Recenzja Fuji XT-2 (i porównanie z Sony Alpha A7R II)

29/04/2017, 09:21 · · · 12

Niedługo po oddaniu Sony Alpha A7R II w moje ręce trafił drugi aparat, który mnie interesował – Fuji X-T2. To potencjalnie najciekawsza nowość 2016 roku i na szczęście miałem już zaplanowany wyjazd do Paryża. Aparat dojechał dosłownie na kilka godzin przed wylotem, wyposażony w nietypowy dla mnie zestaw obiektywów, szybko zapakowałem więc całość do torby i udałem się na lotnisko. Moją relację z samego wyjazdu znajdziecie tutaj, a w niej kilka ogólnych informacji na temat nowego aparatu w porównaniu do Sony’ego, ale przede wszystkim sporo zdjęć z Fuji X-T2. Poniżej znajdziecie z kolei znacznie więcej informacji na temat samego aparatu.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2017


Wrocław nocą, przy ISO 12800 z ręki.

Bezlusterkowce

Z kilku powodów jestem dużym fanem bezlusterkowców. Po pierwsze mają obecnie na tyle dobry AF, że nie odstają znacząco od lustrzanek. Po drugie ich elektroniczne wizjery są zaskakująco dobre i zdecydowanie większe niż optyczne wizjery w lustrzankach. Fuji X-T2 ma jedne z największych aktualnie wizjerów na rynku, większy nawet niż najdroższych pełnoklatkowych Nikonach i Canonach. To ogromnie ważne dla mnie, nie tylko dlatego lubię ostrzyć ręcznie, ale również dlatego, że moje oczy się starzeją.

Wrażenia

Fuji, jako jedna z niewielu firm na rynku, potrafi stworzyć aparat, który po wzięciu do rąk daje poczucie, że trzymamy w nich coś magicznego. Połączenie retro i nowoczesności, skropione łzami jednorożca podczas pełni księżyca. Jedyna inna firma, która dała mi takie wrażenia, to Leica. Za dziesięciokrotnie wyższą cenę. Nie wiem, jak Fuji to robi, ale człowiek, który jest u nich za to odpowiedzialny, powinien dostać solidny bonus na Święta.

Niezależnie od tego, które Fuji brałem do rąk (X100/S/T, X-E1, X-E2, X-T1, X-T2, X-Pro1, X-Pro2), zawsze miałem wrażenie podnoszenia przedmiotu wykonanego z zegarmistrzowską precyzją, z bardzo wysokiej jakości materiałów. Do tego oczywiście należy doliczyć wyjątkowe obiektywy Fujinon – sprawiają analogiczne wrażenie. A jak podnosiłem zestaw do oka, to miałem wrażenie, że jestem kimś wyjątkowym. Aparat napawał mnie optymizmem, a po chwili znikał w rękach – zostawałem ja i obraz przez niego widziany. To stoi w ogromnym kontraście z każdą lustrzanką, z której w życiu korzystałem. Po prostu były narzędziem. Pustym. Bez duszy i emocji. To właśnie uczucia wyzwalane przez sprzęt powodują, że chce się z niego korzystać, więcej niż trzeba. Chce się go zabierać ze sobą. Podobne emocje potrafią wywołać między innymi sprzęty Apple, a przynajmniej niektóre z nich. To ich wyjątkowo ważna cecha, bo aparat nie dość, że sprawia mi ogromną przyjemność, to również znikając, staje się częścią mnie. Przedłuża moją rękę i oko, pozwalając się skupić na szukaniu kadrów i historii do opowiedzenia.

Obiektywy

W komplecie z X-T2 otrzymałem dwa obiektywy: XF 35 mm f/2 WR (odpowiednik 50 mm na pełnej klatce) oraz XF 50-140 f/2.8 R LM OIS WR (odpowiednik 75–210 mm). Żaden z nich nie jest obiektywem, który bym świadomie kupił dla siebie, ciekawy więc byłem, co z nich wyciągnę.

Oba są wykonane oczywiście wzorowo. Są metalowe i stosunkowo ciężkie, pomimo że ich rozmiar jest odpowiednio mniejszy, ponieważ są dostosowane do matrycy APS-C, a nie FF. 35-tka f/2 pasuje wręcz idealnie do X-T2 – jest mała i wizualnie daje świetny balans. Niestety, dla moich potrzeb jest za ciemna – zdecydowanie preferowałbym model ze światłem f/1.4, pomimo że jest odpowiednio większy i cięższy. 50-140 mm to kolos ważący niecały kilogram, który prawie odpowiada popularnym pełnoklatkowym obiektywom 70–200 mm. Raczej „kolos”, ponieważ pełnoklatkowe odpowiedniki są o ponad 30% cięższe. Nie zmienia to jednak faktu, że tak długi i ciężki obiektyw, pomimo że jest więcej niż „używalny” na małym body, to sprawia absurdalne wrażenie.

Jedyną wadą obu tych obiektywów jest to, że są dla mnie za ciemne, co powoduje, że nie mogłem uzyskać satysfakcjonującego mnie bokeh. Od razu podpowiem, że mam w tej kwestii absurdalne wymagania. Przestrzeliłem je w różnych sytuacjach na pełnej dziurze i nie mam żadnych zastrzeżeń do niczego, a już szczególnie nie do ich ostrości – nie dorównują oczywiście najlepszym obiektywom na rynku, kosztującym wielokrotnie więcej, ale są bardziej niż wystarczające do moich stosunkowo wysokich wymagań.

Body, przyciski i menu

Korzystam z Fuji na co dzień – mam własnego X100T – więc przyzwyczajenie się do przyciskologii na obudowie i do menu w aparacie nie sprawiło mi żadnych problemów. Fuji, podobnie jak Nikon, ma wiele specjalnych przycisków lub pokręteł do najważniejszych funkcji, a większość z nich można dodatkowo przekonfigurować do własnych potrzeb w ustawieniach aparatu. Najczęściej korzystałem z dwóch trybów – priorytet przysłony i pełny manual – więc rzadko kiedy miałem potrzebę kręcenia pokrętłami. Wyposażono je w nietypowy dla mnie mechanizm blokowania – na ich górze jest przycisk, który trzeba wcisnąć, aby je odblokować, a po zakończeniu wprowadzania ustawień, ponownie zablokować. To rozwiązanie sprawdza się świetnie, bo można je niechcący przestawić, jeśli jest się nierozważnym. W praktyce miałem z nimi taki problem, że zapominałem je ponownie zablokować – prawdopodobnie przyzwyczaiłbym się do tego z czasem.

Matryca

Fuji w X-Pro2 i X-T2 zastosowało swoją nową 24-megapikselową matrycę X-Trans. Jest nietypowa pod paroma względami – ma inny układ niż typowej z filtrem Bayera, dzięki czemu nie posiada filtra AA. Kolory, jakie ten aparat uzyskuje dzięki niej, są prawdopodobnie najładniejszymi na rynku. Niemały wkład w to mają dodatkowe filtry Fuji, których zadaniem jest symulowanie starych filmów, takich jak Provia, Astia czy Velvia. Siłą rzeczy różnią się od oryginałów, ale to kolejny element przywołujący wspomnianą nostalgię.

Robiąc zdjęcia Fuji X-T2, miałem momentami wrażenie, że strzelam moim starym Olympusem OM-2. Wyjątkowe wrażenia.

AF i MF

O ile autofocus w X-T2 działa szokująco dobrze – w zasadzie nie miałem do czego się przyczepić – o tyle ręczne ostrzenie jest tak słabe, że prawie w ogóle z niego nie korzystałem.

Czym się różni od A7R II?

Sony swoją 42-megapikselową Alphą przede wszystkim tworzy zdjęcia niesamowitej rozdzielczości, o wyjątkowej „czystości” – nie wiem, jak inaczej określić tę specyficzną cechę zdjęć z tego aparatu – ale jako sprzęt nie dostarcza takich samych wrażeń ani kolorów, którymi charakteryzuje się Fuji. Wrażenia z korzystania z body są gdzieś pomiędzy tradycyjną, bezduszną lustrzanką, a emocjonującym Fuji. Sony sam w sobie nie ma problemów z kolorami, ale te z Fuji są dla mnie wyjątkowe.

Jednocześnie, ręczne łapanie ostrości na Alphie to czysta przyjemność, podczas gdy ta sama czynność na Fuji to męczarnia. Powodem za tym stojącym jest między innymi znacznie gorzej działający focus peaking, za pomocą którego ciężko określić co dokładnie jest w zawarte w głębi ostrości. Sony tutaj wygrywa pod każdym względem.

Różnice w autofocusie z kolei mnie zaskoczyły, chociaż przyznaję, że test nie był sprawiedliwy, bo aparatów używałem w różnych warunkach. Subiektywnie jednak miałem wrażenie, że Fuji radzi sobie lepiej niż Sony w bardzo trudnych, nocnych warunkach.

Podsumowanie

Fuji X-T2 to wyjątkowy aparat o dwóch wadach – słabo zaimplementowanym MF oraz wizjerze tak umiejscowiony, że opieramy nos o tylny ekran LCD, co powoduje, że jest wiecznie tłusty. Cała reszta – szczególnie kolory, jakie rejestruje i wrażenia, jakich dostarcza – to już samo dobro.

Specyfikacja techniczna

Fuji X-T2 (body)

Producent: Fuji
Model: X-T2
Matryca: 23,6 mm x 15,6 mm (APS-C) X-Trans CMOS III
Rozdzielczość: 24,3 MP
Pamięć: karty SD (do 2 GB), SDHC (do 32 GB), SDXC (do 256 GB) UHS-I lub UHS-II; aparat posiada dwa sloty na karty SD
Zdjęcia: 6000 x 4000 px, JPEG, RAW 14-bit, RAW+JPEG
Wideo: 4K (maks. 3840 x 2160 @ 29,97 fps) MPEG-4 AVC / h.264 z Linear PCM 48 KHz
Prędkość migawki (mechanicznej): 30 sek. do 1/800 sek. (bulb do 60 minut)
Prędkość migawki (elektronicznej): 30 sek. do 1/32000 sek. (bulb do 60 minut)
Autofocus: 325 punktów (phase detection)
Prędkość: do 14 fps
Wizjer: OLED, 100% pokrycia, powiększenie 0,77x
Złącza: micro HDMI, micro USB 3.0
Wymiary: 132,5 mm x 91,8 mm x 49,2 mm (szer. x wys. x gł.)
Waga: 507 gramów (z baterią i kartą pamięci)
Temperatura pracy: -10° do 40° C

Ocena Fuji X-T2

Design: 5/6
Jakość wykonania: 6/6
Oprogramowanie: 4/6
Wydajność: 4/6
Ocena końcowa: 5/6

Minusy za słabe MF, krótki czas pracy na baterii i menu.

Fujinon XF 35 mm f/2 WR

Konfiguracja: 9 elementów w 6 grupach (2 elem. asferyczne)
Kąt widzenia: 44,2°
Przysłona: f/2-f/16, 9 listków
Min. odległość ostrzenia: 35 cm
Średnica filtra: 43 mm
Wymiary: 60 mm x 45,9 mm (śr. x dł.)
Waga: 170 g
Fujinon XF 50-140 f/2.8 R LM OIS WR
Konfiguracja: 23 elementy w 16 grupach
Kąt widzenia: 31,7°-11,6°
Przysłona: f/2,8-f/22, 7 listków
Min. odległość ostrzenia: 1 m
Średnica filtra: 72 mm
Wymiary: 82,9 mm x 175,9 mm (śr. x dł.)
Waga: 995 g



12

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki, mechaniczne klawiatury i zwinne samochody.