iMagazine

Odyseja Apple usera. Jak oblecieć świat i nie kupić nowego iPhone’a?

19/05/2015, 12:20 · · · 0

W kilka tygodni po premierze chciałem kupić iPhone’a 6 Plus, wierząc, że dzięki długiej służbowej podróży nie będzie z tym problemu.

Pora na coming out – byłem jednym z pięciu posiadaczy iPhone’a 5c w Polsce, ponieważ dokładnie w dniu jego premiery zalałem swojego starego iPhone 4. Jedynym modelem, który był wtedy dostępny od ręki w każdym sklepie, był właśnie „plastikowy iPhone”. Używałem go blisko rok. Możliwości iPhone 6 i 6 Plus oraz pozytywne opinie redakcyjnych kolegów zachęciły mnie do przesiadki na wyższy model.

Tym razem proces towarzyszący zakupowi telefonu mógłbym spokojnie porównać do Odysei albo Wyprawy Argonautów. W Polsce iPhone 6 Plus przez pierwsze dwa miesiące od premiery był praktycznie niedostępny. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w październiku czekała mnie długa służbowa podróż – liczyłem na to, że uda mi się kupić telefon w jednym z odwiedzanych krajów. Pierwszą próbę podjąłem na lotnisku w Dubaju. Okazało się jednak, że nie ma tam Apple Store. Wkrótce odwiedziłem dwa sklepy Apple w Hongkongu, które każdego dnia przeżywały szturm (w wersji azjatyckiej – uporządkowana kolejka) setek osób. Po rozmowie z kolejkowiczami okazało się, że wszyscy czekają tu po odbiór preorderów i nie ma mowy o kupieniu telefonu od ręki. Oczywiście za rogiem weseli panowie rozłożyli kramik z… iPhone’ami. Miejscowi poinformowali mnie, że to prawdopodobnie urządzenia przeszmuglowane do miasta z Chin kontynentalnych (prosto z fabryk Foxconna). Podziękowałem, zwłaszcza że ceny nie zachęcały, a sprzedawcom nie było po drodze z językiem angielskim.

Tlumy w Apple Store Hongkong

Kolejnym punktem na mojej trasie było Las Vegas. Gdy po trzech dniach konferencji wreszcie mogłem wyjść na miasto, skierowałem się prosto do Apple Store. Po drodze mijałem repliki największych zabytków – Wieżę Eiffla, Sfinksa, plac św. Marka, jednak rzucałem jedynie szybkie spojrzenia na te perły amerykańskiego sznytu – myślami byłem już z moim nowym telefonem. Z uśmiechem na ustach wszedłem do Apple Store, prosząc o iPhone 6 Plus w wersji T-Mobile. Genius ze smutkiem odpowiedział, że spóźniłem się dobrych kilka godzin, wyjaśniając mi przy okazji model sprzedaży iPhone’a w pierwszych, gorących kilku tygodniach. Każdego dnia Apple Store, oprócz zamówionych preorderów, otrzymuje pewną partię urządzeń, które wyprzedają się zwykle najpóźniej do południa. Genius zaprasza więc jutro rano i wtedy na pewno wyjdę ze sklepu z nowym telefonem. Problem w tym, że to był mój ostatni dzień w mieście, rano miałem już samolot do Europy. Podsumowując, obleciałem kulę ziemską dokoła, odwiedzając przy tym także USA, ale popyt był na tyle duży, że telefonu nie udało mi się kupić. Trudno o lepszą odpowiedź na mantrę: „Apple się kończy”.

Kilka tygodni później wszedłem w posiadanie iPhone’a 6 Plus, przedłużając kontrakt u jednego z rodzimych operatorów. Jestem zadowolony. Bardzo mocnymi stronami nowego modelu są aparat i bateria – żaden smartfon nie wytrzymywał u mnie dwóch dni normalnego użytkowania.

Mam jedynie żal do niektórych dostawców treści. Podstawową przyczyną, dla której zdecydowałem się na przesiadkę na większego smartfona, był zamiar uczynienia z iPhone’a podstawowego czytnika – RSS, Twitter, magazyny. Niestety, jak dotąd, jedynie iMagazine posiada natywną aplikację na smartfon – ani Wired, ani np. Polityka takiej wersji nie mają. Aplikacje pośredników, takich jak Nexto, wołają z kolei o pomstę do nieba – w 2014 r. nie można oferować użytkownikom oprogramowania, które nie zapamiętuje ostatniej czytanej strony! Zdaję sobie oczywiście sprawę, że są to problemy wieku dziecięcego, wkrótce większość dostawców dostosuje aplikacje do większych iPhone’ów. I mam nadzieję, że w trosce o zablokowanie kanibalizacji iPada mini, Apple nie będzie im w tym przeszkadzać.

iPhone 6 Plus zachęcił mnie też do czegoś, o co bym siebie nie podejrzewał. Telefon jest duży. Zwykle nie noszę zegarka, a wyjmowanie telefonu tylko po to, by sprawdzić godzinę jest dosyć problematyczne. Coraz częściej korzystam więc z Siri. A to sprawdzam czas, a to dodaję przypomnienie czy też odpowiadam w kilku słowach na SMS-y. Aktualizacja wirtualnej asystentki wprowadzona razem z iOS 8 przyniosła dużą większą tolerancję dla akcentu użytkownika. Idąc tym tropem, ciekawe, czy posiadacze iPhone’a 6 Plus będą pierwszą grupą docelową Apple Watch?

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 01/2015

0

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o