iMagazine

Potrzeba

12/10/2017, 19:48 · · · 2

Sztucznie generowane potrzeby to dzisiaj norma. Przekonałam się o tym, używając szpachelki i wiertarki do wymiany baterii.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 3/2017


W czasie przeprowadzki w domu znajdujemy sporo rzeczy. Takich, które kiedyś działały, teraz nie działają i trzeba je albo wyrzucić, albo naprawić. Ja znalazłam dwa iPhone’y – 4 i 5S. W 4 bateria umarła śmiercią naturalną wieki temu, 5S zarżnęła moja córka – potrafi, zapewniam Was. Bateria spuchła w nim tak, że ekran ledwo trzymał się reszty. Niewiele więc myśląc, zamówiłam dwie baterie na eBayu i w sobotni wieczór przystąpiliśmy do wymiany. Mówiąc „zabraliśmy się” mam na myśli dzielną asystę Adama, który, jak się okazało, był świetnie przygotowany do operacji na nowoczesnych telefonach.

Oczywiście, co wie każdy, kto kiedykolwiek zabierał się za wymianę baterii w 4, śrubki okazały się bardzo miękkie i jedną trzeba było rozwiercić. Adam przytargał więc taaaaką wielką wiertarkę z taaaakim malutkim wiertełkiem i zaatakował niepokorną śrubkę. Bzyk, bzyk i poszło. Poza tym wymiana baterii w 4 – samo dobro. Klik, klik i zrobione. Resecik, działa. Następnie zabraliśmy się za 5S. W 5S śrubki trochę lepsze, Adam po męsku doszlifował śrubokręt, żeby znów nie narobić problemu. Śrubki odkręcone, ekran zdjęty, bateria zapieczona na amen. I święty nie ruszy pasków kleju, na których się trzyma. Jeśli kiedykolwiek wymienialiście baterię, to słyszeliście te ostrzeżenia – delikatnie, ostrożnie, bo popsujesz. iPhone nie jest taki delikatny, na jakiego wygląda. Adam, przygotowany na wszystko, przyniósł porządną szpachelkę malarską i używając pokaźnej siły, wyrwaliśmy zapieczoną baterię z obudowy. Mówiąc „wyrwaliśmy” mam na myśli podważanie, wyskrobywanie i wydzieranie. Wyglądało groźnie. Sama wymiana – no cóż… Te malutkie, malusieńkie śrubeczki, takie mikroskopijne. Wykręcić jakoś idzie, ale wsadzić z powrotem? A już zwłaszcza że męska część duetu postanowiła doradzać nieopatrznie: „Pośliń końcówkę, no pośliń końcówkę!” (śrubokręta, a o czym my tu rozmawiamy?). 15-minutowa salwa śmiechu i turlanie się po podłodze nie pomaga w precyzyjnych operacjach. Niemniej jednak kiedy testosteron opuścił pomieszczenie, śrubki się wkręciły, telefon złożył i… działa. Uroczo. Młoda oczywiście porwała go natychmiast, bo bez telefonu jak bez ręki. I zostaliśmy z uroczą 4 na stole.

Adam ma tradycyjne podejście do telefonu. Używa klawiszowej Nokii, co w jednym z odcinków „Nadgryzionych” Wojtek skomentował uroczo: „Jak zwierzę!”. Kazałam mu to wyciąć, bo co mi będzie drugą połowę od zwierząt publicznie wyzywał? W sumie taka 4 to też tradycyjne podejście do telefonu, zerknęłam więc w stronę testosteronu i zagadnęłam: „No wiesz, może chcesz sobie poużywać? Tak na próbę? Może Ci się spodoba?”. Przełożyliśmy kartę, działa. Miałam trochę wątpliwości, bo 4 to model przedpotopowy, nie najlepsze doświadczenie dla początkującego użytkownika smartfona. Bo jak to nie działa i tamto nie działa, to nie bardzo się chce przesiadać na coś nowszego. A tu okazuje się, że wszystko działa i to nawet dość sprawnie. Poważnie. Większość aplikacji użytkowych krzyknęła, że może zainstalować starsze wersje programu, nie ma problemu. Kilka się obruszyło, ale w większości opór dało się obejść. Znalazła się nawet stara nawigacja Nokii, żeby Adam mógł poczuć się jak w domu.

Przyglądając się, jak działa 4 z nową baterią i czystym systemem, zaczęłam się zastanawiać, czy mogłabym używać tak starego telefonu. I wiecie co? Chyba mogłabym. Bo ten stareńki telefon śmiga. Naprawdę. A zwykłemu użytkownikowi niewiele do szczęścia potrzeba. Kurczę, nawet aplikacje bankowe działają. I od dostawców usług – prąd, gaz, sieć komórkowa. Czemu więc tak uparcie wymieniamy telefony na nowe? Czy rzeczywiście mamy tak rozbudowane potrzeby, że nie możemy żyć bez kilku nowych ficzerów i paru wodotrysków? Zastanawiając się nad tym, doszłam do wniosku, że podstawowym winowajcą jest bateria. Po roku zaczyna zauważalnie tracić pojemność (dzięki Apple za software’owe postarzanie baterii!), po dwóch latach bez powerbanku ani rusz. Oczywiście baterię można wymienić, ale Apple akurat wprowadza nowego flagowca, czy więc opłaca się wymiana baterii, czy też lepiej kupić sobie nowy model, a starszy sprzedać, póki jeszcze ma jakąś wartość? Zazwyczaj wybieramy drugą opcję, bo wydaje się bardziej ekonomiczna. Co więcej, sami znajdujemy sobie powody, które mają usprawiedliwić wyimaginowaną potrzebę. A tymczasem często bateria za 50 zł załatwia sprawę. Nie ma czym wzbudzać zainteresowania na Twitterze, to prawda (chociaż szpachla i wiertarka wyglądały mega obok maleńkiego jabłuszka – aż żałuję, że nie robiłam zdjęć), ale z praktycznego punktu widzenia takie DIY to świetna rzecz. No, chyba że jest się super Power Userem przez wielkie P i wielkie U – wtedy wymiana na nowszy model to mus. Czekoladowy.

Póki co w warunkach polowych sprawdzamy, co da się tak naprawdę wyciągnąć z tej 4. Realnie, bez naciągania. Od jej pojawienia się na rynku minęło prawie siedem lat, możecie to sobie wyobrazić?! Po niej nastąpiło wiele nowszych modeli – 4S, 5, 5S, 5c, 6, 6S, SE oraz 7. iPhone 4 działa pod kontrolą iOS7, aktualnie cieszymy się iOS10. A ten stareńki telefon nadal działa, nadal robi to, co powinien. Z lekkimi ograniczeniami, ale jednak.

Czy więc nasze potrzeby są sztucznie kreowane? Moim zdaniem w dużej mierze tak. Nie tylko przez samych producentów, ale również przez presję otoczenia. To stwierdzenie może brzmieć nieco dziwnie, ale jak się nad tym zastanowić, ilu z użytkowników wymienia telefon, bo koledzy mają nowszy?

Albo większego?

iPhone’a, oczywiście.

2

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.


Dodaj komentarz

Sportpoz napisał(a):

Jak to iPhone 4 śmiga? Przecież zwolennicy teorii spiskowych piszą w całym Internecie, że Apple celowo spowalnia starsze iPhony…

Kornel napisał(a):

no właśnie Kinga napisała, że Apple spowalnia iPhone’y software’owo, ale jej iPhone 4 śmiga na iOS 7, co jest oczywiste. ;)

Jeśli chcesz wesprzeć redakcję iMagazine, podoba Ci się nasza praca, to zapraszamy do iMag Weekly

dołącz

W archiwum iMag Weekly znajdziecie ponad 500 felietonów, artykułów, recenzji, opisów, przepisów oraz relacji z podróży – w sumie do przeczytania jest ponad 500 tysięcy słów. Wykupienie dostępu do niego jest „dożywotnie” (czyli tak długo jak będzie funkcjonował iMagazine) i wystarczy to zrobić raz. Nasz tygodnik był wydawany do dnia 27/01/2017.

Osoby, które miały wykupioną jakąkolwiek subskrypcję otrzymały pełny dostęp do archiwum.