Mieszkamy na zadupiu

10/01/2015, 10:08 · · · 8

Nie wiem, czy iMagazine czytują wyznawcy opcji narodowej, ale być może po tym felietonie uznają mnie za antypatriotę, całkowicie nieprawdziwego Polaka czy kogo tam chcą. Trudno. Jestem gotowy na takie ryzyko. Muszę jednak to napisać – żyjemy na zadupiu. Spieszę wyjaśniać dlaczego tak sądzę.

Pewnie gdy będziecie czytać ten tekst, cała afera z Państwową Komisją Wyborczą i jej nieszczęsnym systemem informatycznym będzie wyjaśniona. Choć wcale się nie zdziwię, jeśli nadal nie będziemy znać wyników wyborów samorządowych, a Leśne Dziadki z PKW nadal będą deliberować, co poszło nie tak. Może będziemy już znać wyniki kontroli NIK, ale i tutaj nie będę zaskoczony, jeżeli okaże się, że w PKW panuje taki bałagan, że szybko się go nie ogarnie.

Państwo polskie okazało się faktycznie kamieni kupą. Nieważne, jak zakończyła się cała sprawa. Do ciężkiej cholery, jak można wydać na portal dla bezdomnych ponad 65 mln zł, na jeden, niewybitny spot reklamowy promujący nasz kraj 1,5 mln, a na system, który ma odpowiadać za filarową instytucję demokracji, czyli wybory, jakieś śmieszne 400 tysięcy?!

Przecież za takie pieniądze nie da rady zrobić nawet porządnej aplikacji na iOS, a co dopiero cały system informatyczny?! Nie da się też zaprojektować naprawdę przemyślanej i dobrze funkcjonującej aplikacji w niecały kwartał, a dokładnie tyle trwały prace nad systemem PKW.

Nie ma się co później dziwić, że jest on do zhakowania w kilkadziesiąt minut przez średnio rozgarniętego licealistę. Nawet społeczność Wykopu była w stanie wytknąć błędy programiście, który tworzył ten system. Tak, Wykopu – największego bagna w polskim internecie, którego światli przedstawiciele mają większą wiedzę informatyczną niż człowiek, od którego zależało przez kilkanaście tygodni to, jak w Polsce funkcjonuje demokracja.

Wyszło na to, że mieszkamy na zadupiu, gdzie kartka i długopis są więcej warte niż wszystkie firmy informatyczne razem wzięte. Mieszkamy na zadupiu, gdzie służby specjalne takie jak ABW nie mają zielonego pojęcia o cyber-zagrożeniach i pozwoliły PKW w sposób skandaliczny przeprowadzić przetarg, którego przedmiotem była żywotna funkcja państwa.

Perypetie z liczeniem głosów były śmieszne do momentu, w którym nie okazało się, że prawie każda osoba, która choć cokolwiek wie o programowaniu, może sfałszować wyniki wyborów. To wszystko przestało mnie bawić, gdy zobaczyłem, ile danych wyciekło z PKW ot tak. Pstryk i już wiemy wszystko o całym back-endzie systemu wyborczego, znamy loginy i hasła pracowników PKW.

Mieszkamy na zadupiu, którym rządzą cyfrowi dyletanci. Na jaką cholerę nam to całe Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji skoro ich sztandarową elektroniczną Platformę Usług Administracji Publicznej potrafi wysadzić w powietrze 40 tysięcy internautów chcących zadeklarować przynależność do OFE. W czym przydatne są wszystkie programy edukacyjne i walki z wykluczeniem cyfrowym, skoro w PKW wciąż siedzą Leśne Dziadki, które nowe technologie znają z telewizji?

Gdzie można powierzać organizację przetargu na jedną z najważniejszych w państwie platform informatycznych bandzie analfabetów i cynicznych buców? Tylko na zadupiu.

P.S. Przepraszam, że ten felieton jest mało świąteczny. Sorry, ale takie mamy państwo…

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 12/2014



8

Paweł Luty

Jestem kuratorem treści – wyszukuję ciekawych tematów w czeluściach internetu i innych rzeczywistości, a później albo sam je opisuję i swoimi spostrzeżeniami dzielę się pisząc artykuły lub dzielę się linkami na Twitterze.