iMagazine

Połowę człowieka mniej! – wywiad z @MacAztekiem

06/04/2015, 15:57 · · · 4

Styczeń, wszyscy robią bilanse minionego roku i podejmują postanowienia na nowy. Standardowo jest tak, że najprościej postanowić, że się człowiek odchudzi, a potem jest jak zwykle. Efekt jojo. Brak konsekwencji. Słaba wola. Jak go zwał, tak go zwał. Prawda niestety jest taka, że mało komu się faktycznie udaje. Ja z niekrytą ciekawością obserwowałem poczytania Tomka, szerzej znanego Wam z Twittera jako @MacAztek – któremu, możemy dziś już spokojnie powiedzieć, się udało. Trzymałem kciuki. Podglądałem postępy. Kibicowałem. Zazdrościłem siły woli. Teraz udało mi się go namówić, aby specjalnie dla Was opowiedział, jak się to robi… skutecznie.

IMG_9539

Dominik: Tomku, nie trzymajmy Czytelników do końca w niewiedzy – ile ostatecznie przez ostatni rok zrzuciłeś kilogramów?

Tomek: 66 kg od 1 stycznia 2014 do połowy grudnia 2014. Sam nieustannie jestem w szoku, że taki wynik udało mi się osiągnąć, jest mnie prawie o połowę mniej! Dzisiaj ważę 74 kg, a zaczynałem od 140!

To było postanowienie noworoczne czy inny powód?

Oczywiście, to było powtórzenie (kolejny raz) postanowienia noworocznego, myślę, że 5-7 z rzędu to samo. Ale tak właściwie, jak sobie o tym pomyślę, to chyba reakcja na moje przerażenie po tym, jak stanąłem na wagę i ta pokazała 140 kg. Życie przy takiej wadze jest ciężkie, wszystko sprawia trudność. Wstajesz rano i już bolą stopy – trzeba rozchodzić. Spacery, ruch − wszystko sprawia trudność. Zakupy ubraniowe: zapomnij o normalnym sklepie, nie ma rozmiarów, choć np. w USA otyłość u panów zaczyna się podobno od 160 kg. Ja przy moich 140 kg byłem z wielu czynności wyłączony, jedną z tych rzeczy, za którą się wstydzę i chyba do końca życia sobie nie wybaczę było to, że mojego synka jeździć na dwóch kółkach na rowerze nauczyła mama, ja nie byłem w stanie biegać. Ale kolejnym bodźcem do zmiany było moje spotkanie w Apple Cafe z Pejotem. Jak dziś pamiętam jego słowa, że zaczął biegać, jak mu trudność wstawanie po pilota zaczęło stwarzać. Potem na Twitterze widziałem jego wpisy o kolejnych zaliczanych biegach. To był ten moment. Poza tym piąty krzyżyk na karku i to chyba był ostatni moment.

IMG_1163

Czyli szok najlepszym motywatorem? A jak na początku zareagowała rodzina?

Tak, jak zawsze – z niedowierzaniem. Bo przecież zaczynam kolejny raz… dopiero po 3-4 tygodniach (marszów i zmiany nawyków żywieniowych) zaczęły pojawiać się pierwsze oznaki zainteresowania: „Oho, czyżby?”.

Nie kusili różnymi smakołykami?

Z jedzeniem zawsze miałem problem, bo lubię zjeść, dużo i słodko. Nie zawsze zdrowo, np. jestem fanem McDonalda i tam często bywałem, teraz mija właśnie rok, jak nie zjadłem tam niczego. Ale wracając do pytania. Sami domownicy nie kusili, kusiły sytuacje. Z jednego powodu – moja żona chyba z mlekiem matki (gospodyni domowej) wyssała dryg do gotowania i pieczenia! Jest królową rosołu, lasagne i wszystkich wypieków, a muszę Ci powiedzieć, że często w domu pachnie ciastem i chlebem.

IMG_0121

To była rewolucja. Kompletna zmiana filozofii. Co sobie mówiłeś na początku? Jak się motywowałeś? W końcu ten wywiad ma nam wszystkim pomóc.

Dla mojego organizmu – tak. Zacząłem bardzo spokojnie, bez żadnej „profi” diety, planów treningowych, dietetyków, porad, lekarzy. Po prostu zacząłem spacerować i mniej jeść: z diety wyrzuciłem fast foody, napoje gazowane typu Coca cola i soki słodzone, przestałem też słodzić herbatę i kawę. Najważniejsze dla przemiany było to, że miałem czas – dużo czasu. Wiesz z naszych rozmów, że po wielu latach pracy w korpo zdecydowałem się na zmianę i odszedłem. Chciałem odpocząć, dać więcej czasu rodzinie, zwłaszcza JJ-owi, który do 7. roku życia widywał mnie w weekendy.

Zacząłem chodzić. Pierwsze spacery to 500 m i odpoczynek, bolał cholernie kręgosłup, całe plecy, na spacerach wytrzymywałem 1,5 km, potem 2-3, a po 2 miesiącach byłem w stanie przejść 5 km. Tak spacerowałem i spacerowałem i wrzucałem wszystko na Twittera. W okolicy czerwca robiłem po 15-20 km. Waga leciała strasznie szybko, nie do uwierzenia, ale w pierwszym miesiącu spadłem na wadze 12 kg – tylko maszerując i mniej jedząc. Jedząc zdrowo, ale bez liczenia kalorii. W kolejnych miesiącach wynik, jaki udawało mi się osiągnąć, oscylował w przedziale 8-10 kg miesięcznie. W lipcu nastał ten moment, że z przodu pojawiła się cyfra 9 na wadze i to było spełnienie celu, jaki sobie założyłem na 2014, czyli 40 kg mniej. To był także ten czas, w którym zacząłem żyć z różnymi aplikacjami „fit” do mierzenia kroków, liczenia kalorii itp. Powiem, że przetestowałem chyba wszystkie. Spacerując w pierwszej połowie roku, używałem właściwie tylko aplikacji Moves, bo była prosta, ładna i w sposób graficzny można było się podzielić wynikami. Śledzący mnie pewnie pamiętają zielone kółeczka z wynikami moich marszów. Ponieważ cel odchudzania osiągnąłem dwa razy szybciej, niż zakładałem, to postanowiłem dodać drugi cel: zejść do wagi poniżej 80 kg, co przy moim wzroście i wieku zaczynało zbliżać się do zielonego przedział BMI. No i zacząłem biegać! Pamiętam do dzisiaj swój pierwszy trucht na kampusie UJ. Było mi po nim wstyd, bo okazało się, że maszeruję szybciej niż biegam. Przełomem biegowym w moim wypadku okazał się wyjazd w sierpniu na wakacje na Kretę. Zacząłem dwa tygodnie fit! Zdrowe, greckie jedzenie, dużo warzyw i codzienny ostry trening. Wstawałem codziennie rano o 5:00 i szedłem na bieżnię na siłownię, biegałem ok. 1-1,5 godziny, a po tym wskakiwałem na godzinę do basenu i już na 8:00 byłem po prawie 3 godzinach ostrego wysiłku. Rodzina się budziła i standardowo – śniadanie i morze, nigdy basen – bo nigdy nie mogę zrozumieć ludzi, którzy lecą nad morza i przesiadują cały turnus na basenie. Po wakacjach byłem już fit i zacząłem ostro z bieganiem. Do dzisiaj biegam codziennie – tak, codziennie (tylko raz przez ostatni rok zdarzyło mi się, że cały dzień nic nie zrobiłem ruchowo) i nigdy mniej niż 10 km. Kilka razy przebiegłem półmaraton, raz zdarzyła się 30, raz machnąłem 40 km – ale to tylko raz. Motywacją dla mnie była przede wszystkim przemiana fizyczna, samopoczucie i niedowierzanie rodziny i znajomych.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Czy w swoich zmaganiach korzystałeś z jakiegoś oprogramowania?

Oczywiście, że korzystałem z pomocy różnych aplikacji mobilnych, wspierających aktywność fizyczną i kontrolę odżywiania. Przetestowałem chyba wszystkie iOS-owe i opowiem tylko o tych, przy których do dzisiaj pozostałem. Jeśli chodzi o aktywność fizyczną, to dla mnie zdecydowanym liderem jest RunKeeper. Jest najdokładniejszy w pomiarach, prosty w obsłudze, ma przejrzysty UI, jest w wersji free i z planami treningowymi (ja używam darmowego konta) oraz łączy się z urządzeniami innych firm oraz aplikacjami do kontroli odżywiania. Tą najważniejszą i jedyną, jakiej używam, jest MyFitnessPal. Dlaczego? Bo ma największą już wpisaną bazę potraw i pojedynczych produktów. Oprócz tego oczywiście aplikacja Withings do obsługi wagi, która codziennie wysyła mi do niej dane. To jedna z najładniejszych aplikacji, jakie są w tej kategorii! Ostatnią aplikacją jest UP, wersja od opaski Jawbone UP24 − noszę opaskę od września (jeszcze się nie zepsuła) i dane przesyła do iPhone’a. Niestety sama aplikacja ostatnio przechodzi trudny czas, po licznych aktualizacjach ma widoczne, duże problemy z synchronizacją danych. To właściwie cały mój setup „fit” apek.

No to pochwal się wynikami. Czy sumujesz je?

Wszystkie dane mam w iPhonie, trzeba by było je zsumować. Na szybko mogę powiedzieć, że w 2014 roku przespacerowałem ok. 5000 km i przebiegłem ok. 1500 km.

Tak na koniec, co według Ciebie jest ważne, aby osiągnąć taki rezultat?

Trzy rzeczy:
1. Wytrwałość
2. Aktywność fizyczna
3. Zmiana nawyków żywieniowych

No i czas, trzeba go albo mieć, albo znaleźć. Ja dziennie poświęcam na aktywność fizyczną 2-3 godziny.

Niesamowite. Gratuluję. Jestem pod megawrażeniem Twoich osiągnięć i czuję się zmotywowany… Zabieram się za siebie. Dzięki!

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 01/2015

[Aktualizacja – 6.04.2015]

MacAztek teraz waży już poniżej 70kg i jak zapewnił mnie, przestał już się odchudzać…

macaztek_20032015


Dominik Łada

MacUser od 2001 roku, fanatyk sprzętu z nadgryzionym jabłkiem, poza tym ma świra na punkcie fotografii, dobrej kuchni, swojej żony oraz synów - Franka i Leona. Współzałożyciel i "rednacz" iMagazine - @dominiklada


Dodaj komentarz

Jacek napisał(a):

Pana Tomka znam z twitera i bardzo cenie jego humor i dystans do otaczajacej nas rzeczywistości. Gratuluję też sukcesu. Pozdrawiam Redaktora przepytującego osobę Przepytywanego.

Xawery napisał(a):

Wygląda pan teraz jak Linda:)

raffaellorb napisał(a):

Takie historie inspirują. Brawo!

Firenzo napisał(a):

Wielkie gratulacje! Efekt robi niesamowite wrażenie!