Recenzja Parrot Zik 2.0

06/05/2015, 08:14 · · · 3

W iMagazine testowaliśmy już naprawdę wiele par słuchawek, przebrnęliśmy przez wszystkie możliwe konstrukcje i można spokojnie napisać, że „słuchawkowa kamasutra” nie jest nam obca.

Byli u nas producenci od A do Z, którzy produkują słuchawki dla każdego. Za niektóre z nich można zapłacić drobniakami ze szmacianego portfela marki Reebok, a za inne platynową kartą kredytową. Tym razem jednak jest inaczej, nowe słuchawki Zik 2.0 francuskiej marki Parrot są rewolucją i być może rozpoczynają nową erę słuchawek. Słuchawek, na które jeszcze nie dawno mówilibyśmy, że są po prostu z kosmosu.

parrot zik 26

Gdy pierwszy raz je założyłem i zacząłem ustawiać poszczególne funkcje, to od razu w mojej głowie powstała pewna scena, której nigdy nie było, a byłaby fantastyczna. Na pewno każdy z Was oglądał przynajmniej dwanaście razy film „Powrót do przyszłości 2”. Dlatego tak świetnie wszystkim zapadła w pamięć scena, w której Marty McFly, czyli Michael J. Fox pożycza od małej dziewczynki latającą deskorolkę. To był szok! Latająca deskorolka, szczęka w dół i system rozwalony. Ja wyobrażam sobie scenę, w której Michael J. Fox pożyczka od tej dziewczynki, zamiast latającej deskorolki, słuchawki Parrot Zik 2.0. W roku 1989 słuchawki posiadające takie funkcje, którymi może pochwalić się firma Parrot, byłyby dla mnie jeszcze większym szokiem.

Wyobrażacie sobie sytuację, w której Marty z takimi słuchawkami wsiada do swojego deloreana i na zegarze ustawia rok 1989? To rok, w którym do kin trafił ten film. Jaki szok przeżyliby ludzie, którym Marty zaprezentowałby model Zik 2.0? Pomyśleliby, że to agent specjalny, który wykradł wynalazek ze strefy 51 i na pewno słuchawek używali kosmici w statku, który spadł w Roswell.

ParrotZik-2.0-2

Zik 2.0 to konstrukcja oryginalna pod każdym względem. Już sam dizajn, za który odpowiada francuski architekt Philippe Starck, zdradza, że mamy do czynienia z czymś, co może kreować przyszłość słuchawek. Opływowe kształty, przepięknie wyprofilowany stelaż trzymający nauszniki i dbałość o każdy szczegół powoduje, że zanim założymy je na głowę, minie kilka utworów. W moje ręce trafiła wersja biała i prezentuje się ona ślicznie – jak Naomi Campbell w bieli na wybiegu. Producent oferuje również wersje: czarną, żółtą, pomarańczową, niebieską i brązową. Widziałem wszystkie i jeśli jesteś zainteresowany kupnem, to mam dla Ciebie złą wiadomość. Każdy kolor na tych słuchawkach wygląda dobrze, jedynym słusznym rozwiązaniem jest kupienie wszystkich, ale to chyba nie jest problem, prawda?

Materiały użyte do budowy Zik 2.0 może nie pochodzą z odległej galaktyki, ale to wysoka półka. Mimo że nie przyjdzie nam obcować z prawdziwą skórą, to ku mojemu zaskoczeniu jej imitacja jest tak przyjemna jak świeżo wyprana pościel, która cały dzień wietrzyła się na zewnątrz. Konstrukcja słuchawek jest tak zaprojektowana, że nauszniki są bardzo duże, a przy tym nie wpływa to na ich ogólny rozmiar. Nie są ogromne, a duże nauszniki oznaczają sporo miejsca na ucho, dla mnie to świetna wiadomość. Ten fakt w znaczącym stopniu wpływa na wygodę, a ta jest jedną z największych plusów Zik 2.0. Jeśli założymy, że wspomniani wcześniej kosmici mieli uszy i lecieli w tych słuchawkach do Roswell nawet kilkanaście lat świetlnych, to efektu spoconego ucha nie doświadczyli.

ParrotZik-2.0

Zostańmy teraz przy funkcjonalności, bo przecież ta cecha powoduje, że możemy o tych słuchawkach mówić w odniesieniu do kosmosu. Bezprzewodowość, jaką uzyskujemy dzięki technologii Bluetooth 3.0 NFC, rozpoczyna całą masę zachwycających funkcji. Parrot Zik 2.0 zyskały przydomek „najbardziej zaawansowanych technologicznie słuchawek świata”. Nie można się z tym stwierdzaniem nie zgodzić. Są jak miecz świetlny Dartha Vadera w starciu z mieczem krzyżackiego rycerza, po prostu technologicznie nie mają sobie równych. Lewy nausznik, otwierany i zamykany dzięki sprytnym magnesom, ukrywa baterię o pojemności 830 mAh, co w praktyce gwarantuje około 5 godzin intensywnego używania. Natomiast prawy nausznik to już jeden z kroków w stronę rewolucji. Mianowicie jest on dotykowy i zastępuje pilota na kablu, do jakiego przyzwyczaili nas producenci.

ParrotZik-2.0-3

Nasz pierwszy kontakt nie był miłością od pierwszego dotyku. Raczej był jak piękna kobieta na kacu, z którą budzisz się po imprezowej sobocie. Musisz najzwyczajniej w świecie dać jej kilkanaście minut w łazience, żeby zobaczyć, że wcale tak dużo nie wypiłeś. Przeciąganie palca góra-dół to potencjometr, a ruchy palca na boki − przełączanie między utworami. Pojedyncze dotknięcie w środek nausznika powoduje play/stop, ale to nie koniec. Zik 2.0 mają wbudowany mikrofon i co najlepsze – nie znajdziecie go na przewodzie, a dzięki niemu dotykowy panel zyskuje jeszcze dodatkowe możliwości. Otóż pojedynczym dotknięciem odbierzemy przychodzące połączenie, a gdy przytrzymamy palec przez dwie sekundy, to połączenie zostanie odrzucone. Słuchawki mogą powiedzieć nam również, kto do nas dzwoni. Jeśli to my będziemy chcieli nawiązać połączenie, długie dotknięcie panelu dotykowego aktywuje funkcję rozpoznawania głosu, która działa w systemach Siri i Google. Wystarczy wtedy wypowiedzieć nazwę z książki telefonicznej, a numer zostanie wybrany automatycznie. Działanie dotykowego panelu trzeba potraktować tak jak wcześniej wspomnianą piękność na kacu bez makijażu. Działa bardzo czule, co może czasami drażnić.

Kosmiczny prawy nausznik kryje jeszcze czujnik zbliżeniowy, dzięki niemu kiedy ściągamy słuchawki z głowy, muzyka przestaje grać, a gdy wracają na swoje miejsce, muzyka automatycznie gra dalej. Rozwiązanie jak najbardziej adekwatne do tytułu „najbardziej zaawansowanych technologicznie słuchawek świata”. Aby potwierdzić cytowane hasło, muszę jeszcze dodać do wszystkich funkcji aktywną redukcję szumów, bo takowe rozwiązanie oczywiście Zik 2.0 posiadają. Redukcję szumów można regulować, a ustawiona na maksymalne wyciszenie powoduje u mnie dziwne uczucie tonięcia. Prawdopodobnie producent tą funkcją chciał odzwierciedlić to, co słychać na dnie Rowu Mariańskiego. Głucha, tępa cisza. Nigdy nie testowałem słuchawek, które mają aż tak mocną redukcję szumów. Na szczęście możemy ją regulować w aplikacji, która jest równie rewolucyjna jak całe słuchawki. Mogę się wręcz posunąć do stwierdzenia, że bez tej aplikacji dla mnie te słuchawki nie mają racji bytu.

parrot zik 24

W tym momencie możemy przejść do tego co najważniejsze, czyli dźwięku. Do tego właśnie potrzebujemy aplikacji, bo te słuchawki wymagają sporego zaangażowania użytkownika, jeśli ten chce, żeby zagrały na miarę ich możliwości. Dopiero po dłuższej chwili, w ustawieniach zmieniłem zdanie co do tego, jak grają Zik 2.0. Odpowiedź jest bardzo prosta i nawet nie wiem, czy jest sens bardziej ją rozwijać. Te słuchawki grają tak, jak tego chcemy. Jest to kwestia ustawienia, ale uwaga – to może potrwać. Oczywiście w aplikacji mamy kilka presetów do wyboru − Pop, Vocal, Cristal, Club, Punchy, Deep, ale żadnego z nich nie polecam. Musimy się zdać na własne ucho i starannie ustawić bardzo szeroko rozwinięty equalizer. Jest niesamowity mimo tego, że nie ustawia się go zbyt wygodnie. Spokojnie mógłbym poświęcić całą resztę życia, aby do każdej z moich ulubionych płyt zapisać odpowiednie ustawienia. Być może wtedy, na starość, miałbym dzięki temu cudowną emeryturę.

Oprócz equalizera aplikacja potrafi jeszcze dużo więcej. Na stronie domowej pokazuje nam naładowanie baterii, możemy regulować i ustawiać redukcję szumów i tworzyć różne sceny. Jeśli chcemy posłuchać jazzowego koncertu, to nie widzę najmniejszego problemu. Wybór scen jest bardzo ciekawy i fajnie odzwierciedla różne miejsca, w jakich możemy posłuchać muzyki. Jeśli jednak chcemy posłuchać Zik 2.0 najbardziej efektywnie, to po ustawieniu equalizera należy wyłączyć redukcję szumów i scenę ustawić na „Silent Room”. Największym minusem aplikacji jest jej dostępność. Niestety napisana jest tylko dla urządzeń mobilnych, co zabolało mnie strasznie. Żyję nadzieją, że to się szybko zmieni i wersja na OS X jest w drodze.

Najbardziej zdziwił mnie fakt, że są to jedyne słuchawki, jakie poznałem, które dużo lepiej grają bezprzewodowo niż na tradycyjnym przewodzie. Strach pomyśleć, w jaką stronę pędzi ten świat. Zawsze byłem przeciwnikiem słuchawek bezprzewodowych, aż tu nagle taki cios od życia. Napisałem już prawie książkę, a mam wrażenie, że jeszcze tyle tematów nie zostało poruszonych. Takie właśnie są Zik 2.0 − trzeba poświęcić im dużo czasu, a wtedy dopiero będziemy w stanie wydać na ich temat osąd. Najważniejsza na koniec jest konkluzja dotycząca samego rozwoju, jaki na naszych oczach przechodzą słuchawki. Pomyślcie tylko: dotykowy panel, czujnik zbliżeniowy, nowoczesne wzornictwo, komendy Siri, rewelacyjna aplikacja. Zastanówcie się, czy dobrze znany nam producent nie zrobiłby tego jeszcze lepiej? Tą myślą zakończę i dalej będę ustawiał equalizer Zik 2.0 pod kolejny ulubiony album.

Ocena

Design: 6/6
Jakość wykonania: 5/6
Wydajność: 5/6

Dane techniczne

Przetwornik: Neodymowy 40 mm
Konwerter: Cyfrowo-analogowy 192 kHz – 24-bitowy DSP
Częstotliwość: 20 Hz – 22 kHz
Korektor graficzny: 5 ustawień wartości szczytowych. Zysk = od −12 dB do 12 dB, z dokładnością 0,1 dB
Gradient = od 0,4 do 4, z dokładnością 0,1
Bluetooth: 3.0 NFC, profile: AD2P, AVRCP,HFP i PBAP
Bateria: Litowo-jonowa 830 mAh
Kabel: USB/Micro USB: 1, mini Jack: 1,30 m
Waga: 270 g
Wymiary: 175 × 202 × 39,3 mm (szer. × wys. × gr.)
Cena: 1499 zł

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 02/2015

3