Apple TV – najbardziej niezrozumiany produkt Apple

05/07/2015, 10:00 · · · 22

8 czerwca, w warszawskim klubie Chwila, będziemy wspólnie oglądać rozpoczęcie WWDC 2015 – corocznej konferencji Apple skierowanej do deweloperów oprogramowania i jemu także poświęconej. Od kilku miesięcy media branżowe oczekują jednak pojawienia się nowego Apple TV, które Tim Cook miał zaprezentować już podczas wiosennej konferencji, a tymczasem pokazał: HBO Go dla USA i obniżkę ceny dotychczasowego modelu o kilkadziesiąt dolarów. Nie ma więc nadal konsoli do gier czy małej kostki robiącej kawę do darmowego filmu. I nie będzie, ponieważ nie rozumiemy Apple TV.

Domowe centrum rozrywki = perpetuum mobile?

Sprawa ciągnie się już od 12 września roku 2006, kiedy to Apple zaprezentowało światu kostkę o kodowej nazwie iTV. Steve Jobs, podczas tamtej prezentacji, wiele razy podkreślał, że Apple TV (iTV) ma być łącznikiem pomiędzy iTunes, komputerami Mac, iPodami a − jak się dziś okazuje – także iPhone’ami i iPadami. W skrócie – z iŚwiatem. To było „brakujące urządzenie, które w powietrzu ma przesyłać ulubione filmy i muzykę z iTunes na wielki i płaski ekran”. Hasło iTV brzmiało wówczas tak: „Zabawa Twoimi mediami na wielkim ekranie”. Pierwsze Apple TV miało dziesięć wejść. Obecne jest prawie cztery razy mniejsze i ma cztery porty: HDMI, Ethernet, optyczne audio i zasilanie.

Kiedy poszukałem w sieci komentarzy po premierze pierwszego modelu, były to np.: „Apple pokazało kolejny shit! Trzeba mieć iTunes i płacić. Ma ułomnego pilota, który niczego nie potrafi. Nawet nie mogę wpisać słów w wyszukiwarce z klawiatury. I że co? Że to ma zastąpić mi kino domowe?!”. Nie. Nie ma. Steve Jobs na jednym ze slajdów w 2006 roku pokazał Apple TV położone na sporych rozmiarów amplitunerze i odtwarzaczu DVD. Podkreślił wtedy też: „Gdy masz płytę DVD, idziesz do odtwarzacza DVD. Co ma być odtwarzaczem dla rzeczy z iTunes? iTV”. Apple TV nigdy nie było pozycjonowane w Cupertino jako coś w rodzaju kina domowego, centrum rozrywki, bo w to pojęcie wchodzi wiele więcej niż możliwości tego produktu. Z rynku już prawie zniknęły odtwarzacze DVD, a konkurencja zastępuje je systemami obsługi mediów strumieniowych, wbudowanymi w nowe telewizory. Zgadnijcie, skąd wzięli pomysł? Czym więc jest Apple TV? Jest łącznikiem pomiędzy naszą biblioteką: muzyki, filmów, zdjęć, podcastów, usług VOD a dużym ekranem i naszym wolnym czasem.

Zanim wideo na żądanie stało się modne, Apple zaprezentowało światu urządzenie, dzięki któremu możemy do dziś decydować, jacy nadawcy będą dla nas tworzyli cyfrową ramówkę. W dobie blogerów i vlogerów okazało się to genialne w swojej prostocie.

Ty układasz ramówkę

Jednym z głównych zadań, jakie w naszym domu pełni Apple TV, jest strumieniowanie wybranych subskrypcji z serwisu YouTube. Wieczorem, często przed snem, nadrabiam zaległości z kilku dni, ponieważ często nie mamy czasu obejrzeć kolejnego odcinka ulubionego vloga czy np. unboxingu Apple Watch. O relacjach z wypraw Wojtka i Krzyśka do Berlina już nie wspomnę. Mało tego, odkąd posiadam Apple TV, wyrobiłem w sobie nawyk i higienę związaną z YouTube’em. Prawie każdy film, jaki spotykam w sieci czy w mediach społecznościowych, a którego nie mam czasu obejrzeć w danym momencie, wysyłam do listy „Do obejrzenia” w YouTube. Od jakiegoś czasu można to zrobić za pomocą jednego przycisku w odtwarzaczu YouTube’a, co jeszcze upraszcza sprawę (również w aplikacji dla iOS). Wówczas wiem, że gdy znajdę czas, mogę wrócić do tej listy i ją wyczyścić. Czas na rozrywkę jest wówczas tym „dobrym” czasem, a nie przeszkadzajką w ciągu dnia.

Druga rzecz, do której Apple TV jest genialne, to przeglądanie zdjęć. Całej bazy zdjęć. Mam ich ponad trzydzieści tysięcy i od samego początku przygody z Apple dbam o porządek w albumach. Najpierw w iPhoto, a obecnie z Zdjęciach. Gdy zapraszasz znajomych na obiad czy wspominasz swoje dzieciństwo, naprawdę łatwiej jest robić to na dużym ekranie, siedząc na kanapie. Do tego jest to maksymalnie uproszczone, a to cenię sobie najbardziej. Apple TV ma także aplikację Flickra, w której często szukam inspiracji – przeglądając zdjęcia z całego świata. To naprawdę wygodne.

Trzecia sprawa to sedno Apple TV, czyli filmy. Obecnie wyjście do największej w Polsce sieci kin, w niedzielę, na dobry seans z karmelowym popcornem, kosztuje parę 56 złotych. Koszt wypożyczenia tego samego lub innego filmu w iTunes to 17-20 złotych. Koszt kupna tegoż filmu to maksymalnie 50 złotych. Kupna – czyli film masz na zawsze w swojej bibliotece iTunes – na wszystkich iUrządzeniach. Pożywką dla hejterów jest w przypadku filmów… a zresztą zacytuję: „Nie ma po polsku!?”. Coraz częściej jest, a nawet jeśli nie ma, to wierzcie mi – przełamanie w sobie bariery językowej i oglądanie anglojęzycznych filmów w oryginale daje niesamowitą frajdę i swobodę. Wydając niecałe 350 złotych na małą, czarną kostkę, otrzymujesz motywację do nauki języka i po prostu – oszczędzasz. Apple jest dla snobów? Policzcie to sobie sami (koszt szkoły językowej + kino + dojazd do tego kina). Inna sprawa, że za kinem nie przemawia coraz częściej duży ekran i super jakość. Ekran czy projektor także możesz mieć w domu (na długo), a jakość filmów w iTunes jest po prostu bezbłędna.

Apple TV nie będzie konsolą do gier

Nie wierzę, że Apple pokaże kombajn, który nadal będzie nazywał się Apple TV i zawierał konsolę do gier, ekspres do kawy, system monitorowania domu i parę innych dodatków. A na poważnie − Apple TV powinno ewoluować. Powinno otworzyć się na App Store i umożliwiać pisanie specjalnych aplikacji (aby stacje telewizyjne czy vlogerzy mogli przenosić tam swobodnie VOD, a dodatkowo zarabiać), przeprojektować nieco interfejs, być może mieć nowy, mądrzejszy pilot. Niech ono jednak postanie tym łącznikiem z iŚwiatem, ale ten łącznik powinien przyspieszyć – być bardziej intuicyjny, bardziej nowoczesny, mniej ograniczony. To na pewno.

Brak niektórych usług na terenie naszego kraju nie jest przeszkodą w wykorzystaniu potencjału Apple TV. Rzekomy problem z polskimi filmami opisałem powyżej, a brak wygodnego wpisywania w wyszukiwarce fraz jest bzdurą, ponieważ w aplikacji Pilot, służącej do sterowania Apple TV z poziomu iOS, możemy wykorzystać systemową klawiaturę i swobodnie wyszukiwać treści. Możemy też sparować z ATV fizyczną klawiaturę przez Bluetooth. No dobrze, ale to wszystko mamy w naszych iPhone’ach i Macach. Jasne, tylko tego „wszystkiego” naraz nie obejrzysz, nie wysłuchasz, nie zatrzymasz myśli na danym zdjęciu sprzed piętnastu lat.

Apple TV jest dla mnie przykładem urządzenia, które porządkuje nasze nawyki. Nasz dzień. Urządzenia, dzięki któremu ma być nam łatwiej. To jest jego podstawowe zadanie, żebym oglądając kapitalną relację na Periscope, mógł pokazać ją rodzinie (jednym tapnięciem) na dużym ekranie. Nie rozumiemy, mam wrażenie, jeszcze tej logiki. Zwróćcie uwagę na to, co obserwujemy obecnie w przypadku Apple Watch. „Potrzebuje iPhone’a? Skandal!”. Oczekujemy, że każde urządzenie od Apple będzie perpetuum mobile. Nie, nie będzie i Bogu dzięki, bo byśmy zwariowali. Ile rzeczy jesteś w stanie robić tu i teraz, w danym momencie, hm?

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 06/2015

22

Krzysztof Kołacz

👨🏻‍💻 Piszę tutaj. 🎙 O technologii, biznesie i sporcie rozmawiam w podcaście: www.boczemunie.pl. 🏃🏻‍♂️ Biegam. Parzę i piję ☕️ specialty. 👉 krzysztofkolacz.pl