iMagazine

„Finansowy ninja” Michał Szafrański

19/09/2016, 18:00 · · · 5

Da się blogować po godzinach, pracując na etacie. Da się zrezygnować z pracy na etacie, już blogując i postanowić utrzymać siebie i rodzinę z bloga. Da się też z dnia na dzień stwierdzić, że już się nie rozumie producenta sprzętu, którego fanem było się przez długie lata i postanowić zaryzykować, zmieniając nie tylko środowisko pracy, ale i przyzwyczajenia. Da się też w Polsce wydać samemu książkę, która jeszcze przed premierą zarabia ponad trzysta tysięcy złotych. I to wszystko nie jest bynajmniej dziełem przypadku. A może jednak trochę jest?

O Apple, oszczędzaniu, ninja, edukacji finansowej w Polsce oraz twardej szkole życia rozmawiałem z Michałem Szafrańskim, autorem bloga „Jak oszczędzać pieniądze” i podcastu „Więcej niż oszczędzanie pieniędzy”.

Krzysztof Sebastian Kołacz: Witaj Michale. Bardzo się cieszę, że zgodziłeś się spotkać z Czytelnikami iMagazine. Powiedz na początku tym, którzy jakimś cudem jeszcze Cię nie znają, kim jesteś i co robisz w życiu?

Michał Szafrański: Nazywam się Michał Szafrański i jestem pełnoetatowym blogerem. Pracowałem na etacie, ale trzy lata temu spełniłem marzenie, które ma wiele osób i zacząłem robić coś swojego. W wieku 40 lat przeszedłem na swoje, a tym swoim był prowadzony już wówczas od roku blog. Postanowiłem wtedy znaleźć taki model, w którym blog mógłby sfinansować życie naszej rodziny. Bloguję więc pod adresem www.jakoszczedzacpieniadze.pl o mądrym gospodarowaniu swoimi pieniędzmi w taki sposób, aby na wszystko wystarczało.

KSK: Jesteś też Macuserem. Od ilu lat?

MS: Pierwszego Maca kupiłem, gdy zakładałem swoją działalność gospodarczą, czyli trzy i pół roku temu. To był jeden z pierwszych kosztów w mojej firmie. Dlaczego to się wydarzyło? Po kolei. Przez długi czas byłem hardcore’owym użytkownikiem Windowsa. Swego czasu napisałem nawet książkę o Windows 95. Zawsze byłem takim wczesnym beta testerem produktów Microsoftu, ale w momencie, kiedy zacząłem używać Windows 8, w którym już nie było przycisku Start, uznałem, że Microsoft idzie w stronę, której nie rozumiem. Trudno mi się było odnaleźć. Kątem oka widziałem środowiska użytkowników sprzętu Apple. Podobały mi się te elementy i rozwiązania, których brakowało mi na Windowsie – długi czas pracy na baterii i ekran Retina. Zakochałem się w nim bez reszty. Retina przeciągnęła mnie na stronę Apple. Zanim kupiłem pierwszego MacBooka Pro, korzystałem chwilę z takiego komputera. Pracując na Macu, nie słyszałem wentylatorów. Cisza była drugim z powodów późniejszego zakupu.

To może dziwne dwa powody, ale każdy ma swoje. Pierwsze dwa miesiące uczenia się nowego środowiska były trudne. Jako osoba, która odpalała sobie na Windows różne rzeczy z CMD (konsoli), doszedłem w końcu do wniosku, że komputer to jest takie urządzenie, które ma być proste w obsłudze, a ja nie muszę się na wszystkim znać. Po trzech latach pracy w ekosystemie Apple jestem absolutnie przekonany, że to był dobry wybór. Jestem zadowolony z MacBooka Pro 13’’ z Retiną. 15’’ to dla mnie za dużo.

KSK: To nieco dziwnie brzmi dla wielu osób, że ktoś, kto edukuje innych na temat oszczędzania pieniędzy, używa sprzętu za ponad dziesięć tysięcy złotych. A może to jest właśnie drugi człon Twojej działalność: nauka skutecznego pomnażania pieniędzy?

MS: Po pierwsze, to nie jest sprzęt za dziesięć tysięcy. To jest koszt około siedmiu tysięcy złotych. To nadal dużo dla wielu – wiem. Od piętnastu lat nie mam komputera stacjonarnego. Jak spojrzę wstecz na to, jak często dawniej wymieniałem laptopy – czyli co dwa, trzy lata – to Macbook Pro okazuje się bardzo oszczędnym rozwiązaniem. Ponadto dobrze trzyma wartość i można go sprzedać w dobrej cenie. Nie mam jednak żadnego powodu, aby go zmieniać. Czteroletni sprzęt z mojej perspektywy nie zestarzał się technologicznie. Nadal jestem w stanie na nim pracować i grać w Counter-Strike. To tyle, ile mi potrzeba.

Drugi aspekt to fakt, że osoby mądre finansowo po prostu nie powinny ponosić głupich kosztów. Jeśli jesteśmy w stanie zracjonalizować pewien koszt, czyli wiemy, po co wydajemy te pieniądze, to lepiej kupić coś, co będzie nam służyło przez lata, niż wydać mniej pieniędzy i być niezadowolonym. Sprzęt nie powinien nas w żaden sposób ograniczać. Podejmowałem ryzyko, bo nie wiedziałem, jak Apple sprawdzi się długoterminowo, ale dziś już widzę, jak duży jakościowo był to skok w dziedzinie komfortu pracy. Jest takie powiedzenie: jesteśmy zbyt biedni, aby kupować sobie tanie rzeczy.

kolacz-2016-08-finansowy-ninja_michal-szafranski_fot-agnieszka-wanat-1

(fot. Agnieszka Wanat)

KSK: To prawda. Jak wygląda Twoja konfiguracja sprzętowa?

MS: MacBook Pro 13’’, iPhone 5S 64 GB Space Grey, monitor Apple Thunderbolt Display 27’’, który dziś już nie jest rozsądnym wyborem, ale jego ergonomia jest bezapelacyjna. Możliwość podłączenia go jednym przewodem i jednoczesnego ładowania MBP jest niezastąpiona. Czekam na zewnętrzne ekrany Apple 4K. Mam też klawiaturę bezprzewodową Apple i Magic Mouse oraz dwa iPady: pierwszej generacji, który nam nadal służy i iPada Air.

KSK: Nie próbowałeś #iPadOnly?

MS: Z Michałem Śliwińskim znam się bardzo dobrze, czytałem jego książki. Nie potrafię się jednak przestawić. Lubię mieć wszystko przy sobie. Dodatkowo aplikacja Microsoft Money nie działa na iOS. Nie ma tam też programu Scrivener (Aktualizacja: Już jest -> https://www.literatureandlatte..). MBP 13’’ jest wygodny i poręczny. Nie widzę różnicy pod tym względem pomiędzy nim a iPadem.

KSK: Z jakich trzech aplikacji korzystasz najczęściej?

MS: Pakiet Office to podstawa. Korzystam intensywnie ze Scrivenera, z którego korzystałem jeszcze na Windowsie. To repozytorium wszystkich moich tekstów. Mam też sporo programów do edycji treści. Korzystam z Adobe Creative Suite, w którym dawniej montowałem podcast. Dziś to zadanie robi już dla mnie ktoś inny. Do tego ScreenFlow i Adobe Premiere. Mam też dodatkowe aplikacje, jak edytor ByWord, który obsługuje Markdown, Slacka do komunikacji, Pixelmator jako prostszy Photoshop, Dropbox i Google Docs. No i oczywiście Keynote do przygotowywania prezentacji.

KSK: Za co cenisz sobie Apple?

MS: Nie mam jakiegoś sentymentu związanego z marką Apple jako taką. Nic do niej nie czuję, uczciwie mówiąc. Cenię ją za produkty, które rzeczywiście działają i mają fajny stopień integracji. Continuity (Handoff) to kapitalne rozwiązanie – czytam tekst w metrze na iPhonie, potem otwieram MBP i dalej mogę to robić. Od razu. To samo z filmami czy zdjęciami. Obsługą chmury. Oczywiście Apple ma jeszcze trochę do poprawy, ale oni są i tak dalej niżeli inni producenci. Ergonomia wygrywa.

KSK: Czego Michał Szafrański nauczył się od Steve’a Jobsa?

MS: Czytałem „Drogę Steve’a Jobsa” w oryginale. Wzbudza we mnie mieszane uczucia, ponieważ uważam, że cel nie uświęca środków. U niego to była chyba jednak mantra. A może to ja go źle interpretuję? Niektóre rzeczy w jego sposobie działania, z pewnością mi się nie podobały. Nie kwestionuję tego, że zmienił świat, ale to nie jest tak, że jest on dla mnie jakąś wielką inspiracją. Inspiruję się wieloma osobami i staram się filtrować ich biografie, wyciągając z nich to, co jest dla mnie najcenniejsze.

Nie wszystko jest dla wszystkich tak samo łatwo osiągalne. Sporo można w sieci spotkać gadaniny o tym, że „chcieć, to znaczy móc” i że jak ktoś chce, to mu się zawsze uda. Według mnie to nieprawda. Bardzo w tym wszystkim doceniam znaczenie szczęścia. To, gdzie się znaleźliśmy, skąd wychodzimy i w jakim stopniu nasze środowisko sprzyja naszemu wzrostowi. Czynnik szczęścia jest bardzo ważny. To nie jest tak, że tylko ciężką pracą dojdziesz do wszystkiego.

KSK: Zgadzam się. Sam walczę z tym, aby nie lewitować dwadzieścia metrów nad ziemią. To trudne.

MS: (śmiech) Walcz.

KSK: Pracowałeś dziesięć lat w firmie programistycznej. Jak wiemy, w naszej branży zarabia się dość dobrze. W jakim stopniu Twoim zdaniem sprzęt Apple jest dostępny dla wszystkich i co może zrobić młody człowiek, który kończy studia i marzy o własnym jabłku? Znam wielu, którzy wybrali drogę na skróty i kupili pierwszego Maca na kredyt. Ten sprzęt – jak powiedziałeś – bardzo wolno się starzeje i traci na wartości. Sam swojego pierwszego MacBooka Pro po siedmiu latach sprzedałem za 70% pierwotnej ceny. Może to jest więc jakieś usprawiedliwienie dla rat bądź kredytu?

MS: Bardzo łatwo jest usprawiedliwić przed sobą samym, że zakup, którego dokonujemy, nie jest kaprysem, tylko inwestycją. Myślę, że wiele osób się oszukuje. iMagazine ma czytelników, którzy są świadomymi użytkownikami technologii. Nie wszyscy są tacy. Powiem tak: ostatnią rzeczą, którą chciałbym zrobić, to zaciągnąć kredyt konsumpcyjny. Inwestycyjny tak, jeśli potrafimy udowodnić to, że rzeczywiście wyłącznie na MacBooku Pro i iPhonie zrobimy daną rzeczy i zarobimy dzięki temu pieniądze.

Nadal jestem zdania, że to tylko narzędzia. Komputer to narzędzie służące do konkretnego celu. Szczerze? Gdybym nie uznał, że mam dość środowiska Windows, pewnie nadal bym z niego korzystał i mój blog byłby teraz dokładnie taki, jaki jest. To nie dzięki sprzętowi Apple osiągnąłem sukces, choć pewnie Apple byłoby zadowolone, gdyby taka reguła obowiązywała. Nie obowiązuje. Za co kupić dwa razy droższy sprzęt? Zarób pieniądze, a potem sam zdecyduj, na co je wydać, pamiętając, jak wiele wysiłku kosztowało Cię ich zarobienie.

To nie jest wielka filozofia, żeby w kilka miesięcy odłożyć na sprzęt za kilka tysięcy złotych. Być może trzeba zacisnąć pasa, postarać się o wzrost przychodów, ale to nie jest „rocket science”. Litości! To się da zrobić. Pytanie jest inne: czy jest sens płacić za komputer wraz z odsetkami na przykład 150% jego ceny lub więcej – w zależności od tego, gdzie się zadłużyliśmy? Uważam, że nie.

Są oczywiście raty oprocentowane na 0%, trzeba tylko zwrócić uwagę, czy nie będziemy ponosić kosztów dodatkowego ubezpieczenia. Czytajmy wszystko i nie bierzmy na siebie dodatkowych, zbędnych kosztów. Można więc mieć takim sposobem MBP tu i teraz, ale to droga na skróty. Zachęcam do niewybierania takich dróg. Osoba, która nauczy się oszczędzać na konkretne cele, zdobywa doświadczenie i buduje prawidłowe nawyki, które przydadzą się jej później, w przypadkach o wiele istotniejszych niż nowy iPhone.

KSK: Porozmawiajmy o sztuce walki, której nie powstydziłby się sam Bruce Lee. Napisałeś ostatnio książkę o ninja i zarazem nie o ninja. O czym więc jest?

MS: Zdecydowanie nie jest to książka fabularna. To poradnik i przewodnik po finansach osobistych. Jako autor bloga finansowego widzę, że blogując, nie jestem w stanie w sposób do końca uporządkowany przekazać pewnego zestawu podstawowych informacji dotyczących finansów osobistych. Książka ma za zadanie uporządkować i uzupełnić tę wiedzę. Na blogu jest sporo luk tematycznych. Zdecydowana większość książki, czyli około 70% jej treści, to zupełnie nowe tematy, których nie poruszałem jeszcze na blogu.

Kompendium, które stworzyłem, ma za zadanie uzupełniać braki w naszej edukacji szkolnej – a w zasadzie w edukacji finansowej. Każdy z nas wchodząc na rynek pracy, powinien potrafić chronić pieniądze, które zarabia. Chronić, to znaczy z jednej strony mądrze je wydawać, a z drugiej wiedząc, że zaraz pojawią się wokół osoby, które wiedzą, ile zarabiamy, będą chciały się do tych pieniędzy dobrać. Poprzez przeróżne produkty finansowe, formy inwestowania i tym podobne.

Doskonale pamiętam moment, w którym zacząłem zarabiać pieniądze. W mojej pierwszej pracy etatowej, którą zacząłem w roku 1995, zarabiałem sześć tysięcy złotych. Nawet dziś, dwadzieścia lat później, to nadal spore pieniądze. Pamiętam, że taki zastrzyk pieniędzy spowodował także u mnie większe wydatki. To tak zwana inflacja kosztów życia – im więcej zarabiamy, tym więcej wydajemy. O tym także piszę w książce.

Książka nie jest tylko zbiorem moich wymysłów, lecz raczej zbiorem dobrych praktyk. Dokonałem syntezy dostępnej wiedzy o finansach i dodałem do tego własne doświadczenia. To kombinacja zdroworozsądkowych reguł przekazywanych nam przez nasze babcie, na przykład „Nie wydawaj więcej, niż zarabiasz”, oraz świeżych informacji o współczesnych produktach finansowych i związanych z nimi zagrożeniach. W książce koncentruję się na czterech obszarach, które uważam za kluczowe:

  • oszczędzaniu,
  • zarabianiu,
  • optymalizacji podatkowej,
  • mądrym inwestowaniu pieniędzy.

Wszystkie one są obudowane strategią – planowaniem tego, po co my mamy oszczędzać. Na szybszą emeryturę? W celu realizacji marzeń? Po co? Te motywacje są różne i ja ich nie wartościuję. Każdy ma bowiem prawo robić ze swoimi pieniędzmi to, na co ma ochotę i nikt nie powinien mu tego zabronić.

KSK: Zarobiłeś na przedsprzedaży już ponad ćwierć miliona złotych. Jaka jest realna wartość tych pieniędzy dla Ciebie?

MS: Przychód ze sprzedaży to już w tym momencie trzysta dwadzieścia dwa tysiące złotych (stan na 18 lipca 2016 roku). Wydaję książkę sam i po odliczeniu wszelkich kosztów kwota zarobiona na czysto dobija dziś rzeczywiście do około dwustu tysięcy złotych. Te pieniądze pozwalają mi skrócić czas, przez który będę musiał w życiu pracować zarobkowo. Będę mógł wkrótce robić nadal to, co robię, bez martwienia się o jakiekolwiek zarobki. Jestem realistą. Wiem, że ten projekt nie sfinansuje całego mojego życia. Jestem jednak na dobrej drodze.

„Finansowy ninja” to pewien fundament. Książka obszerna – pięćset czterdzieści cztery strony treści. Chciałbym ją wykorzystać jako podstawę do szerszego omówienia tematu finansów osobistych. Książka absolutnie go nie wyczerpuje. Nie od razu jednak Kraków zbudowano.

KSK: Jak oceniasz poziom edukacji finansowej w naszym kraju?

MS: Najłatwiej oceniać po efektach, a te nie napawają optymizmem. Większość Polaków – według jednych badań nieco ponad połowa, według innych sześćdziesiąt kilka procent – nie ma żadnych oszczędności. Żadnych. Jako autor bloga finansowego widzę, jak kolosalne są to braki w dziedzinie edukacji w zakresie finansów. Wiele osobistych historii tego typu widać w mailach, które otrzymuję. Ze względu na specyfikę bloga, część spośród moich czytelników pragnie zachować anonimowość. Rozmiar klęski jest nieraz ogromny. Uważam, że edukacja finansowa w Polsce jest robiona niedostatecznie dobrze, o ile w ogóle można powiedzieć, że jest. Sądzę tak między innymi na podstawie doświadczeń mojego syna, który właśnie opuścił gimnazjum i rozpoczął liceum. To naprawdę leży i kwiczy w podstawach programowych.

KSK: Sam miałem niesamowitą przyjemność wychować się na książkach Roberta Kiyosakiego. To był czas technikum, gdy każdy próbował mi wmówić, że wybór profilu technik elektronik oznacza, że taki właśnie zawód będę w przyszłości wykonywał. Dziś jestem dziennikarzem i współtworzę aplikacje mobilne. Życie bywa szalone, ale może dobrze, bo jeszcze wysadziłbym coś za pomocą diody LED (śmiech). Michał, dlaczego młodych nie uczy się dzisiaj myśleć, tylko zapamiętywać?

MS: Nie jestem ekspertem w dziedzinie edukacji. Nie można powiedzieć, że coś jest dobre lub złe obiektywnie. Bierze się dwa modele i porównuje ze sobą. Obecnie mamy sporą dyskusję na temat tego, czy przeprowadzone w Polsce w latach dziewięćdziesiątych reformy gospodarcze były dobrze, czy źle zrobione. Jedyna możliwość, żeby to porównać, jest taka: bierzesz inny, porównywalny kraj, w którym zastosowano inny model i patrzysz, czy efekty zastosowania modelu w Polsce, względem tego drugiego modelu w innym kraju są lepsze, czy gorsze. Porównuje się je w jakiś obiektywnych metrykach typu: PKB kraju, zadowolenie i zarobki ludzi i inne wskaźniki. W przypadku edukacji nie mamy z czym porównać. Tak mi się wydaje.

Można wprost powiedzieć, że wiedza Polaków w kwestii wiedzy o finansach jest niska. To widzi chyba każdy – nawet ślepy. Jeśli jednak mówimy o całym modelu – nie mam zielonego pojęcia. Moja rada, oparta na moim własnym doświadczeniu – moim, nie czyimś – jest taka, że uważam, że należało zakuwać i zapominać. Większość informacji, które otrzymywałem w szkole, nie są mi do niczego potrzebne. Z drugiej strony odpowiednio wcześnie zrozumiałem, że jeśli otrzymuję zbyt słabą edukację, to muszę się rozwijać samodzielnie. Młodzi ludzie powinni jak najwięcej wiedzy zdobywać poza szkołą. Czytając książki, poszerzając horyzonty, zdobywając praktyczne doświadczenie. Im więcej wchłoną, tym łatwiej będzie im znaleźć coś dla siebie, dokonując syntezy tych wszystkich informacji.

KSK: Dziś jesteśmy bombardowaniu informacjami.

MS: To jest właśnie ten problem. Dwadzieścia lat temu mogłem sobie wchłonąć te książki, które chciałem, w swoim tempie. Dzisiaj musimy to filtrować. Sam ginę nieraz w czeluściach Facebooka i jest mi trudno. Trzeba jednak wyrabiać ten nawyk, aby karmić się tym, co wartościowe i prowadzące do wzrostu.

KSK: Dlaczego czytelnik powinien wybrać z tego natłoku informacji właśnie „Finasowego ninja”?

MS: Rozmawiam z Tobą i rozmawiam z każdym, kto wyraził choćby minimalne zainteresowanie moją książką po to, aby krzyczeć do całego wszechświata: „Hej, jest taka publikacja, która ma szanse zmienić Wasze finanse!”. Głęboko wierzę, że tak się stanie. W książce obalam wiele mitów, kalkuluję, pokazuję młodym osobom, że ich czas jest ograniczony i powinni potrafić odróżnić działalność, która służy rozrywce, od tej przeznaczonej na zarabianie pieniędzy czy spędzanie czasu z bliskimi.

Wiele osób nie ma zdefiniowanych celów finansowych. Są jak chomiki, które biegają w kołowrotku będącym częścią czegoś większego, ale nie wiedzą czego. Aby się tego dowiedzieć, musieliby na moment opuścić ten kołowrotek. Przystanąć, popatrzyć, zastanowić się. Gdyby to zrobili, to być może wpadliby na to, że lepiej zagonić inne chomiki do pracy, a samemu skupić się na tym, w czym są dobrzy i za co ktoś im godnie zapłaci. Takich scenariuszy, odpowiednio do wieku, jest wiele. Pokazuję je. Musimy być świadomi, że nie będziemy zawsze tak samo wydajni i efektywni, jak między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia. Dlaczego nie brać kredytu hipotecznego na więcej niż dwadzieścia lat? Co to jest procent składany i jak go obrócić na swoją korzyść? O tym wszystkim młodzi ludzie mogą się dowiedzieć z „Finansowego ninja”.

Tak jak Tobie oczy otworzył R. Kiyosaki, tak wierzę, że i ja otworzę komuś oczy. Oczywiście, wszyscy żyjemy w tym czy innym matrixie. Osoby, które latami wspinają się w korporacjach po szczeblach kariery, nagle zdają sobie sprawę, że przystawiły drabinę do złej ściany. Chodzi o to, abyśmy trochę wcześniej byli w stanie wyjść na moment z tego matrixa i ocenić, po co zarabiamy, jak zarabiamy, jaki jest cel tego zarabiania i czy są szanse wyjścia z tego kołowrotka?

KSK: Jak często Michał Szafrański rozmawia ze samym sobą i dlaczego nie jest to szaleństwo?

MS: Posługuję się metodologią Getting Things Done (GTD). Wyznaję zasadę, że jeśli z wyprzedzeniem nie zarezerwuje się czasu dla samego siebie, to tego czasu po prostu nie będzie. Mam wpisane w mój kalendarz kwartalne jednodniowe spotkania ze sobą samym. Krótko mówiąc, to jest taki dzień – ostatni piątek kwartału – w którym robię przegląd mojego biznesu. To jest dzień refleksji nad tym, czy naprawdę poruszam się do przodu w takim tempie, w jakim bym chciał. Dwa: to jest dzień brutalnej, negatywnej refleksji, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo przeszacowuję własne możliwości. Musimy być w tym aspekcie realistami.

W miarę upływu lat coraz lepiej potrafię siebie zaplanować w czasie. Oprócz tego mam takie cotygodniowe sesje, w których planuję swój czas na najbliższy tydzień lub dwa. Wtedy zastanawiam się, czego oczekuję od siebie, od innych, od życia – ogólnie. Zależy mi, żeby moje życie nie było tylko pracą, ale sumą wszystkich tych kontekstów, w których sam występuję.

Kiedy działamy bez planu, to zazwyczaj prędzej czy później coś zaczyna się sypać. Ale trzeba też pamiętać, że nie da się stuprocentowo zaplanować wszystkiego.

KSK: Na koniec zdradź, proszę, pokrótce, jakie są Twoje plany na trzeci i czwarty kwartał tego roku oraz przypomnij, gdzie Czytelnicy mogą Cię znaleźć.

MS: Cały czas można mnie znaleźć na www.jakoszczedzacpieniadze.pl. Samą książkę „Finansowy ninja” można znaleźć i kupić tylko na stronie: www.finansowyninja.pl. Książka nie jest dostępna w księgarniach i prawdopodobnie nic się w tej materii nie zmieni, aczkolwiek nigdy nie mówię nigdy.

Oficjalna premiera książki odbędzie się 26 sierpnia 2016 roku. W międzyczasie zacznę szczegółowo opisywać na blogu proces self-publishingu, czyli samodzielnego wydawania książki. Pokażę go w szczegółach i na konkretnych liczbach. Tych, którzy są tym tematem zainteresowani wcześniej, zapraszam do grupy facebookowej: „Finansowy ninja – kulisy produkcji”, gdzie na bieżąco wrzucam różne smaczki związane z tym, co się dzieje z książką.

Plan na trzeci i czwarty kwartał? Odpocząć. Regularnie publikować posty na blogu oraz wrócić do kursu „Elementarz inwestora”, który publikowałem ze Zbyszkiem Papińskim z bloga App Funds. W 2017 roku chciałbym powtórzyć taki roczny cykl związany z inwestowaniem. To tyle. Promocja książki do końca roku – to jest to, co mnie teraz interesuje.

KSK: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i życzę obfitości!

MS: Dzięki, Krzyśku.

 

5

Krzysztof Kołacz

Pasjonat Apple. Redaktor iMagazine.pl. Account Executive w Miquido. 🎙 Podcaster: www.boczemunie.pl. Mówca publiczny Toastmasters International. Perfekcjonista. 👉 www.krzysztofkolacz.pl


5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
TasmanKrzysztof Sebastian KołaczMichal SzafranskiKuba Florczuk Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Kuba Florczuk
Gość
Kuba Florczuk
Michal Szafranski
Gość

Hej Kuba,

Pojawił się już po przeprowadzeniu tej rozmowy.

Pozdrawiam!

Krzysztof Sebastian Kołacz
Gość

Wpis już uaktualniłem :) Dzięki za reakcję.

Kuba Florczuk
Gość
Kuba Florczuk

Nie ma problemu ;)
Tak z ciekawości sprawdzałem co to za soft i mi się wyświetliła wersja iOS ;)

Tasman
Gość
Tasman

Michał miał też bardzo poważny wypadek od czego wszystko się zaczęło. Ogromna determinacja, a na koniec maraton i w końcu blog – http://www.sprawnymbyc.pl/od-wypadku-do-maratonu/