Niezrozumiałe decyzje Apple

28/10/2016, 15:27 · · · 41

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie kilka wydarzeń z ostatnich miesięcy. Zaczęło się od prezentacji iPhone’a 7, czyli tak naprawdę iPhone’a 6s-s. Potem była instalacja nieco rozczarowującego iOS 10, a w ostatnich dniach – pojawienie się kilku bardzo ciekawych produktów firm konkurujących z Apple i… zionącej niekonsekwencją, nowej generacji MacBooków Pro.

Przez lata z zainteresowaniem i nieskrywanym podziwem oglądałem sprzętowe konferencje giganta z Cupertino. Kolejne generacje telefonów i komputerów wprowadzały rozwiązania w mniejszym lub większym stopniu rewolucyjne. iPhone’y rosły, liczba kabli, złączy i interfejsów spadała. Intrygowała mnie idea stworzenia większego, bardziej zaawansowanego iPada Pro, podobał mi się jednoportowy MacBook 12”, szybko stałem się użytkownikiem niedopracowanego, ale wskazującego kierunek na przyszłość Apple Watcha. Broniłem nawet nowej Magic Mouse (ze słynnym złączem do ładowania na spodzie obudowy), a ostatnio kontrowersyjnej decyzji o usunięciu złącza minijack z iPhone’a 7.

Jednak wrześniowa prezentacja była dla mnie momentem przełamania. iPhone 7, pomimo wszystkich jego zalet i zasłużonego statusu naprawdę dobrego telefonu, uważam za nic więcej niż trzecie wcielenie urządzenia, które swoją premierę miało w 2014 roku. Kosmetyczny poziom zmian w designie sprawia, że nawet kolejne wizyty w Apple Store nie są w stanie przekonać mnie do tego modelu. Nie zrozumcie mnie źle – biorąc do ręki siódemkę nie mam wątpliwości, że obcuję z bardzo dobrym, dopracowanym urządzeniem. Jednocześnie w żaden sposób nie wzbudza ono ekscytacji, którą dotychczas odczuwałem co dwa lata, gdy zbliżał się moment wymiany telefonu. Uczucie rozczarowania rośnie, gdy spojrzę na (niemal) bezramkowego Xiaomi Mi Mix czy bardzo ciekawego Pixela od Google, a następnie na cenę, którą przyszłoby mi zapłacić za wymianę iPhone’a na jego najnowszą, rozczarowującą generację. Z wielu powodów nie mogę pozwolić sobie na opuszczenie ekosystemu Apple; właśnie dlatego świadomość, że mój kolejny telefon miałby ustępować innowacyjnością rozwiązaniom konkurencji, nie jest zbyt przyjemnym uczuciem.

Jestem w stanie zrozumieć decyzje, których efekty zobaczyliśmy podczas prezentacji iPhone 7. Z biznesowego punktu widzenia skupienie się na doskonaleniu już i tak bardzo dopracowanego modelu, zamiast częstego wprowadzania radykalnych zmian, jest w pełni uzasadnione. Dla fanów marki proces ten może być nudny i rozczarowujący, dla Apple oraz udziałowców firmy – bardzo dochodowy. iPhone 7, podobnie jak wszystkie poprzednie modele, sprzeda się bowiem w wielu milionach egzemplarzy; w przeciwieństwie do konkurencji jego produkcja nie wymagała także radykalnych decyzji i rozwiązań, które często wiążą się z ryzykiem powstania wad lub problemów. Z taką sytuacją Apple musiało radzić sobie kilkukrotnie, np. w 2010 roku, gdy wkrótce po premierze iPhone 4 okazało się, że chwycenie telefonu w pewien sposób powoduje utratę zasięgu. Z drugiej strony zaprezentowane ostatnio wyniki finansowe, choć nadal imponujące, za sprawą pierwszych od wielu lat spadków każą jeszcze raz zastanowić się nad obecną rynkową sytuacją Apple i logiką w podejmowanych przez zarząd firmy decyzjach.

Nie jestem w stanie zrozumieć tego, co stało się na wczorajszej konferencji w Cupertino. Zaledwie dzień po premierze niezwykle efektownego i przyszłościowego komputera Surface Studio od Microsoftu, Apple zaprezentowało nową generację MacBooków Pro. Całe wydarzenie okazało się sporym rozczarowaniem, o czym w swoim artykule opowiadał Paweł Okopień. Zostawiając na boku dzielącą internet kwestię zastąpienia portów HDMI, Thunderbolt, USB, slotu kart SD i ładowarki MagSafe czterema portami USB-C (którą osobiście uważam za słuszną – pomimo mojej ogromnej sympatii do magnetycznej ładowarki i możliwości zrzucania zdjęć z karty bez podłączania adaptera), nowa seria laptopów idealnie obrazuje nowy, narastający problem firmy – brak konsekwencji i logiki w podejmowanych decyzjach.

Jak inaczej określić pozostawienie w nowych MacBookach archaicznego złącza minijack, które niedawno wyrzucono z iPhone’a? Doprowadza to do kuriozalnej sytuacji, w której najnowszy telefon i najnowszy komputer tego samego producenta nie są ze sobą w pełni kompatybilne. Po pierwsze, słuchawki dołączone do iPhone’a 7 wykorzystują złącze lightning, którego próżno szukać na obudowie nowego MacBooka Pro. Po drugie, nie znajdziemy tam także miejsca do wetknięcia dodawanego do zestawu ze smartfonem klasycznego kabla USB. Konsekwencja w działaniach wymagałaby od Apple pozbycia się jacka również z komputerów, dla których zastąpienie go znanym z mniejszych urządzeń portem lightning byłoby sensownym rozwiązaniem.

Oczywiście można powiedzieć, że konieczność dokupienia nowego kabla czy zastosowania adaptera to mało istotny detal. Problem w tym, że przez lata dbałość o właśnie takie najmniejsze detale była tym, co pozwoliło zbudować reputację Apple i co wyróżniało tę firmę na tle konkurencji, która długo oferowała bylejakość; firmę, której urządzenia były dopracowane w nawet najmniejszych szczegółach i których użytkowanie miało być łatwe, zrozumiałe i wygodne nawet dla mniej obytych w świecie technologii osób. Tymczasem dziś znajdujemy się w sytuacji, w której decyzje sprzętowe giganta z Cupertino stały się nie tylko nudne, ale również niezrozumiałe i niekonsekwentne. Co więcej, bezpośrednia konkurencja odrobiła lekcję i zaczyna coraz śmielej poczynać sobie na polu innowacyjnych, oczekiwanych przez użytkowników rozwiązań. Dobrym przykładem będą tutaj smartfony Samsunga, które przez lata straszyły tandetnym plastikiem, a dziś nie mają żadnych kompleksów w bezpośrednim starciu z designem Apple, oferując przy tym wiele ciekawych funkcji.

Na przestrzeni ostatnich miesięcy Apple stało się w moich oczach firmą o bardzo zachowawczej, momentami niezrozumiałej strategii. Premiery nowych produktów przestały mnie porywać; co gorsza, niektóre decyzje giganta ciężko jest mi uznać za konsekwentne i przemyślane. Mój wzrok i zainteresowanie coraz częściej kieruję ku produktom konkurencji, która potrafi zaskoczyć niezwykle innowacyjnymi pomysłami. Tylko w ostatnich dniach zobaczyłem dwa takie produkty: Microsoft Surface Studio i Xiaomi Mi Mix. Jednak bez wątpienia Apple pozostaje niedoścignione w zakresie integracji systemu ze sprzętem, a dołączenie do potężnego ekosystemu milionów połączonych urządzeń jest zazwyczaj drogą w jedną stronę. Mam tylko nadzieję, że droga ta wkrótce stanie się ciekawsza i mniej kręta, a my zobaczymy powrót od innowacji i zrozumiałych dla użytkowników decyzji. Trzymam kciuki, by stało się to jak najszybciej, a przyszłoroczna wersja iPhone przyniosła tak długo wyczekiwane zmiany.

41

Tomasz Szykulski

Fotograf, podróżnik, freelancer. Student uczelni w USA, Irlandii i Australii. Zajrzyj na moją stronę - szykulski.com.