Kup Pan iPhone’a, tanio!

22/03/2016, 12:21 · · · 33

Nie tak dawno pisałem, że w tym roku warto będzie uważnie obserwować rynek urządzeń tańszych. Takich trochę słabszych, trochę mniejszych, trochę mniej ekscytujących. Po wczorajszej konferencji domyślam się jednego: Tim Cook czyta iMagazine. Nieźle, nie?

Odstawmy na bok marketingową pogadankę o ochronie środowiska, zdrowiu, zabezpieczaniu danych, a skupmy się na nowych produktach. Wróć. Na produktach. Bo tam chyba nic nowego nie było, poza jakimś wydziwianym ekranem co to zmienia kolory (Wojtek się jara). Apple otworzyło szufladę z urządzeniami rozebranymi przez ich nową maszynkę do rozbierania urządzeń i zmontowało z nich coś, co (mam nadzieję) zwiastuje zmianę. Dobrą. Ale taką prawdziwie dobrą zmianę.

Spodziewałem się (…) najszybszego, najlżejszego, najcieńszego, najbardziej różowego Apple Watch dotychczas.

Mały wstęp. To była pierwsza konferencja, którą oglądałem bez przygotowania. Szkoda, że znajomi nie nagrywali moich ekscytacji, gdy pokazywali iPada Pro 9,7”. Naprawdę szkoda. Ale najpierw był Apple Watch. Szczerze powiedziawszy, spodziewałem się nowego modelu. Najszybszego, najlżejszego, najcieńszego, najbardziej różowego Apple Watch dotychczas. Nic z tych rzeczy. Dostaliśmy nowe paski i nową… cenę. Tak. Apple zrobiło nam psikusa i obniżyło ceny Apple Watcha. Miło.

Potem Tim chciał porozmawiać o iPhonie. Rewolucyjny komputer, zmienił rynek telefonów i do dzisiaj wyznacza na nim trendy. Lata temu ludzie wybierali go głównie przez rozmiar. Gdy konkurencja rosła jak na drożdżach, Apple robiło swoje starannie klepiąc w Chinach 3,5-calowe smartfony. Potem na dwa lata przerzucili się na minimalnie większy rozmiar 4”, aby wreszcie skończyć tam gdzie wszyscy: 4,7” oraz 5,5”. Tylko, że wiele osób sięgało po starsze, ale mniejsze iPhone’y. Jeśli wierzyć panockom z Apple znalazło się blisko 30 mln takich klientów tylko w 2015 roku. To mniej więcej tak, jakby 4 na 5 Polaków kupiło 5s. Sporo, prawda?

Znowu, jeśli wierzyć panockom z Apple, robili to przez rozmiar. Chcieli małego. Ja tutaj dorzucę własną teorię, jaką jest niższa cena. Pewnie nawet w Cupertino nie wiedzą, który czynnik przeważał, więc zadowolili obie grupy i zrobili małego, taniego iPhone’a z podzespołami od 6s. Jest A9, jest aparat 12 Mpix, jest “Hey Siri”, jest Rose Gold. Podkreślam. Jest Rose Gold. A to wszystko w cenie 399 dolarów (po polsku: 2149 złotych). Jeśli chcesz normalną pojemność to wydasz 499 dolarów (po polsku: 2699 złotych). Wojtek porównał dla Was flagowca i nowość, ale z istotnych rzeczy w SE mamy starszy Touch ID, nie ma 3D Touch i jest mniejszy ekran. Wydajnościowo mamy jednak do czynienia z tym samym. Kiedyś, żeby kupić najmocniejszego iPhone’a trzeba było wydać 3199 złotych. Dzisiaj to ponad tysiąc mniej. Tysiąc.

Prawdopodobnie szybciej doczekamy się kalkulatora w iPadzie, niż obniżki cen iPhone’a.

Tutaj krótka przerwa. iPad mini 4, który kosztuje również 399 dolarów w Polsce jest sprzedawany za 1699 zł. Dlaczego Apple Polska nie pokusiło się na taki sam przelicznik w przypadku iPhone’a SE? Wyobraźcie sobie jakim hitem byłby nowy iPhone za nawet nie dwa tysiące złotych. Kolejki byłyby dłuższe od tych do Manekina1. Moja Babcia by w niej stanęła, mimo że nie wie co to iPhone. Sprzedawaliby go w Biedronce. Kasjerzy w Empiku wciskaliby je nam zamiast wypasionej czekolady w specjalnej promocji. A my byśmy je wzięli, bo w sumie tanio. Już nie mówię o abonamentach. Szaleństwo.

Dalej był iPad. Jak pewnie pamiętacie, ostatniej jesieni dostaliśmy dużego Pro i nowego, małego Mini. Miałem oba. Pierwszy był stanowczo za duży. Drugi stanowczo za mały i jednak brakowało nowych bajerów, jak wsparcie dla Pencila i czterech głośników. Teraz pokazali coś pomiędzy. Kolejny Pro ma mniejszy ekran, ale poza tym oferuje absolutnie wszystko to2, co starszy brat, może poza rozdzielczością ekranu. Pojawił się za to dużo lepszy aparat i – ponownie – Rose Gold. Powtarzam: Rose Gold. Nie odziedziczył również ceny, bo ta jest dużo niższa, o dokładnie tysiąc złotych. TYSIĄC.

Ja widzę tutaj jedną istotną cechę wspólną. Ceny. Teraz, żeby kupić najmocniejszego iPhone’a i iPada możemy wydać ponad 2000 zł mniej. Nawet jak dokupimy Apple Watcha Sport to zostanie kilka stów. Owszem, dostajemy mniejsze ekrany, ale wydajnościowo urządzenia nie odbiegają od droższych odpowiedników. Czy to oznacza, że Apple jednak będzie chciało zacząć wojować również ceną? Czy jest możliwe, żeby nowy iPhone 7, czy jak go tam nazwą, był tańszy, niż 6s? Teoretycznie tak. Nawet widzę sens takiego działania. Niższa cena to wyższy popyt, tak zazwyczaj to działa. O ile kiedyś z iPhone’em było inaczej (tzw. paradoks Veblena, ludzie chętniej coś kupują, gdy jego cena rośnie), to dzisiaj sytuacja się odwróciła. Telefony Apple widzimy na każdym kroku, znam jakieś 3 osoby, które ich nie używają, więc przepłacanie za nie po prostu przestaje mieć sens.

Chociaż, znając życie, tak się nie stanie. Prawdopodobnie szybciej doczekamy się kalkulatora w iPadzie, niż obniżki cen iPhone’a. Ale kiedyś, za parę lat, kto wie?

  1. Restauracja w Warszawie, z wiecznymi kolejkami oczekujących na stolik, wychodzącymi na ulicę (klientami, nie stolikami).
  2. „Nie do końca”, mówi Wojtek i zaprasza do porównania iPadów.
33

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel