iMagazine

Master & Dynamic – MW50

29/11/2017, 18:26 · · · 1
fot. Jarosław Cała

Pamiętam, jak niedawno opisywałem dla was flagowy model M&D, dużą konstrukcję MW60. Teraz gdy przede mną leży młodszy, mniejszy brat, absolutnie nie mam wrażenia, że jest to niższy, tańszy model.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 07/2017

Bardzo się cieszę, że Master & Dynamic znowu zawitał do mojego domu, a konkretniej na moją głowę. Po ostatnim kontakcie czułem spory niedosyt, oddając słuchawki po teście. Przyznam się, że po prostu się stęskniłem za tą amerykańską firmą. Powodów mojej tęsknoty jest kilka i bardzo szybko uzmysłowiłem sobie, co tak bardzo przyciąga mnie do tego producenta. Pierwsza myśl, która od razu do mnie wróciła po ostatnim kontakcie, to hasło tak często używane przez nas: „dbałość o szczegóły”. Wszyscy w naszej redakcji jesteśmy uczuleni na rzeczy świetnie wykonane i najzwyczajniej w świecie piękne. Wiadomo, skąd to się wzięło, nadgryzione sprzęty, które zawsze grają u nas rolę pierwszoplanową, wypaczyły nasze głowy. Master & Dynamic jest dla mnie godnym graczem i sprzęty tej marki idealnie pasują do naszego Apple’owego świata. Przy takich produktach to nieco wyświechtane hasło nabiera swojego prawdziwego znaczenia. Dlatego testowanie nowego modelu słuchawek MW50 zaczyna się już na poziomie opakowania i sposobu podania klientom swojego produktu.

Pamiętam, jak niedawno opisywałem dla was flagowy model M&D, dużą konstrukcję MW60. Teraz, gdy przede mną leży młodszy, mniejszy brat, absolutnie nie mam wrażenia, że jest to niższy, tańszy model. Bardzo często producenci stosują jakieś cięcia i dają nam odczuć różnicę między topowym i najdroższym urządzeniem a tym tańszym. W tym przypadku nie ma o tym mowy, a powiem nawet więcej. Mniejsza konstrukcja MW50 podoba mi się jeszcze bardziej, przecież wiadomo, że małe jest piękne. Wracając do wspomnianego wcześniej pudełka i samego rozpakowywania słuchawek, to ta czynność może zająć nawet godzinę. Z wielką przyjemnością odkrywa się kolejne szczegóły i smaczki, jakimi częstuje nas M&D. Dobrze wiem, za czym tak bardzo tęskniłem. Pokrowce wykonane są w taki sposób, że czujemy się, jakbyśmy w Monako kupowali biżuterię i drogie zegarki. Ten, w którym przenosimy nasze słuchawki, przypomina mi taki z filmów, gdzie po otwarciu wysypują się drogocenne kryształy. Bardzo praktyczny, miękki, ale wytrzymały materiał na pewno sprawdzi się w podróży. Drugi, gdzie ukryte jest okablowanie, to z kolei twarde i solidne skórzane pudełko, które może służyć jako ozdoba na półce. Zapewne wszyscy pomyślą, że trzymamy tam drogi zegarek, a nie przewody do słuchawek. Oczywiście wszędzie znajdziemy dobrze zaprojektowane logo firmy. Same przewody też nie należą do tych pozwijanych gdzieś w czeluściach szuflad czarnych, zwyczajnych kabli. Wykonane z materiału i wykończone aluminium sprawiają wrażenie, że przeżyłyby nawet tydzień wrzucone do przedszkolnej klasy. Przewody są dwa, jeden to USB do ładowania, a drugi – Jack 3,5 mm z pilotem, na którym znajdują się duże i bardzo czytelne przyciski oraz mikrofon.

Pokrowce wykonane są w taki sposób, że czujemy się, jakbyśmy w Monaco kupowali biżuterię i drogie zegarki.

Po tym godzinnym podniecaniu się detalami i samą otoczką stworzoną wokoło tego produktu czas przejść w końcu do słuchawek. Niestety, znowu ciężko jest tak zwyczajnie założyć je na głowę i zacząć słuchać muzyki. Kolejna godzina mija na dotykaniu i przyglądaniu się, jak M&D wykonał swoje dzieło, bo to chyba najlepsze słowo na tę okoliczność. Nie spotkałem się jeszcze z tak perfekcyjnie wykonanymi słuchawkami o takiej konstrukcji. MW50 są małymi, nausznymi i bezprzewodowymi słuchawkami, które najczęściej nazywa się One-Ear. M&D nie szczędziło na materiałach, co czuje się w absolutnie każdym szczególe. Pałąk obszyty jest twardszą skórą bydlęcą, a nauszniki dla wygody pokryto delikatniejszą skórą jagnięcą. Wszystkie mechanizmy i elementy skręcające się dają nam poczucie, że to urządzenie na lata. Grill z logo firmy na zewnętrznej stronie nauszników nawiązuje do tych, które kojarzymy z amerykańskich samochodów i krótko mówiąc, robi równie świetne wrażenie. Na lewym nauszniku znajdują się dwa mikrofony do rozmów, złącze Jack oraz prosty przełącznik do Bluetootha. Prawa strona służy do ładowania i sterowania głośnością za pomocą niezwykle małych, ale przy tym praktycznych przycisków. Dobrym rozwiązaniem jest możliwość zdjęcia tych delikatnych i miękkich nauszników, dzięki czemu po pierwsze możemy podziwiać pięknie skonstruowane przetworniki, a po drugie wymienić je, gdy się zużyją.

Wszystko w tej konstrukcji jest przemyślane, a dowodem na to może być aluminiowy element nauszników, wykonany w taki sposób, aby służyć jako antena BT. Sprawdziłem i przyznaję, że ten zabieg działa. Zasięg Bluetootha jest imponujący jak na tak niewielkie słuchawki. Nie straszne są im grube ściany. Również bateria wytrzymująca w granicach 15 godzin stawia te słuchawki na samym szczycie Hi-Fi góry.

 

Wykonane z materiału i wykończone aluminium sprawiają wrażenie, że przeżyłyby nawet tydzień wrzucone do przedszkolnej klasy

Tak bardzo chciałbym znaleźć jakieś wady, ale uwierzcie mi, jest niezwykle ciężko. Nawet wygoda użytkowania, która przeważnie w tych mniejszych słuchawkach nausznych mocno kuleje, w tym przypadku ma się całkowicie dobrze. Delikatna skóra i dobrze wyprofilowany pałąk, spisują się rewelacyjnie nawet przy długich domowych odsłuchach, a przecież stworzone zostały raczej dla mobilnych użytkowników. Nie spodziewajcie się, że w dźwięku znalazłem jakiś haczyk. Wręcz przeciwnie, mając jeszcze w głowie większego brata, model MW60, pamiętałem, że z jego specyfiką grania były pewne problemy. Mniejszy model jest zdecydowanie bardziej przyjazny dla wszystkich. Ocieplone częstotliwości sprawdzają się w wielu gatunkach i tym sposobem te słuchawki dają więcej takiej czystej radości z odsłuchu. Uniwersalność przy takich konstrukcjach uważam za dużą zaletę. Być może bardziej wymagający słuchacz wyczuje stratę na środku pasma i to nieco większe podbicie na dole oraz górze, ale dla większości będzie to zaleta. MW50 zaskakująco dobrze wypadają na tle droższego i flagowego modelu MW60, co świadczy tylko o rozwoju firmy Master & Dynamic. Na koniec dwie najistotniejsze wady, bo muszą przecież jakieś być. Pierwsza to taka typowa w przypadku, gdy przy słuchawkach widzimy dwójkę na początku, a później trzy zera. 2099 złotych to po prostu bardzo dużo i muszę uznać to za wadę. Druga sprawa, to przy takiej cenie M&D powinien posiadać aplikację do sterowania i zarządzania, która dałaby jakieś większe możliwości zabawy z tymi świetnymi słuchawkami. Master & Dynamic na rynku jest totalnym świeżakiem, ale warto na nich stawiać i koniecznie trzeba zapoznać się z ich produktami przed dokonaniem wyboru słuchawek z górnej półki.

Ocena 6/6

Dane techniczne:
Średnica przetwornika: 40 mm
Pasmo przenoszenia: 5–30 000 Hz
Impedancja: 32 om
Łączność: USB-C, Bluetooth atpX, 3,5 mm audio
Długość przewodu: 1,25 m
Wymiary: 190×175×60 mm
Waga: 240 g

1

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Błażej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Błażej
Gość
Błażej

Ładny design.