iMagazine

Sandisk

Kalabria – południowe wybrzeże Włoch

22/02/2018, 11:57 · · · 8
fot. Wojtek Pietrusiewicz

Rokrocznie staramy się uciec w cieplejsze miejsca na świecie, aby uniknąć tak znienawidzonego przez nas ponurego klimatu w okresie zimowym. Tym razem nie udało się pojechać tak daleko na południe, jakbyśmy sobie tego życzyli, ale te kilka dni na południu Włoch, w Kalabrii, były tego warte.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 1/2018


Pasterz, na bocznej drodze między Tropea, a Scilla.

Kalabria do niedawna była regionem praktycznie nierozwijanym pod względem turystycznym. Legenda głosi, że lokalna mafia robiła wszystko, aby zablokować promowanie tego rejonu kraju nie tylko obcokrajowcom. Nie zdziwiłbym się, gdyby przede wszystkim chodziło tutaj o temat Sycylii, której wybrzeże widać gołym okiem… Ale w końcu Kalabria się otworzyła, a nam się trafił lot za mniej niż 150 złotych w obie strony. Długo się nie zastanawialiśmy, tylko spakowaliśmy dwie torby i czym prędzej pobiegliśmy na lotnisku.

Nasz pokój hotelowy – ostatnie piętro po prawej, ze wspaniałym widokiem.

Kalabria ma mnóstwo ciekawych miejsc, w których można się zatrzymać i całość prawdopodobnie wygląda zgoła inaczej latem. Zimą, kiedy większość Włochów siedzących w turystyce prawdopodobnie ma urlop, jest pusto. Hotele i pensjonaty są praktycznie opuszczone, a z kilkudziesięciu restauracji w miasteczkach otwartych jest co najwyżej kilka, na dodatek w bardzo nietypowych godzinach, bo do 14:00, a potem najczęściej od 18:00–20:00 do późnego wieczora – Kalabryjczycy raczej preferują celebrować późno.

Tropea nocą.

Wylądowaliśmy na lotnisku Lamezia-Terme i tam też, z pobliskiego budyneczku, w którym umieszczono wszystkie dostępne wypożyczalnie samochodów, zamówiliśmy Fiata 500. Doszliśmy do wniosku, że to będzie odpowiednie auto na ciasne uliczki tych starych miast. Niestety, Pan z Sicily Car Rental poinformował nas, że Cinquecento kradnie się tutaj na potęgę, więc zamiast niego dostaliśmy Smarta w niższej cenie. Kosztowało nas to około 40 złotych za dobę (z pełnym ubezpieczeniem wyszło w sumie około 300–350 złotych, ale wolałem je wziąć). Samochód bardzo gorąco polecam wszystkim na te rejony, ponieważ nie warto siedzieć nigdzie dłużej niż jeden lub dwa dni.

Ulica w rejonie centrum Tropea.

Tropea

Niedługo później pędziliśmy już – darmową w tym rejonie – autostradą w kierunku miejscowości Tropea. To tam Iwona znalazła nam trzygwiazdkowy hotel położony na klifach, z „superior suite”, posiadającym widok na morze (około 60 złotych za dobę za osobę). O tej porze roku warto korzystać ze śniadań hotelowych, bo nie dość, że są pyszne (dostaliśmy naprawdę wyjątkowe jajka sadzone w garnuszku, zapiekane pod serem!), to w okolicy trudno znaleźć piekarnię, która byłaby czynna.

Santa Maria dell’Isola.

Tropea pamięta czasy Starożytnego Rzymu, a legendy głoszą, że miasto było portem Herculesa, którym go uczynił po powrocie z Hiszpanii. Samo miasto ma piękną część starą, zbudowaną właśnie na klifach z widokiem na morze. Rynek jest plątaniną wąskich i klimatycznych uliczek, w których polecam się po prostu zgubić – teren nie jest duży, więc szybko się odnajdziecie. Jeśli będziecie tam wieczorem, to koniecznie wpadnijcie do Osteria Le Volpi e l’Uva, gdzie mają genialne seafood risotto oraz podają delikatne lokalne wino. Przed zachodem słońca też warto udać się w północny rejon miasta, skąd rozciąga się widok na Sanktuarium Świętej Marii na Wyspie (Santuario di Santa Maria dell’Isola). Jeśli godzina jest wczesna, to warto udać się bezpośrednio do sanktuarium – dojście wzdłuż wybrzeża od wschodniej lub zachodniej strony, przy czym samochodem dojedzie się tylko od tej pierwszej.

Tropea – miasto zbudowane na klifie.

 

Wybrzeżem

Zdecydowaliśmy się na podróż samochodem w kierunku południowym, do miejscowości Scilla, jadąc wzdłuż wybrzeża, omijając autostradę. Tą ostatnią oczywiście można dojechać znacznie szybciej, ale sama droga klucząca po małych miejscowościach położonych przy Morzu Tyrreńskim jest za piękna, aby jej nie zaliczyć. Na trasie jest mnóstwo punktów widokowych, ale niestety niezbyt wiele okazji, aby usiąść i napić się dobrego espresso z widokiem – nie o tej porze roku. Szczególnie polecamy piękne Capo Vaticano – z klifów rozciąga się widok na dwie zatoki z krystalicznie czystą wodą.

Chcieliśmy Fiata 500, ale dali nam Smarta ForFour.

Planując trasę, pamiętajcie, że z dala od autostrady Wasza średnia prędkość będzie wynosiła od 40 do 50 km/h – jest mnóstwo ograniczeń, a policja lubi stać z suszarkami – więc nawet niewielkie dystanse zajmują znacznie więcej czasu niż normalnie. Na dodatek warto się co chwilę gdzieś zatrzymać…

Scilla – plac z widokiem w centrum starego miasta.

Scilla

O ile Tropea okazała się dla nas idealną bazą wypadową, to miasto Scilla (wymawiane: szila) jest na tyle urocze, że pojechaliśmy do niego dwukrotnie. Leży przy małym półwysepku, dzieli się na cztery wyraźne części i nazywane jest Wenecją Kalabrii. Nazwa ta wzięła się od części najstarszej, położonej na wschód od wspomnianego półwyspu nad samym morzem. Przy wysokich przypływach woda morska opływa domy i wpływa ulicami na wąskie uliczki, na których często nie ma miejsca na samochody. Druga część miasta jest położona na niższych klifach na półwyspie i na południe od niego. Trzecia – jeszcze bardziej na południe, w wyższych partiach gór. Czwarta jest znacznie nowsza, położona w zachodniej zatoce i nastawiona bardziej na turystykę. Punktem centralnym Scilli jest Castello Ruffo – zamek zbudowano 400 lat p.n.e, a w 1913 roku marynarka wojenna Włoch dobudowała latarnię morską, którą musicie koniecznie odwiedzić. Zamek nie jest duży, wstęp jest tani (2 EUR), a widok zapiera dech w piersiach. W komnatach jest również galeria sztuki, którą niektórzy zapewne chętnie odwiedzą.

Scilla – widok z zamku na południową zatokę.

Z Scilli widać nie tylko Sycylię, ale również wyjątkowe Pylony Messiny, które były odpowiedzialne za przerzucenie kabli wysokiego napięcia przez cieśninę pomiędzy lądem a wyspą. Oba pylony mają wysokość 232 metrów i stoją na 8-metrowej podstawie – przez wiele lat były najwyższymi na świecie, dopóki nie ukończono Elbe Crossing 2 w Niemczech, nad rzeką o tej samej nazwie.

Scilla – widok z południa miasta na zamek i kościół.

Pizzo

Ostatniego dnia, w drodze na lotniska, udaliśmy się do jeszcze jednego miasta. Pizzo jest również położone na klifach, a u jego stóp znajduje się niewielki port oraz popularna plaża. Historia miasta sięga 1300 roku, kiedy mieszkali tu Bazylianie i trudnili się głównie rybołówstwem. W centrum miasta znajduje się zamek z XV wieku, którego widać z pięknego Piazza della Republika.

Widok z zamku w Scilla na północą część miasta.

Dla nas znacznie ważniejszy był fakt, że to właśnie tutaj, rzekomo na tym placu, w Gelateria Artigianale Bar Dante w 1952 roku Don Pippo stworzył słynne na cały świat Tartuffo. Te nietypowe lody, w formie nierównych kul, składają się z dwóch pozornie niedbale połączonych smaków i nadziane są owocami lub płynną czekoladą. Dostępne są w kilku wariantach i są absolutnie przepyszne. Warte każdego eurocenta! Po kulinarnej orgii polecamy jeszcze spacer po mieście, w tym zejście do portu i ewentualnie na plażę, ale koniecznie wróćcie na Piazza della Republika przed zachodem słońca – widok z tego rejonu miasta jest przepiękny.

Scilla jest pięknym miejscem, wartym odwiedzenia!

Bieda

Kalabria, pomimo naszych powyższych zachwytów, jest bardzo biednym regionem i widać to z dala od większych miasteczek. W wielu miejscach przypominała mi biedniejsze rejony Grecji, co nie dziwi – historycznie mają sporo wspólnego. To wszystko niewątpliwie wpływa na fakt, że jest tutaj znacznie taniej niż w innych rejonach kraju, ale niech to Was nie odstrasza. Jeśli nie zależy Wam na pływaniu i plażowaniu, to późna jesień lub wczesna wiosna wydaje się być idealnym czasem na odwiedziny. Nasza podróż, na przełomie listopada i grudnia, była pechowa pod względem pogody – mieliśmy jeden bardzo deszczowy dzień i tylko jeden ze słońcem od rana do wieczora. Temperatura wahała się od 10 do 18° C, więc warto wziąć coś cieplejszego ze sobą na wietrzne wieczory. Oczywiście, dzień po naszym wyjeździe wróciło pełne słońce i więcej ciepła – normalka.

Pizzo jest również pięknie położone.

Nie pozostaje nam nic więcej, jak polecić wycieczkę w te rejony (do Lamezia-Terme lata Wizzair z Warszawy i być może też z innych miast w Polsce), gdy trafi się okazja na kilkudniowy wypad.

Główny plac w Pizzo, z pięknym widokiem i najlepszym lodami na świecie.

Tartuffo – jedne z najsłynniejszych lodów na świecie (są przepyszne!).

8

Wojtek Pietrusiewicz

Wydawca, fotograf, podróżnik, podcaster – niekoniecznie w tej kolejności. Lubię espresso, mechaniczne zegarki i zwinne samochody. Niedawno rozpocząłem prowadzenie kursów Lightrooma i fotografii na Pikselowe.pl – zapraszam.


8
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
Makotom.xWojtek PietrusiewiczkwolanaMoridin Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
USA
Gość
USA

Witaj, mam kilka pytań:
Jak wygląda temat z ubezpieczeniem samochodu i z dostępnością aut na lotnisku?
Jakieś inne atrakcje w okolicy?

Moridin
Gość

Ubezpiecznie jest w cenie. Pełne ubezpieczenie kosztuje ekstra. Podałem ceny z pełnym. Jest ich ogromny parking na lotnisku | 6-7 firm tam wynajmuje.

Mnóstwo. 🙃

USA
Gość
USA

Dzięki:)
namówiłeś:) Przymierzam się w kwietniu:)

kwolana
Gość
kwolana

Czym robiłeś zdjęcia?

tom.x
Gość
tom.x

Slabiutkie te zdjecia , jak na fotografa, wypadalo by po cwiczyc ligtroom,,,

Mako
Gość
Mako

Widoki zachwycające, świetnie zdjęcia, dzięki!