Ten „tablet”, to nie działa

15/09/2014, 08:33 · · · 12

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 06/2014

Rok 2014 ma być jednym z ważniejszych w historii Apple. Tim Cook przy każdej okazji wspomina o świetnych produktach, które mamy zobaczyć. Plotki pojawiają się na tak różne tematy, że trudno za nimi nadążyć. Mimo to czuję, że w Sylwestra będę trochę zawiedziony.

iWatch, mityczny zegarek od Apple, ma w końcu wejść do produkcji. Świetnie, tylko jestem osobą, która w swoim iPhonie ma wyłączone 90% powiadomień. Inteligentne urządzenia noszone są zwyczajnie nie dla mnie. Ale większy iPhone ma się pojawić. To jest fajne! W końcu 4,7″, pewnie jeszcze lepszy aparat. Mamy też dostać iMaki z Retiną, MacBooki Air z Retiną, nowe Apple TV. Spełnienie marzeń dla fana, dla geeka. Szkoda tylko, że wszelkie informacje o rzekomym iPadzie Pro ucichły.

iPad był dla mnie zawsze intrygującym urządzeniem. Gdy tylko się pojawił, spędzałem godziny, patrząc na jego zdjęcia i dziwiąc się, że ktokolwiek postanowił to zrobić. Gdy tylko go kupiłem, spędzałem godziny z nim, zastanawiając się, dlaczego nikt tego wcześniej nie zrobił. To drugie uczucie powracało przy każdym nowym iPadzie, który pojawiał się w moich rękach. Każdy iPad również kończył w ten sam sposób – leżał na półce i się kurzył. Tablet to mój ulubiony gadżet ze wszystkich, to prawdziwe okno na przyszłość. Ale to również coś, co idzie pierwsze na sprzedaż, gdy tylko budżet robi się trochę mały.

Każdy iPad również kończył w ten sam sposób – leżał na półce i się kurzył.

Po prostu według mnie iPad nie potrafi robić wystarczająco dużo, żeby był tym, czym powinien być. Steve Jobs nazywał go rewolucyjnym komputerem i faktycznie dla wielu osób iPad nim jest. W redakcji iMagazine są osoby, które pracują tylko na iPadzie. W mojej rodzinie są osoby, które pozbyły się laptopów na rzecz tabletu od Apple. A mimo to dla mnie iPad to ciągle gadżet, nie narzędzie.

Komputer wykorzystuję do zadań, które można podzielić na trzy kategorie: nauka, praca, rozrywka. Niestety, w każdej z tych kategorii są pozycje, przy których tablet polegnie.

Nauka. Próbowałem brać iPada ze sobą na lekcje. Próbowałem na nim prowadzić notatki. Szybko się poddawałem. Pisanie na klawiaturze ekranowej może i jest wygodne, ale na pewno nie jest wystarczająco szybkie. Szczególnie jeśli trzeba zapisać odpowiednią formułę matematyczną czy wzór chemiczny. To jest coś, gdzie przydałby się porządny stylus. Każdy rysik do iPada, który wpadł mi w ręce, sprawdzał się idealnie przy rysowaniu, ale robienie notatek nim było równie wygodne, co jedzenie zupy w statku kosmicznym. Jest też kwestia kolaboracji. Niedawno przechodziłem przez proces rekrutacji na studia, który wymagał odpowiadaniu na prośby poszczególnych osób o skany dokumentów. Próbowaliście kiedyś wysłać dokument PDF w odpowiedzi na maila, korzystając z iPada? A próbowaliście kiedyś ogolić się cegłą? Zapewniam, że efekty będą podobne.

Próbowaliście kiedyś wysłać dokument PDF w odpowiedzi na maila, korzystając z iPada? A próbowaliście kiedyś ogolić się cegłą?

Maile to również ważna część mojej pracy, jednak w tej części tablet sprawdza się świetnie. Wszystko za sprawą aplikacji Mailbox, której próżno szukać na OS X (jeszcze). Moja praca polega na pisaniu, często korzystając ze źródła, którym może być właśnie mail. iPad nie pozwala na wygodną pracę nad takim tekstem. Bez możliwości otwarcia dwóch aplikacji obok siebie pozostaje mi albo wykucie wszystkiego na pamięć, albo bezustanne przełączanie się między programami. W prawo, w lewo, w prawo, w lewo. To przełączanie muszę uskuteczniać za pomocą gestów na ekranie, bo iPad nie ma porządnej klawiatury z pełnym wsparciem skrótów klawiszowych (z których tak słynie OS X). Oczywiście, można podłączyć klawiaturę na Bluetooth, ale to tylko obejście problemu. Takie akcesoria wymagają parowania, włączania odpowiednich modułów, częstszego ładowania tabletu i ładowania samej klawiatury. Nie chcę tego – chcę móc wygodnie wpisywać nieskończone ilości tekstu na tablecie dzięki produktowi, który będzie rozwinięciem urządzenia, a nie dodatkiem do niego.

Wreszcie – rozrywka. Uwielbiam grać na iPadzie. Uwielbiam słuchać na nim muzyki, choć ostatnio stało to się niemożliwe w związku z moją konwersją na Google Play Music All Access. Uwielbiam GarageBand. Uwielbiam też oglądać filmy i seriale. Ale i tak najczęściej przesiaduję na YouTubie. Często włączam wideo, aby było tłem dla pracy czy żeby okazyjnie tam zerkać. Tablet na coś takiego nie pozwala. Masz, oglądaj, nie rób nic więcej.

Masz, oglądaj, nie rób nic więcej.

Być może wielu z Was uzna to za błahostki, ale mnie to autentycznie wkurza. Patrzę na swojego iPada Air, trzymam go w rękach i widzę, jak korzystam tylko z tego urządzenia. Problem w tym, że na ten moment to urządzenie nie pozwala na wystarczająco dużo, przez co jestem zmuszony do używania laptopa. A tak właściwie, potrzebuję jedynie trochę funkcjonalniejszego iPada. Przesunięty bliżej świata komputerów aniżeli smartfonów. Taki iPad Pro. Czy się doczekam? Szczerze wątpię. Wystarczy spojrzeć na portfolio Apple. Podstawowy, 11-calowy MacBook Air kosztuje 899 dolarów, zaś iPad Air o takiej samej pojemności to wydatek 799 dolarów. Nie ma miejsca na coś pomiędzy.

Na ostatniej konferencji Microsoftu Panos Panay przywołał ideę, która pojawiła się parę lat temu. Steve Jobs, jej autor, zapowiadał, że komputery będą jak ciężarówki, a tablety to odpowiednik samochodu osobowego. Okazuje się natomiast, że 96% posiadaczy iPada używa również laptopa. Coś poszło nie tak. Myślę, że problemy, które opisałem, są przyczyną tego stanu rzeczy.

Napisane na MacBooku Air.



12

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel