Apple robi to źle

09/03/2019, 17:39 · · · 30

Sprzęt elektroniczny starzeje się szybko i w końcu przychodzi czas, kiedy musimy wymienić telefon, tablet lub komputer. Kiedyś wyprawa do Apple Store była bezstresową przyjemnością, dziś wybór sprzętu z nagryzionym jabłuszkiem jest tak samo skomplikowany, jak w przypadku innych producentów.


Ten artykuł pochodzi z archiwalnego iMagazine 2/2019

Sprzęt wymieniam niezbyt często. To taka minimalistyczna tendencja – jeśli działa i spełnia moje potrzeby, to nie rozglądam się po półkach. Elektronika ma u mnie wyjątkowo długi czas życia. Nic nie jest jednak wieczne i w końcu przychodzi chwila, kiedy nieuchronnie musimy podjąć jakąś decyzję. Do niedawna była ona względnie prosta – jeśli marka, to Apple. Jeśli model – wyższy albo niższy. Jedynym bolesnym momentem było wyciągnięcie z kieszeni karty płatniczej.

Mój model zakupowy jest raczej prosty. Kiedy przychodzi mi do głowy, że nadszedł czas wymiany, wstaję, wsiadam w samochód i kupuję. Nie jest to wyjątkowo spektakularne, bardziej przypomina wyjście po bułki i mleko do osiedlowego sklepu. Albo po jabłka, jeśli ktoś woli bardziej żartobliwe podejście. Tak czy inaczej, mój MacBook domaga się wymiany, a i iPad napomknął ostatnio, że czas pomyśleć o czymś młodszym. iPhone’owi daję jeszcze pół roku z hakiem, zanim trzeba będzie zacząć się rozglądać albo w przypływie desperacji wymienić baterię. Dlaczego w przypływie desperacji? Już tłumaczę.

Przy okazji innych zakupów, pojechałam do Currysa. To taki sklep z elektroniką, komputerami i urządzeniami domowymi. Docelowo zamierzałam kupić kilka żarówek Philips Hue, mają tam jednak zazwyczaj bogate stanowisko z produktami Apple, doszłam więc do wniosku, że przy okazji organoleptycznie przetestuję nowe sprzęty i zdecyduję, czym zastąpić moich staruszków. Currys nie rozczarował – dział Apple rozległy – dostępne wszystko, od Apple Watch, przez TV, iMaki, MacBooki, Homepody i co tam jeszcze jest w ofercie. Obok Homepoda przeszłam obojętnie, bo nie tylko mało może w porównaniu do innych asystentów, a jeszcze odstrasza ceną. Apple Watcha wymieniać nie zamierzam, bo nadal sprawuje się świetnie. Przystanęłam za to przy laptopach, iPadach i iPhone’ach, bo to główne punkty mojego zainteresowania. Popatrzyłam, podotykałam i… wyszłam z cierpką miną, miotając słowa niecenzuralne w kierunku nowej polityki Apple. Kilka modeli MacBook Air, kilka zwykłych Macbooków, wyglądających jak Air i mogących się poszczycić mniejszym ekranem, jeden MacBook Pro z 15’’ i nic dla mnie. To samo z iPadami – za dużo mocy, za mało mocy, nie ma z czego wybrać. A po wzięciu do ręki nowych telefonów zaczęłam desperacko rozważać wymianę baterii i pozostanie przy obecnym iPhonie. Paradoksalnie, jedynym modelem, który w jakiś sposób do mnie mówi, jest najtańszy XR, który ciężarem nie przypomina cegły. Reszta to jakiś ponury żart. Po powrocie do domu zaczęłam się zastanawiać, jak to jest, że Apple może mnie zniechęcić. Mnie! Użytkowniczkę od ponad 20 lat!

Dokonałam już pierwszego wyłomu w jabłkowej zbroi, rezygnując z zakupu Homepoda na korzyść nowego Echo Plus 2018 od Amazona, o czym możecie przeczytać w bieżącym numerze iMagazine. Idąc za ciosem, zamiast Apple TV, wybrałam Fire TV. Po wizycie w sklepie postanowiłam również… zrezygnować z zakupu nowego iPada i zastąpić go Kindle Fire, który może również pełnić funkcję wyświetlacza dla domowego asystenta. Przy okazji jednej wizyty Apple straciło mnie jako klienta w trzech kategoriach sprzętowych, a ja nie czuję się wcale winna. Może zdziwiona i zaskoczona. Może nieco rozczarowana. Ale nie winna.

Nie chcę tu opowiadać o tym, jak Apple się kończy, bo to nie prawda. Nie chcę też wyciągać z rękawa Steve’a Jobsa i udowadniać, że bez jego uporu i histerycznej kontroli Apple stało się firmą jak każda inna. Trudno jednak nie zauważyć, że strategia dwóch grup produktów w każdej kategorii i wyraźnej pomiędzy nimi różnicy – zarówno cenowej, jak i funkcjonalnej – była błogosławieństwem, dla użytkowników i dla firmy. Dzisiaj, pod nowymi rządami i naciskiem ze strony akcjonariuszy, Apple wypuszcza na rynek produkty, które nijak mają się do potrzeb użytkowników. Bo to właśnie Steve Jobs wiedział, że to, czego użytkownik „oczekuje” i to, czego naprawdę potrzebuje, to dwie różne rzeczy. Jeśli przyjrzymy się do tego cenie sprzętu, to opadają ręce. Wszędzie na świecie elektronika staje się coraz tańsza – wszędzie, tylko nie u Apple. Dotychczas wiązało się to z faktem, że sprzęt Apple dostarczał wyjątkowych usług, które usprawiedliwiały jego cenę. Nadal nie zamieniłabym laptopa od Apple na urządzenie innego producenta, bo nic nie pobije systemu, jego funkcjonalności i legendarnego bezpieczeństwa. Nie zamieniłabym też iPhone’a na inny telefon. Ale już Homepod zakrawa na żart – kosztuje dwukrotnie więcej niż porównywalne produkty i potrafi… dwukrotnie mniej. Do tego obsługująca go Siri jest najbardziej nieresponsywnym inteligentnym asystentem dostępnym na rynku. Bije go na głowę Google i na dwie głowy Amazon. Zgodnie ze wszystkimi znakami na niebie i ziemi, powinno być odwrotnie, biorąc pod uwagę, że ze sterowaniem głosowym Apple pracuje od lat osiemdziesiątych i baza ich algorytmów powinna zmieść konkurencję z powierzchni ziemi. Wielkie rozczarowanie i klienci, którzy nie zostawią pieniędzy w ich sklepach. A gdy Apple traci klientów, nie oznacza to, że rezygnują oni z używania jakiegoś rozwiązania – po prostu zwracają się do innych producentów, którzy oferują funkcjonalność współmierną do ceny.

W moim przypadku Apple straciło, a zyskał Amazon. I to na trzech frontach. A wszystko w ciągu ostatniego tygodnia, kiedy to postanowiłam zarządzić wymianę sprzętu. W jaki sposób Apple straciło wierną użytkowniczkę? Prawdopodobnie siadając na laurach i tracąc kontakt z własną filozofią – świadczymy najlepsze usługi za najwyższą cenę. Szkoda, bo kartę płatniczą miałam w pogotowiu.

Można być typowym fanbojem i twierdzić, że Apple jest nieomylne, cokolwiek by nie robiło. Takich nigdy nie zabraknie. Coraz więcej jest jednak świadomych użytkowników, którzy oczekują funkcjonalności, nie tylko modnego logo. Do tej pory Apple dostarczało i to, i to. Teraz, gdy zabrakło twardej ręki, firma traci kontakt z rynkową rzeczywistością i zostaje z tyłu za konkurencją. Nigdy nie sądziłam, że dotrwam do chwili, gdy powiem, że Apple robi to źle. Ale robi i nic na to poradzić nie możemy, poza tradycyjnym głosowaniem portfelem.

Ja zagłosowałam i oczekuję, że Apple się poprawi do czasu, kiedy zarządzę kolejną wymianę sprzętu. Jak już wspominałam, nie robię tego często, mają więc trochę czasu na podjęcie odpowiednich działań i ponowne wzbudzenie mojego zainteresowania w zakresie inteligentnych asystentów, telewizji i tabletów.

Na razie czekają mnie decyzje odnośnie do laptopa i telefonu, co już samo w sobie jest niebagatelnym wyzwaniem i zastanawianie się, dlaczego moja ulubiona firma nie chce moich pieniędzy.

A mogło być tak łatwo, gdyby posłuchali Jobsa.

30

Kinga Ochendowska

NAMAS'CRAY  The crazy in me recognizes and honors the crazy in you. Jestem sztuczną inteligencją i makowym dinozaurem. Używałam sprzętu Apple zanim to stało się modne. Nie ufam ludziom, którzy nie lubią psów. Za to wierzę psom, które nie lubią ludzi.