Multiplikacja

15/09/2017, 09:00 · · · 10

Przed konferencją Apple wiedzieliśmy już niemal wszystko. Ba, wiedzieliśmy nawet przed największym w historii firmy wyciekiem wersji Golden Master iOS 11, którą deweloperzy zainstalowali ostatecznie dopiero w dniu konferencji. I to na długo przed nim. „Wszystko” nie oznacza bowiem parametrów, kształtów czy kolorów. Oznacza wizję, a ta w umyśle Tima Cooka jest stała od lat i nazywa się: Multiplikacją – zysków – a nie pikseli.

Wizja

Tim uratował firmę z niemałego bagna. W roku 1998 był w stanie upłynnić kilkaset tysięcy zalegających w magazynach Macintoshy i jeszcze na tym zarobić. Obok Ive’a i Shillera był okiem w głowie Steve’a Jobsa. Jego wiernym przyjacielem, który pozostał przy założycielu Apple do samego końca. Jobsa wspomniano podczas inauguracji audytorium jego imienia na terenie nowego kampusu Apple Park, który – jak słusznie zauważa Marcin Makowski – Apple na wejściu nazywa: „najbardziej innowacyjną przestrzenią konferencyjną na świecie”, która tak naprawdę wygląda, jak „minimalistyczne mauzoleum” Steve’a. Był to najbardziej szczery moment wtorkowej prezentacji. Widać było niesamowite wzruszenie Cooka. Wiarę w to, że kontynuuje misję poprzednika.

Tim z pewnością tego pragnie. Podziwiam to, lecz jak zauważał już sam Jobs (co odnajdujemy u wszystkich biografów), jego największym zamiłowaniem są liczby. Ich zestawianie, analizowanie i osiąganie spektakularnych wyników dzięki umiejętności dostrzegania tych niuansów, których inni nie widzą. Z otwartym na minimalizm sercem i skoncentrowanym na celach inwestorów umysłem, Cook w ciągu ostatnich pięciu lat dokonał naprawdę niesamowitych rzeczy. Apple nigdy nie było w tak dobrej sytuacji finansowej – żadna firma na świecie nie była. Spójrzmy na Apple Watch: kiedy wszyscy powoli wycofują się powoli z rynku smartwatchy, Apple staje się największym, globalnym producentem zegarków w historii. I to nie w ciągu dekady czy dwóch, ale w ciągu kilku lat. Nie smart nosideł, a zegarków w ogóle. Oczywiście zawdzięczamy to pracy setek utalentowanych osób, ale także perfekcyjnej strategii marketingowej, która u Apple podlega w całości zasadzie: duże emocje, podawane w małych dawkach, z których każda kolejna nie oddziałuje bez wpływu i detonacji poprzedniej.

Produkty

Redakcyjni koledzy opisali bardzo dokładnie funkcje wszystkich produktów, które Apple zaprezentowało ze sceny Steve Jobs Theatre. Spójrzmy na nie oczami firmy. Przecieki dot. nowego iPhone? Oczywiście, przecież inwestorom ciepłe słówka i zapewnienia o sukcesie kolejnej generacji nie wystarczą. Ładowanie indukcyjne?

– Wait, Tim nie jesteśmy gotowi! Spójrz, produkt w rozsypce, technologia nie działa!
– Spokojnie panowie. Dajemy im QI, pokazujemy logotyp IKEA a żeby działało szybkie ładowanie i tak będą musieli kupić ładowarkę USB-C czy MacBooka i przewód, albo jeszcze dodatkowo przejściówkę. Za rok damy im w zestawie, gdy AirPower będzie już na rynku. Podbijemy w nim prędkość ładowania jeszcze bardziej.

Idziemy dalej. Bateria. Apple nie chciało zwiększać wymiarów bryły iPhone. Trochę więc nawet udało się ją odchudzić, a szkło pomimo tego zastosować. Koszt? Bateria. Mniejsza niż w modelach z poprzedniego roku. Ból? Pozornie, bo podzespoły zastosowane w smartfonach Apple z roku na rok są coraz bardziej energooszczędne. Do tego dochodzi – po raz pierwszy w historii – własny chip GPU produkcji Apple, z poczciwym szlochem Imagination Technologies w tle. Wielu więc po marudzi, ale wielu też znajdzie się takich, którzy przypomną slogany Steve’a o tym, że parametry nie mają znaczenia. Inni zaczną im wtórować, bo przecież „Jobs powiedział!” Tutaj zyska rynek producentów powerbanków i szkieł. Szklany iPhone w Polsce będzie podwójnie szklany, ponieważ po prostu nie stać nas, na zakup nowego smartfona, gdy poprzedni się zbije. A Apple Care nie mamy nad Wisłą. O kredytach branych przez niektórych na nowy gadżet już nie wspomnę, bo szkoda mi nerwów.

Redaktorzy światowych mediów na przemian szydzą z gadającej kupy, którą dzięki zastosowanym w iPhone X technologiom, będzie mogła stać się nasza twarz oraz nowych pasków dla Apple Watchy. I niech szydzą. Apple odpowiada na potrzeby klienta tu i teraz, a kto z pośród nastolatków nie pokocha animoji? Apple Watch nie stał się może produktem modowym, ale frajda z personalizacji jego kolorystyki w zależności od stroju jest niezaprzeczalna. Znowu: Emocje. Pamiętacie? Podawane w małych dawkach, kolekcje limitowane na sezon wiosenno-letni i jesienno-zimowy, z których każda kolejna nie oddziałuje bez poprzedniej: Aby skorzystać z super ładowarki AirPower w 2018 roku, będziecie potrzebowali najnowszego modelu nosidła.

Jak już jesteśmy przy ładowarce. Ładnie wyglądała na prezentacji, prawda? Najnowszy iPhone, słuchawki AirPods – faktycznie magiczne – czego nie sposób Apple odmówić oraz Apple Watch 3 to koszt około dziesięciu tysięcy złotych. Zakładając cenę przystawki na poziomie 599-749 zł. A niższa raczej nie będzie. I co? Drogo? Ma być drogo i albo to zaakceptujemy i nauczymy się odmawiać sobie tego co zbędne, albo nie. Apple nikogo nie oszukuje. Firma, jak każda, musi zarabiać, a jeśli konsumenci nie potrafią odróżniać własnych potrzeb, to należy im powiedzieć, jakie one są. Znowu: „Powiedział Steve”. Brutalne, ale prawdziwe. Apple pozostawiło zresztą w ofercie modele: SE, 6S i poprzednią generację iPhone.

Steve

Jak co roku w wielu głowach rezonuje pytanie: Jakie byłoby Apple, gdyby Steve żył? Takie samo jak dziś. Nadal zmieniałoby świat, podając to, co już znane, w uczłowieczonej formie, która kosztuje, ale swój koszt perfekcyjnie zaciera, roztaczając dookoła pole zniekształcania rzeczywistości. Być może byłoby więcej potknięć. Byłyby bardziej spektakularne, jak sposób obycia scenicznego Steve’a względem stoicyzmu, który prezentuje Cook.

Jedno jest pewne. Apple nie będzie rozdawać produktów za darmo w imię misji minimalizmu i zmiany świata. Ba, nawet wdrożenie minimalizmu w swoje życie kosztuje. I to sporo. Zmiana diety na zdrową to wyższy koszt. Zmiana mieszkania na przestronniejsze to konieczność przemyślenia najdrobniejszego szczegółu. Wyzbycie się zbędnych rzeczy to czas, który trzeba poświęcić na ich analizę. Czas, który kosztuje. Sporo kosztuje.

Czego możemy nauczyć się od Apple? Sztuki obserwacji: Rynków, trendów i pragnień setek milionów osób. Kompleksów i wewnętrznych wojen, które konsumpcjonizm pozornie zażegnuje, proponując nam błyskotki. W końcu obserwacji samych siebie, której nam tak bardzo brakuje. A może jednak, po prostu wybierzemy PIN i zielony? O przepraszam, Apple Pay, Moment? Nad Wisłę nie zawitało.



10

Krzysztof Kołacz

👨🏻‍💻 Technologia, kawa i my sami. 🎙 W podcaście „Bo czemu nie?”. 📰 W newsletterze „The Menu Bar” oraz tutaj. Kocham 🏃🏻‍♂️ i ☕️ specialty.