iMagazine

Trzy tajemnice Sardynii

07/08/2016, 11:05 · · · 4

Plan był taki: plaża, szum morza i wrzaski mew, wino i święty spokój. Bo przecież na Sardynii nie ma nic, co mogłoby mnie zainteresować, a tydzień świętego spokoju można mieć tylko tam, gdzie „jest nic”.

Skończyło się jak zawsze: 1200 kilometrów zrobionych po ćwiartce wyspy, kryjącej wiele tajemnic. Trzy z nich Wam zdradzę. Do odkrywania innych zapraszam na Sardynię.

sardynia_01

Przyroda

Jeśli w górach jest wszystko, co kochacie, to nie wybierajcie się na Sardynię bez górskich butów i całej reszty sprzętu. Góry na wyspie porasta śródziemnomorska makia, a w niektórych rejonach przypominają nasze Gorce czy może Góry Świętokrzyskie, ale są wyższe i ogólnie „bardziej”. Wiele w nich cienia, w którym można się skryć przed palącym (oj, bardzo palącym…) słońcem. Wiele w nich zaskakujących budowli, o których dalej. Wiele w nich także ścieżek zapraszających do wędrówki. Trudno powiedzieć, jakie kształty mają te góry. Z jednej strony wyglądają jak wielkie, zielone krowy; z drugiej – niekończące się, wijące się pasma. Wiele szczytów to już nieczynne wulkany, stąd wśród skał dominuje bazalt matowiący pejzaż i nadający mu szczególnej kolorystyki, z żadnym innym krajobrazem nieporównywalnej.

sardynia-4Góry ciągną się wzdłuż wybrzeży wyspy, przecinają ją w poprzek, wzdłuż, na ukos. Serpentynami można wyjechać na płaskowyże, z których widok na morze i okolicę potrafi ściąć krew w żyłach (polecana droga z Bosa do Alghero – wrażliwsi kierowcy powinni jechać nią na tabletkach uspokajających, mniej pewni kierowcy – nie jedźcie w ogóle, poważnie). Poza szczytem upałów warto spróbować pokonać niektóre trasy rowerem (wypożyczalnie rowerów są w każdym punkcie obleganym przez turystów), ale – znowu – uważajcie na słońce, na wyspie bardziej bezlitosne dla skóry, bo wspomagane morskim wiatrem. Rowerem można pokonać ścieżki na niezwykłym, pokrytym bazaltem płaskowyżu Giara di Gesturi, niektóre z nich opatrzono nazwą „ambiente” – nastrojowa – i naprawdę jest tam bardzo ambiente. W niskiej, śródziemnomorskiej roślinności znakomicie prezentują się niewielkie krępe konie, które swobodnie biegają po całym terenie.

Na wybrzeżach Sardynii z kolei zachwycają jaskinie, groty czy po prostu pięknie ukształtowana skalista linia brzegowa, opływana wodą o kolorach turkusowym, szmaragdowym, szafirowym, błękitnym, granatowym, zielonym… A na plażach odbija się słońce w kwarcu różowym czy zielonkawym. Trudno znaleźć równie piękną i zróżnicowaną przyrodę w Europie! Aktywni pójdą w góry, aktywni inaczej na plażę, a wieczorem wszyscy spotkają się przy drugim z sekretów Sardynii. Przy alkoholu.

sardynia-3

Alkohol – Cannonau i Mirto

Wino znajdowało się w top five tego „nic”, które planowałam robić na Sardynii, ale że to wino będzie aż tak dobre, tego się nie spodziewałam. A że po winie z upodobaniem będę strzelać kieliszek mirto, to już w ogóle nie wiedziałam. Nie jestem znawczynią win. Wystarczy powiedzieć, że lubię wina wytrawne, nawet bardzo wytrawne, chętniej sięgam po białe niż czerwone, a ostatnio także różowe, szczególnie przy upałach. Moje upodobania znalazły idealne spełnienie na Sardynii.

Cannonau to jeden z najbardziej rozpowszechnionych na świecie szczepów winogron, szerzej znany jako grenache, ale na wyspie funkcjonujący pod właśnie tą, lokalną nazwą. Sardowie dumnie twierdzą, podpierając się ostatnimi badaniami, że to właśnie z ich wyspy pochodzi ten tak popularny szczep. Pośród różnych jego cech wyróżnię jedną, dla mnie istotną: nadaje się do przetwarzania na wszystkie moje ulubione kolory, dając zawsze intensywny smak i wysoką wytrawność. Jak białe pasuje do grillowanej lokalnej ryby, której nazwy nie umiem powtórzyć czy sardynek w mocno ziołowej panierce smażonych w głębokim tłuszczu, jak czerwone smakuje po prostu z pizzą – tego Wam nie powiem, bo tego trzeba spróbować. Ale powiem Wam, jak smakuje wytrawne, schłodzone różowe Cannonau wieczorem, gdy nad morzem zachodzi słońce i siedzi się na ciepłym piasku na plaży, mrucząc z zadowolenia: smakuje bosko.

sardynia-2

Na Sardynii, jak w innych regionach Włoch, grozi śmierć z przejedzenia, choć kuchnia na wyspie nie jest zbyt wyrafinowana – po prostu dobra, dobrze przyprawiona. Gdy jednak brzuch boli, to z ratunkiem przychodzi zmrożone mirto. To alkohol wysokoprocentowy (między 30% a 40%), należy więc uważać z przesadą w spożyciu. Zresztą jeden kieliszek „na trawienie” powinien wystarczyć, by poprawić sytuację. Trudno opisać smak – intensywny przede wszystkim, dla wielu „aptekarski”, dla mnie – ziołowy, a pod warunkiem podania w oprószonym lodem kieliszku – orzeźwiający. Mirto wytwarza się z jagód i liści mirtu (od składników zależy kolor nalewki – jasny lub ciemny), rosnącego swobodnie na całej wyspie. Mirto to jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że Sardowie są dumni ze swej wyspy. Ale jeszcze dumniejsi są ze swego starożytnego dziedzictwa.

sardynia-13

Nuragi

Kto z Was słyszał o egipskich piramidach? Wszyscy. Kto o kreteńskich pałacach i Minotaurze? Większość. A kto wie coś na temat Nuragów? Cisza. Nuragi stały się moim największym odkryciem na wyspie – właśnie dzięki nim zyskała w moim prywatnym rankingu miejsc-w-których-kiedyś-zamieszkam bardzo wysoką lokatę. Kosmici – właściwie tylko to mogę powiedzieć po zwiedzeniu kilkunastu miejsc związanych z cywilizacją nuragijską (nuorską).

Budowle stworzone przez lud, o którym właściwie nic nie wiemy, w okresie od około 2000 lat p.n.e. temu do mniej więcej 800–700 roku p.n.e., robią właśnie kosmiczne wrażenie. Perfekcja konstrukcji zapiera dech w piersiach, umiejętność zaplanowania skomplikowanych niekiedy kompleksów (o charakterze mieszkalnym, religijnym lub obronnym – nie wiadomo!) czy wreszcie ich upowszechnienie na całej wyspie i niewiarygodnie wręcz duża liczba zbadanych miejsc – prawie 8000 tysięcy! – wszystko to powodowało, że głową z wrażenia ruszałam nie z prawa na lewą, ale w górę, patrząc na niebo, skąd twórcy tych cudów na pewno przybyli. „Erich von Däniken ma rację” – myślałam raz po raz, wchodząc na doskonale spasowane stopnie czy podziwiając święte miejsce – studnię w Santa Cristina.

sardynia-9

Prawie nic nie wiemy o Nuragach. Poważnie. Nie zostawili świadectw na piśmie, zostało po nich niewiele figurek, naczynia i te budowle… Jedna od drugiej oddalona w zasięgu wzroku, położone w dużej mierze w górach, na szczytach, na wzniesieniach, niewątpliwie były zamieszkiwane przez cywilizację znacznie bardziej rozwiniętą niż przodkowie Słowian (którzy, na marginesie, w czasach Nuragów siedzieli sobie spokojnie w Azji Środkowej i ani myśleli, że przyjdą do Polski, gdzie spotkają białego orła i tak dalej). Po Sardynii można jeździć od nuraga do nuraga (bo budowle nazywają się tak samo, jak lud), warto pojechać do co najmniej kilku. Można dzięki temu jeszcze bardziej wpaść w zdumienie nad kunsztem inżynieryjnym Nuragów oraz rozkoszować się pierwszą tajemnicą wyspy – przyrodą. Na drogę, na kręte sardyńskie drogi, drugiej tajemnicy, alkoholu, nie polecam!

sardynia-8

W punktach turystycznych warto zaopatrzyć się w mapę z zaznaczonymi udostępnionymi dla turystów nuragami; zwiedza się zwykle z przewodnikiem (najczęściej nie mówią po angielsku, ale przekaz po włosku jest tak żywiołowy, że większość i tak się rozumie), bilety wstępu to koszt 3–9 euro, zależy od znaczenia danego nuraga na tle innych. Drogi dojazdu są najczęściej oznaczone – najczęściej, bo i tak można się zgubić. Polecam wizyty w sklepikach przy kasach – pamiątką z wyjazdu mogą być pięknie haftowane tkaniny czy surowa w wykonaniu, ale atrakcyjnie się prezentująca ceramika zdobiona w typowe dla wyspy wzory, nie wspominając o sardyńskich kozikach, atrybutach słynnych wyspiarskich złodziei i rozbójników.

sardynia-12

To moje trzy tajemnice Sardynii. Na pewno tam wrócę, bo wyspa skradła moje serce i zawładnęła umysłem. Ogłoszony niedawno program rządu włoskiego sprzedaży domów w wyludniających się miejscowościach interioru po 1 euro (!) zapalił mnie na chwilę. Tylko na chwilę, bo jeszcze nie nadeszła chwila wyprowadzenia się na jakąś rentierską miejscówkę. Ale przecież wróciłabym jutro do strzeżonego przez słonia Cagliari, gdzie miałam okazję wysłuchać przepięknych sardyńskich śpiewów męskich na mszy w sardu – lokalnym dialekcie – czy do uroczego Alghero nazywanego małą Barceloną, czy na kręte drogi po płaskowyżach wyspy. Kto wie, może wróciłabym dlatego, że według wielu Sardynia jest zaginioną Atlantydą, rajem na ziemi. Moim rajem, w którym „robienie nic”, znaczy podróżowanie po wyspie, by uchwycić jej tajemnice.

sardynia-7

Praktycznie

Na Sardynię polecimy tanimi liniami lotniczymi (wiecie, co mam na myśli) z Krakowa do Cagliari, a innymi tanimi liniami lotniczymi – z Katowic i Warszawy do Alghero. Na miejscu wynajmiemy samochód za nawet 5 euro za dzień (na przykład Fiat Panda) plus koszt opcjonalnego ubezpieczenia – od około 18 euro za dzień. Tak, ubezpieczenie jest prawie czterokrotnie droższe niż samo auto, a warto się nad nim zastanowić, bo wyspiarze jeżdżą ostro, turyści zaś, nieprzyzwyczajeni do hamowania pod górkę, mają skłonność do wszelkiego rodzaju stłuczek, o zadrapaniach na wąskich uliczkach starych miasteczek nie wspominając. W każdym punkcie informacyjnym należy się upomnieć albo o szczegółową mapę regionu, albo ogólną całej wyspy z oznaczonymi zabytkami. Zakupy robić warto w większych sklepach – powszechnie w miastach znajdziemy choćby Coop, wielkie Carrefoury są na wyspie dwa (dokładnie tyle, jeden niedaleko za Cagliari przy drodze nazwanej Carlo Felice wiodącej do Sassari). Pamiętajcie o popołudniowej sjeście – między godz. 13:00 a 15:00 nie kupicie nic, wszystko zamknięte. W tych godzinach warto natomiast coś zjeść w knajpie, bo potem się je zamyka i otwiera dopiero wieczorem.

sardynia-11

Sierpień to okres najdroższy na Sardynii i zarazem najtłumniejszy; warto pojechać przed szczytem sezonu lub po. Mieszkać można w licznych hotelikach, pensjonatach czy znaleźć locum na Airbnb (najlepiej!). Przed wyjazdem odświeżcie znajomość języka włoskiego, bo 99% procent napotkanych kelnerów, sprzedawców, kasjerów oprócz włoskiego zna jeszcze jeden język: lokalny dialekt sardu. W zasadzie wystarczy buongiorno, prego, grazie (najważniejsze, szczególnie z uśmiechem), ale często trzeba użyć Google Translatora, gdy droga gdzieś zniknęła po drodze… Warto go mieć w wersji offline, bo na wyspie jest sporo dziwnych dziur w sieci, takich deadspotów. Kosmici, nie mówiłam?

Życzę szerokiej drogi i odkrycia własnych tajemnic Sardynii!


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 07/2016

4

Anna Gabryś

Byłam flecistką, wydawczynią, historyczką, muzealniczką. Jestem IT PM. Nie wiem, kim jeszcze zostanę. #piszęSobie #smartkultura #polszczyzna


4
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
MoridinKim Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kim
Gość
Kim

Moim zdaniem źle robicie mieszając w imagazine ” groch z kapustą”. Ogromny wybór w Internecie powoduje, że z tego sklepu możemy wybierać sobie to co najlepsze. Lepsze są strony o pozdróżach, polityczne i inne. Psujecie ten magazyn tylko dlatego, że chcecie wrzucić sobie w koszty wycieczkę lub inne atrakcje. Coraz częściej zaglądając tutaj zerkam tylko na tytuły i nawet nie otwieram ich… od podróży mam lepszych specjalistów.

Moridin
Gość

“(…) wrzucić w koszty (…)”

Wszyscy podróżujemy na własny koszt. Proszę o niedopowiadanie nieprawdziwych informacji.

Kim
Gość
Kim

To opinia a nie informacja.