kiedy będę mógł z niej korzystać.

Nie wiem dlaczego Orchestra, developer Mailboxa, zdecydował się na ruch z licznikiem. To nie pomaga, a wręcz zniechęca. Podejrzewam, że klientów podobnie zniechęconych jak ja, są setki, jak nie tysiące albo jeszcze więcej.

Ok, aplikacja jest darmowa. Może i jest rewolucyjna, ale jeśli mam czekać do, za przeproszeniem, usranej śmierci na „niewiadomoco” to ja dziękuję. Jak instaluję nowy soft, to chciałbym z niego korzystać od razu. Daję kredyt zaufania developerowi, ale są pewne tego granice. Mając problemy techniczne mogli poczekać i opublikować aplikację jak będą mieli gotową infrastrukturę.

Obawiam się, że sukces przerósł samego developera. Prawdopodobnie spodziewali się takiej sytuacji i specjalnie wypuścili darmową aplikację, bo z płatną też by było podobnie. Przynajmniej mogą odwrócić kota ogonem i nikt nie będzie im ciosał kołków na głowie, że płatny program, a nie działa, że trzeba tyle czekać itp itd.

Zacząłem się głębiej zastanawiać nad tematem zasady „Inbox Zero”. Doszedłem do wniosku, że nie potrzebuję do tego Mailbox. Wystarczy, że sam zrobię sobie porządek i wykorzystam do tego dostępne narzędzia (Mail, GMail)…na które nie będę musiał czekać. Polecam obejrzenie filmów naszego redakcyjnego guru produktywności, Michała Śliwińskiego, który w świetny sposób na swoim blogu pokazuje o co chodzi w GTD i w zasadzie „Inbox Zero” (w pierwszej kolejności zajrzyjcie TUTAJ oraz TUTAJ).

Do tego polecam lekturę książki Lifehacker, której właśnie ukazał się drugi tom – tutaj też znajdziecie podpowiedzi i gotowe przepisy m.in. na dotarcie do „Inbox Zero”.

I wiecie co? Ja już czuję się lepiej jak odinstalowałem Mailboxa…jedna z rzeczy, która mnie denerwowała i miała status „pending” została odhaczona. Wam też polecam.



22

Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, rowery, fotografia i dobra kuchnia. Redaktor naczelny iMagazine - @dominiklada