iMagazine

Philips SpeedPro Max Aqua – by okiełznać sierść

07/05/2019, 11:38 · · · 2

Kiedy myślę o sobie, to jednym ze słów mnie opisujących na pewno będzie domator. Lubię spędzać czas w domu i czuję się w nim dobrze. Tym bardziej, kiedy jest w nim czysto. Co może nam pomóc utrzymać porządek? Oczywiście odkurzacz.

Ta kategoria sprzętu jest bez wątpienia coraz popularniejsza, bo nie ogranicza się już tylko i wyłączenie do elektrycznego pudła z rurą po jednej stronie i kablem po drugiej. Gdy myślimy o ciekawym i dobrym odkurzaczu, przychodzą nam do głowy te wszystkie automatyczne roboty, które sprzątają i dają nam czas na robienie innych rzeczy – sam posiadam w domu takiego robota od Xiaomi. Jednak w ostatnich tygodniach na łamach iMagazine mogliście zauważyć, że ciekawe pozycje pojawiają się również w bardziej tradycyjnym wydaniu. Jeden z modeli niedawno opisywał Paweł Okopień, a Monika Gutowska-Cała podzieliła się z Wami testem innego modelu od Dyson w najnowszym numerze magazynu. Ja pozwolę sobie dorzucić jeszcze jedną propozycję.

Odkurzacz. Foto materiały prasowe Philips

Lubię mieć czysto w domu. Kiedyś można było nazwać mnie pedantem, ale chyba z tego wyrosłem i po prostu sprzątam, kiedy widzę że zaczyna się brudzić. Dodatkowo sprzątanie mnie uspokaja i chyba jest nawet dla mnie swoistym typem medytacji. To się jednak zmieniło, kiedy ponad pół roku temu adoptowaliśmy psa i z konieczności musiałem sprzątać znacznie częściej – zwłaszcza podłogi. Na święta zakupiliśmy sobie wspomniany wyżej odkurzacz automatyczny, jednak czterołapowa fabryka sierści zamieszkująca przede wszystkim moją kanapę, okazała się dla niego chyba zbyt dużym wyzwaniem. Mieszkanie mam tak urządzone, że sporo rzeczy stoi na podłodze i jednak by dokładnie odkurzyć, trzeba je najpierw przesunąć lub podnieść. Robić to trzy razy dziennie (gdzie jednorazowe sprzątanie trwa około 30-40 minut) szybko mi się odechciało – pies nie polubił się zbytnio z tym robotem. Gdy jednak do testu przybył Philips SpeedPro Max Aqua trochę się u mnie zmieniło – na lepsze.

Producent oficjalnie reklamuje ten model odkurzacza jako sprzęt dla właścicieli zwierząt. Nic więc dziwnego, że postanowiłem sprawdzić czy zda egzamin w moich domowych warunkach. Największym jego plusem jest na pewno to, że to sprzęt bezprzewodowy, więc po wyjęciu z szafy jest już gotowy do użycia, a przy sprzątaniu nie pałęta nam się nigdzie kabel. To chyba jedna z największych bolączek tych tradycyjnych odkurzaczy. Teraz można traktować to właściwie jak miotłę, gdzie wyjmujemy, sprzątamy i chowamy, bez rozkładania i zastanawiania się do którego gniazdka najlepiej wpiąć przewód.

Opróżnianie pojemnika na nieczystości. Foto materiały prasowe Philips

Gdy wyjmiemy odkurzacz z pudełka (do testu otrzymałem model FC6904/01) będziemy mieć do dyspozycji: odkurzacz, rurę, nasadkę zasysającą z podświetleniem LED, mini elektorszczotkę, mopa i filtr antyalergiczny. Zanim jednak o akcesoriach, przyjrzyjmy się samemu urządzeniu. Jak wspomniałem wcześniej jest ono bezprzewodowe, zasilane akumulatorem o napięciu 25.2 V, powalającym na korzystanie do 75 minut (ostatecznie czas zależy oczywiście od siły ssania w jakiej pracuje sprzęt). Jego pełne naładowanie zajmuję około 5 godzin. Znajdziemy tu również pojemnik na nieczystości o pojemności 0,6 litra – jest to system bezworkowy – który w łatwy sposób możemy opróżnić. Ja robię to średnio co 2-3 dni, ale pewnie gdybym nie miał psa, robiłbym to znacznie rzadziej. Całość nie jest bardzo ciężka (2,7 kg), ale w połączeniu z rurą i końcówką do odkurzania, po kilku minutach sprzątania, można poczuć zmęczenie w ręku. Na rączce odkurzacza znajdziemy mały wyświetlacz pokazujący nam stan naładowania baterii oraz włącznik wraz z regulacją mocy – dwa tryby ssania, plus tryb turbo.

Philips ma być dobrym sprzętem dla posiadaczy zwierząt. Czy faktycznie nim jest? Mamy tu przede wszystkim dwie rzeczy, które zdecydowanie ułatwiły moje życie w czystym mieszkaniu. Są to nasadka zasysająca 360° i mini elektroszczotka. Ta pierwsza, poza elementami pozwalającymi lepiej zbierać nieczystości z podłogi i napędzanej szczotce, posiada diody LED, dzięki którym wszystko co trzeba sprzątnąć, będzie bardziej widoczne. Wiem, że nie jest to nowość na rynku, ale niezwykle przypadło mi to do gustu. Jednocześnie przeraziłem się ile sierści leży na podłodze w miejscach, które do tej pory mogłem omijać – szok! Wspomniana elektroszczotka natomiast, dedykowana jest do powierzchni tapicerowanych, takich jak wszelkie kanapy i fotele. Kto ma zwierzaka w domu dobrze wiem, że tam właśnie lubią one się wylegiwać, więc często jest co odkurzać. Na szczęście dzięki takie szczotce jest to o wiele prostsze i nie zajmuje już tyle czasu, co wcześniej.

Pojemnik na płyn do mycia podłóg. Foto materiały prasowe Philips

Inną ważną funkcją, jest jednoczesne odkurzanie i mycie podłogi. Jedną z końcówek możemy połączyć z mopem, który posiada pojemnik na wodę z płynem to podłóg. Na pojemniku znajduje się również przycisk do „wyrzucenia“ wody, gdy potrzebujemy jej więcej na mytej powierzchni. Muszę przyznać, że nieco obawiałem się, jak ta funkcja wyjdzie w praniu, bo mój Xiaomi również posiada opcję mycia, jednak to bardziej lekkie nawilżanie. Philips radzi sobie z tym znacznie lepiej, jednak jeśli chcecie umyć podłogę w całym mieszkaniu, a nie tylko jednym pomieszczeniu, to lepiej wybrać zwykłego mopa. Nie chodzi o nieskuteczność Philipsa, tylko po prostu całość urządzenia w tymi wszystkimi końcówkami do odkurzania i mycia swoje waży, przez co można się nieźle zmachać – ewentualnie jeżeli nie macie nic przeciwko temu, to przynajmniej trening zrobiony.

W zestawie jest baza ładująca, którą możemy przymocować od ściany, dzięki czemu całe urządzenie będziemy mogli powiesić i jednocześnie będzie się ono ładować. Sam nie miałem jak tego sprawdzić, ale mogę potwierdzić czas ładowania podawany przez producenta – faktycznie rozładowany akumulator, do 100% naładujemy w około 5 godzin. Jednak w praktyce nigdy nie udało mi się go aż tak rozładować.

Stacja ładująca. Foto materiały prasowe Philips

Dla osób, które często korzystają z małej szczotki np. do sprzątania pajęczyn z sufitu lub zakamarków za szafą, plusem będzie to, że taka szczotka jest zintegrowana z rurą. Nie trzeba dzięki temu nigdzie jej odkładać po skończeniu sprzątania i ryzyko zgubienia jej właściwie nie istnieje.

Tak tu opisałem sporo zalet tego sprzętu, a czy ma jakieś wady? Dla niektórych użytkowników może być nim waga. Niby przy pierwszym spotkaniu odkurzacz nie wydaje się ciężki, lecz przy dłuższym sprzątaniu ręce mogą się męczyć. Z mojego doświadczenia wiem, że można się do tego przyzwyczaić i z czasem jest znacznie lepiej.

Drugą wadą, dla wielu pewnie decydującą, jest cena. Sugerowana kwota, jaką przyjdzie zapłacić za opisywany model, to 2459 PLN – to jednak model najwyższy i za niższe zapłacimy nieco mniej. Trzeba przyznać, że nie jest to mało i nie każdy zdecyduje się za zakup. Sam zapewne bym się z miejsca na to nie zdecydował. Gdy jednak widzę, że w czasie testowania Philipa mój Xiaomi stał w kącie i się kurzył, myślę że kupno tego typu odkurzacza byłoby dla mnie naprawdę dobrym pomysłem. Owszem, muszę znów odkurzać ręcznie, ale chyba jest to wciąż o wiele dokładniejsze sprzątanie, niż przy pomocy robotów automatycznych. Pewnie gdybym nie miał psa, który sierść gubi chyba nawet przy spokojnym oddechu w bezruchu, Xiaomi by mi w zupełności wystarczył. Odkurzacz bezprzewodowy, który bardzo szybko jest gotów do pracy, to w tym momencie dla mnie najlepsze rozwiazanie.

Jeżeli macie jakieś pytania czy wątpliwości, piszcie śmiało w kometarzach, a ja postaram się odpowiedzieć najlepiej jak mogę.

2

Jan Urbanowicz

Do niedawna każda wolna chwila w kinie, teraz głównie na świeżym powietrzu, siłowni i gdzie tylko się da aktywnie spędzać czas i pokonywać zły cukier. Diabetyk z dobrze wyrównaną chorobą. #aktywniezcukrzycą


2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
BartoszPIT Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
PIT
Gość
PIT

Mam już kupiłem i sam zamieniłem na irobota bo mam koka i na sto procent jest o wiele bardziej wydajny to sprzątanie zajmuje mi o polowe czasu i nie muszę już wszystkiego przestawiać

Bartosz
Gość
Bartosz

Ta mała szczotka jest przeciętna do sierści. Duża główna lepiej ściąga. A odkurzanie wraz z mopowaniem to totalna porażka. Moczy podłogę i prawie wcale nie zbiera wody potem to zaschnie i są same smugi i plamy. Brakuhe rowniez jakiegos grzebienia do czyszczenia szczotek tak jak jest w np. Irobot roomba. Podsumowujac :Odkurza się super,ale mopowanie i mała szczotka to porażka. Użytkuje od grudnia codziennie.