iMagazine

Recenzja Bang & Olufsen H7

02/02/2016, 09:20 · · · 3

Dziewięćdziesiąt lat dbania o każdy szczegół, począwszy od bezkompromisowego podejścia do jakości dźwięku, po nieustannie świeże podejście do dizajnu. Nie znajdziemy na rynku audio producenta, który dla sprzętów grających zrobił tyle, co Bang & Olufsen. Ta duńska marka zaczęła budowę mostu, który już na zawsze połączył świat Hi-Fi ze światem dizajnu. Dzięki projektom, które przez 90 lat B&O wprowadzał w życie, wchodząc teraz do sklepu, nie tylko przysłuchujemy się produktom, ale również wnikliwie je oglądamy. Nieraz pisałem już o tym, że słuchawki traktuję jak biżuterię i są dla mnie wyjątkową częścią garderoby. Oczywiście, w dalszym ciągu na pierwszym miejscu powinien pozostać odsłuch, ale często te dodatkowe plusy za wykonanie i ogólny wygląd powodują, że na naszą głowę wędruje ta słuchawka, a nie inna. Najlepszym scenariuszem jest ten, w którym wchodzimy do sklepu, zwracamy uwagę na jakiś model, bierzemy go do ręki, wkładamy na głowę, odsłuchujemy i możemy odznaczyć „ptaszek” na każdej pozycji z naszej listy. Uwierzcie mi: ze słuchawkami Bang & Olufsen taki scenariusz staje się bardzo realistyczny.

Bang-Olufsen-H7-02-hero

Dlatego czułem się w komfortowej sytuacji, czekając na kuriera z paczką o wiadomej zawartości. Tą zawartością był nowy, świeży jak mem po wyborach model słuchawek H7. Po wielkim sukcesie modelu H6 Bang & Olufsen poszedł za ciosem i na dziewięćdziesięciolecie istnienia firmy zaprezentował godnego następcę.

Powiem szczerze, że B&O strasznie mnie zaskoczyli rozwiązaniami wprowadzonymi w modelu H7. Na pierwszy rzut oka to wręcz brat bliźniak poprzedniego modelu H6. Po dłuższym kontakcie okazuje się, że nowe słuchawki są jak jednojajowy bliźniak od innego ojca – tak wiem, że to nie możliwe, ale tak jest. Wyglądają bardzo podobnie, ale ich charakter i możliwości są całkowicie odmienne. Pamiętam, jak czytałem test H6 napisany przez Norberta, który pisał o tym, że B&O nie bawi się w nowoczesne konstrukcję, które przyzwyczaiły nas do złącza USB i bezprzewodowej łączności. W tym momencie możecie wykreślić poprzednie zdanie, bo model H7 jest absolutnym zaprzeczeniem tego, co napisał Norbi. Jest w nich złącze USB i są bezprzewodowe, a co więcej, nowy model słuchawek od B&O ma dotykowy panel. Szok? Nie ukrywam, że dla mnie tak. Kto, jak nie właśnie Bang & Olufsen ma zrobić wyjątkowo udane słuchawki, których nie przyćmią efektowne rozwiązania. Słuchawki, które w dalszym ciągu pozostaną wierne temu, co chciał przekazać nam artysta. Po wyciągnięciu słuchawek z jak zawsze dobrze wykonanego i fajnie graficznego wykończonego pudełka moją uwagę przykuła waga.

Bang-Olufsen-H7-05-hero

Model H7 mimo upchanych w nim rozwiązań, do których jest potrzebna bateria, pozostał zadziwiająco lekki. Jeśli do tego dodamy prawdziwą skórę i solidność w każdym szczególe, to 280 gramów wydaje się wartością rodem z kosmosu. Naprawdę mam pisać o wzornictwie, wykonaniu i o podejściu do panujących trendów? Serio? Chyba należałoby w tym miejscu napisać tylko „Jakob Wagner”. Brzmi jak dobrze znane filmowe hasło „Siara i wszystko jasne”. Może pozwolicie mi na przytoczenie słów samego mistrza Wagnera, który w taki sposób opisuje swoje nowe dzieło: „Każdy składnik BeoPlay H7 został starannie dobrany, zarówno jeśli chodzi o funkcje, materiały czy detale, z których zbudowano słuchawki. Wszystkie razem tworzą znaczącą całość, która jest czymś więcej niż tylko sumą składników”. Nie sposób się z tym nie zgodzić. H7 to duża nauszna konstrukcja sprawdzająca się w domowym zaciszu albo w dłuższych podróżach. Tego rodzaju słuchawki muszą spełniać kilka warunków. Na pewno najważniejszy z nich to komfort, a ten w przypadku H7 jest, jak przystało na B&O, wysoki. Mówiąc Bang & Olufsen, z tyłu głowy słyszysz Rolls Royce, Bentley czy Jaguar. Użyte materiały mają na to duży wpływ. Stabilny pałąk pokryty prawdziwą skórą, miękkie nauszniki i niska waga gwarantują nam długie godziny odsłuchu. Nie udało mi się dotrwać do momentu, w którym H7 zaczęłyby mi przeszkadzać. Naszpikowanie nowego modelu technologią niesie jednak ze sobą jeden minus. Starsza wersja H6 miała możliwość podłączenia przewodu słuchawkowego w lewy bądź prawy nausznik, co nie ukrywam, bardzo lubię. Można oczywiście zadać pytanie, po co to komu? Skoro H7 są bezprzewodowe! Pozwólcie, że odpowiem na to pytanie trochę później, przy okazji opisywaniu wrażeń odsłuchowych. Kwestię komfortu mogę zakończyć bardzo krótkim zdaniem. Bang & Olufsen H7 są jednymi z najwygodniejszych słuchawek, jakie moja głowa miała okazję gościć. Dość powiedzieć, że nasz naczelny Dominik Łada w zimne dni nie rozstaje się z poprzednim modelem H6. Zdradził mi, że nawet jak nie słucha muzyki, to nie ściąga ich z głowy i służą mu jako ciepłe nauszniki, w których ucho się nie poci. Stwierdziłem, że to dosyć drogie nauszniki, ale w końcu naczelny to naczelny.

Oprócz komfortu B&O w swoich nowych słuchawkach postawił również na spore udogodnienia dla użytkownika. Po pierwsze bezprzewodowość, która rzecz jasna stała się czymś tak powszechnym, że nawet takie marki jak Bang & Olufsen nie mogą jej lekceważyć. Dla mnie ta funkcja w przypadku słuchawek mogłaby nie istnieć, dlatego, że nie uznaje kompromisów w kwestii jakości dźwięku. Jednak moja żona często mi mówi, że nie jestem sam na świecie i, jak się okazuje, ma rację. Mimo mojej niechęci do bezprzewodowego dźwięku muszę przyznać, że B&O świetnie poradził sobie z tym zadaniem i to wyjątkowo wygodny sposób na słuchanie muzyki. Duża bateria pozwala na około 20 godzin odsłuchu, a to wynik rewelacyjny. Jednak nie mogę napisać o tym, jak to się przekonałem do takiego rozwiązania. Dlaczego? Z prostej przyczyny: odsłuchując H7 na kablu, słyszałem więcej, mocniej i lepiej w każdym paśmie. Drugim udogodnieniem H7 jest dotykowy panel umieszczony na prawym nauszniku. Jest zrobiony rewelacyjnie, bo absolutnie nic nie wskazuje na to, że tam się mieści. Dyskrecja w tak prostej i pięknej konstrukcji to spora zaleta. Całość działa fajnie i reaguje bardzo szybko. Dotknięcie w środkowej części powoduje play i pauzę, przesunięcie palcem wzdłuż to następny/poprzedni numer, a kuliste ruchy odpowiadają za potencjometr.

Bang-Olufsen-H7-02-hero

B&O zrobił wszystko, aby zadowolić swoich klientów. Trudno udoskonalać coś, co jest niezwykle dobre. Dlatego nie nastawił się na zamiany, a na dodatki. Wszyscy, dla których klasyczna forma, jaką miały H6 nie wystarczała, uzyskali właśnie produkt, którego szukali. Z kolei dla tradycjonalistów w dalszym ciągu H7 jest dobrym wyborem, bo przecież nadal mamy możliwość słuchania za pomocą przewodu.

Z odsłuchem nie było łatwo i na początku czułem się jak w amerykańskim barze z klasyczną maszyną grającą, gdzie w pośpiechu szuka się odpowiedniego numeru. Słuchawki są niesamowicie wymagające i żeby poczuć, co potrafią, trzeba naprawdę wyszukiwać same perełki. W grę wchodzą utwory świetnie zmasterowane i nagrane, dopiero wtedy możemy poznać prawdziwe oblicze H7. Moim przewodnikiem na drodze odsłuchu stała się Erykah Badu, to ona spełniła wszystkie warunki postawione przez H7. W końcu mogłem posłuchać jej niepowtarzalnego wokalu w takiej skali, jaką wcześniej słyszałem tylko na żywo. Szczególnie górne częstotliwości wgniotły mnie w fotel i wywoływały mocniejsze bicie serca. Świetna granica między dołami soulowych produkcji a wokalnymi górami – wszystko było dokładnie w punkt. W efekcie nagle znalazłem się na koncercie Erykah Badu i uwierzcie mi, zostałem na nim do ostatniego bisu. Wokal, wokal i jeszcze raz wokal, to właśnie są B&O H7. Ich środkowe pasmo pozwala na usłyszenie wielu detali, jest szerokie jak spodnie naszego nowego posła. Nie lubię słuchać głośno muzyki, ale w tym przypadku jakaś dziwna siła kierowała mój palec na dotykowy nausznik, którym cały czas podkręcałem poziom dźwięku. Każdy odsłuchiwany numer był grany grubo ponad 50% skali. Myślę, że to zasługa świetnego balansu i tak szczegółowego środka, głośne słuchanie absolutnie mnie nie męczyło, co się zazwyczaj dzieje.

Model H6 był jak najbogatsza wersja najwyższej klasy Mercedesa, ale nawet z takiego samochodu można stworzyć coś jeszcze lepszego. Tak właśnie zrobił B&O. Dodając bezprzewodowość i dotykowy panel stworzyli słuchawki kompletne. Każdy, kto nie zdecydował się na zakup poprzednika, teraz nie będzie miał powodów do szukania jakieś alternatywy. Wybór może być tylko jeden.

Bang Olufsen H7 10

Dane techniczne

Przetwornik: Electro-dynamic 40 mm
Pasmo przenoszenia: 20–22,000 Hz
Bluetooth: 4.1 aptX
Mikrofon
Bateria: Litowo-jonowy akumulator 770 mAh
Przewód: 1,2 mm miniJack
Waga: 280 g

* * *

Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 12/2015

3

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
paicziSebastian BagińskiMarekMotyka Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
MarekMotyka
Gość
MarekMotyka

Fajna recenzja. Mam już dla siebie prezent na urodziny :).
Da się to podpiąć pod nowe Apple TV ? Żona czasem marudzi że w nocy jest głośno:)
Druga opcja, da się podpiąć pod zwykły TV lub PS4 jakimś dodatkowym modułem

Sebastian Bagiński
Gość

Co mi z Makiem po takich słuchawkach skoro OS X w dalszym ciągu nie jest w stanie wypuścić dobrego audio po bluetooth? Ten problem ciągnie się od jakichś kilku lat.
Jeśli ktoś z Was sobie z tym poradził – dajcie proszę znać.

paiczi
Gość
paiczi

można blokować panel dotykowy?
jest możliwość podłączenia kabla?