Solo: Gwiezdne Wojny Historie – sens na kanapie znacznie lepszy niż w kinie

17/10/2018, 17:27 · · · 6

Kilkanaście dni temu ostatni na razie wydany film z uniwersum Star Wars – Han Solo – doczekał się wydania Blu-ray. Mając w pamięci majowe wyjście, muszę po raz kolejny potwierdzić – obecnie wiele tytułów lepiej obejrzeć w domowym zaciszu, niż w kinie.

Solo: Gwiezdne Wojny Historie nie doczekał się wydania 4K w Polsce, miejmy nadzieje, że Disney zmieni wkrótce podejście do naszego rynku. Jest to niestety spore niedociągnięcie względem innych regionów świata. Doczekaliśmy się jednak innej miłej niespodzianki. Pierwszy raz bowiem polskie wydanie filmu z uniwersum Gwiezdnych Wojen zawiera oryginalną ścieżkę dźwiękową w DTS-HD Master Audio, czyli najlepszej jakości dźwięku przestrzennego. Warto też wspomnieć, że Disney nie zapomina o nieco starszych telewizorach 3D, osoby wciąż zainteresowane taką wersją filmu, mogą nabyć odpowiedni nośnik. W ofercie jest też wydanie w tzw. steelbooku.

Samego filmu recenzować nie będę. Osobiście uważam, że do dobre kino przygodowe w moim ulubionym świecie Gwiezdnych Wojen. Zwłaszcza po drugim seansie, tym teraz domowym, Solo przypadł mi do gustu. I chyba podobnie jak Wojtek, uplasowałbym go w pierwszej 7-ce filmów Star Wars, przewyższając tym samym drugą trylogię (epizody I-III).

Kluczowe jest jednak to, co pisałem po filmie o kinie i to, jak bardzo potwierdziły się te wrażenia w domowym zaciszu. Mimo tego, że oglądałem film jedynie w HD, na 55-calach na budżetowym telewizorze, to i tak widziałem więcej szczegółów, uświadczyłem lepszy kontrast i lepsze kolory niż podczas kinowego seansu. Także pod względem dźwięku film wypada świetnie. Tutaj widać różnice względem poprzednich wydań, tam wyraźnie brakuje takiej głębi, jak jest w Solo. To film świetnie udźwiękowiony, z basem i wszystkimi efektami wtedy, kiedy trzeba. Choć sama ścieżka dźwiękowa w Solo odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas gwiezdna saga, jest nieco skromniejsza.

Mój domowy seans z Solo: Gwiezdne Wojny Historie potwierdza, że jeśli lubicie filmy, a nie mieszkacie w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu i może kilku innych miastach, to zdecydowanie pierwszym wyborem pod względem jakości będzie telewizor nawet ten ze średniej półki cenowej, aniżeli sala kinowa. Jakość, którą serwuje większość sal multipleksów jest nie do zaakceptowania dla bardziej wymagającego widza. Dlatego coraz częściej wolę poczekać i kupić film na płycie lub sięgnąć po iTunes 4K, niż iść do kina. Za dwa bilety zapłacę przynajmniej 60 zł w weekend, spędzę 30 minut na oglądaniu reklam, a później dostanę kiepskiej jakości projekcje. Za podobną kwotę film mogę oglądać, ile razy zechcę i to w świetnej jakości, za dwa razy tyle nabędę film w 4K na UHD Blu-ray w jakości nie osiągalnej dla zdecydowanej większości obiektów. Niestety nawet tam, gdzie mamy do czynienia z nowoczesnymi projektorami, często jasność lamp jest zaniżona, aby oszczędzać. Oczywiście kina zaczynają sobie z tego zdawać sprawę i chcą podnosić komfort np. w ramach Helios Dream. To jednak jednostkowe przypadki, a warto pamiętać, że Polska jest długa i szeroka. Film na kanapie mogę mieć po jednym kliknięciu, ewentualnie muszę poczekać na przesyłkę i kuriera.

Mój majowy tekst kończyłem słowami „Nie łatwo być fanem dobrej jakości w filmach nad Wisłą.”. Tak naprawdę, to można nim być, ale w domowym zaciszu.

6

Paweł Okopień

Pasjonat nowinek ułatwiających codzienne życie, obserwator szybko zmieniającego się rynku tech, nurek, maniak wysokiej rozdzielczości i telewizorów.

paweloko