iMagazine

Jak motoryzacja (nie) umiera

12/10/2017, 10:49 · · · 3

Zapytaj kogokolwiek z łatką „ekologa” o największy problem dzisiejszego świata, a dostaniesz prostą odpowiedź. Nie będzie to Trump, szybko kończąca się bateria w iPhonie ani nawet kanapka z masłem i nutellą. Według nich tym problemem są samochody. I – przyznaję to z bólem – mają rację. Zastąpienie konia metalową skrzynką napędzaną serią wybuchów zapaskudziło nam planetę. Szczególnie w ostatnich miesiącach zanieczyszczenia wydobywające się z rur wydechowych były widoczne gołym okiem (lub, jak kto woli, nosem). Dlatego nie spodziewałem się, że na tegorocznych targach motoryzacyjnych w Genewie zobaczymy cokolwiek spalinowego. A już na pewno nie będzie to wolnossący supersamochód.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 4/2017


Zaskoczenie. Życzy Pan sobie Ferrari czy Lamborghini? Proszę bardzo, obu włoskich producentów przyjechało do Szwajcarii z nowymi modelami dla silnikowych purystów. Czerwone 812 Superfast i pomarańczowy Huracán Performante tylko czekały, aż wespną się na plakaty w pokojach nastolatków. Gratkę dla zwolenników uturbionych supersamochodów przygotował McLaren. Uwielbiam stylistykę ich ostatnich modeli, ale prezentując 720S, przeszli samych siebie. Przypominające puste oczodoły reflektory niewątpliwie będą robiły furorę pod warszawskim Palmierem.

Dostaliśmy też odświeżone Porsche 911 GT3 (tak, powróciła manualna przekładnia), nowego Civica Type-R (takiego prawdziwego, a nie zrobionego na odczepne), a Toyota wreszcie pokazała prawdziwego hot-hatcha – bazuje na Yarisie. Brzmi jak koncert życzeń. Do pełni szczęścia brakowało tylko spektakularnego powrotu Mitsubishi Evo i hubba-bubby.

Im dłużej jednak czytałem o nowościach pokazywanych w Genewie, tym bardziej odnosiłem wrażenie, że to nie jest koncert życzeń grany bez okazji. To preludium marsza żałobnego.

 

Na sąsiednich stoiskach Ford pokazywał nową Fiestę ST. Odchodzący model jest jednogłośnie nazywany najlepszym w swojej klasie. Zastąpi go świetnie wyglądający hatchback z 200-konnym, 3-cylindrowym silnikiem o pojemności 1,5 litra. Na papierze jest bardzo szybki, a do tego będzie można wybrać sposób, w jaki chcemy jeździć – normalny, sportowy lub torowy – lecz liczba cylindrów nie napawa optymizmem. Podczas prezentacji Ford dumnie ogłosił, że w razie potrzeby nowa Fiesta będzie mogła wyłączyć jeden z nich. Jeszcze lepiej.

Tak się teraz robi samochody. Silniki spalinowe są coraz mniejsze, ale dzięki turbosprężarkom lub motorom elektrycznym generują kosmiczną moc. W środku zawsze jest guzik pozwalający przekształcać maszynę z torowego wariata w potulnego kompana. Na pokładzie tuziny systemów, a każdy z nich czuwa, żebyśmy sobie przypadkiem czegoś nie zrobili.

A co będzie jutro? Odpowiedź czekała u Renault w postaci konceptu ZOE e-Sport. To hot-hatch napędzany dwoma silnikami elektrycznymi rodem z Formuły E o łącznej mocy około 460 KM. W efekcie jest piorunująco szybko: sprint od 0 do 210 km/h zajmuje mu mniej niż 10 sekund. I ma przycisk do przerzucania 80% mocy na tył! Nagle elektryczna przyszłość nie zapowiada się tak dramatycznie.

Niestety, ZOE e-Sport nigdy nie trafi do produkcji. Francuzi przywieźli jednak coś, co będzie można kupić, a do tego jest moją ulubioną premierą tegorocznych targów. To długo wyczekiwana reinkarnacja Alpine A110, legendarnej rajdówki z lat sześćdziesiątych. Podobnie jak oryginał, nowe Alpine waży tyle, co paczka orzeszków i ma centralnie umieszczony, nieduży silnik. Tym razem to turbodoładowane 1,8 o mocy 250 KM. Renault wierzy, że taka kombinacja pozwoli im powalczyć o klientów z Porsche. Specyfikacja wygląda optymistycznie, ale siła 718 Caymana to prowadzenie i praktyczność. Czy Alpine da radę? Przekonamy się pod koniec roku.

Alpine A110 i Renault ZOE e-Sport świetnie kontrastują ze sobą. Z jednej strony mamy lekkie turbodoładowane niepraktyczne coupé, z drugiej – w pełni elektrycznego hatchbacka. Ten pierwszy – podobnie jak cała lista ekscytujących samochodów opisanych na początku – to wykorzystanie ostatniego gwizdka na zrobienie czegoś podniecającego dla fanów tradycyjnej motoryzacji. Już niedługo na dobre pożegnamy wolnossące jednostki (chociaż Lamborghini twierdzi, że będą się ich trzymać przez lata), a turbodoładowane spalinówki będą zarezerwowane dla najbardziej sportowych samochodów. My, zwykli zjadacze chleba, pewnie przesiądziemy się w hybrydy lub elektryczne samochody, licząc, że dzięki temu uratujemy Ziemię. Więc tak, motoryzacja, jaką znamy, umrze, ale zastąpi ją nowa motoryzacja. I wiecie co? Patrząc na ZOE e-Sport, wierzę, że będzie ona równie pasjonująca, jak motoryzacja z dzisiaj.

Oczywiście, dopóki sami będziemy mogli tymi samochodami jeździć. Bo coś czuję, że w przyszłym roku, zamiast wolnossących silników, będziemy w Genewie szukać tradycyjnych kierownic.

3

Michał Zieliński

Star Wars, samochody i Taylor Swift.

mikeyziel

Dodaj komentarz

Pawel napisał(a):

samochody nie są główna przyczyną smogu, bo jakby były to w lecie tez by był smog, a go nie ma

Ryba napisał(a):

Najwiecej CO2 pochodzi z hodowli bydła a nie od samochodów.

tdownarowicz napisał(a):

Samochody stanowią zaledwie 2% światowej produkcji CO2, więc pierwszy akapit można wyrzucić do śmieci. No chyba, że jesteśmy „ekologami” 😉